Oto cały Marek Papszun. Wszyscy widzieli, co zrobił podczas meczu Legii

1 dzień temu 7

"Jak dzieciak biegniesz!", "Mówiłem, nie cuduj!", "Teraz, mocno go dojedź! Nie daj się ograć!", "Press! Nie zastanawiaj się, nie przyglądaj!", "Środek, k***a, środek!" - to tylko mała część komunikatów, jakie piłkarze Legii Warszawa usłyszeli od Marka Papszuna w trakcie sparingu z Pogonią Grodzisk Mazowiecki.

Zobacz wideo Papszun szczerze o transferach do Legii: Trudno powiedzieć...

Mimo że był to pierwszy, nieoficjalny mecz legionistów pod wodzą nowego trenera, to o jakimkolwiek odpuszczaniu nie było mowy. Zwłaszcza że mecz cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem nie tylko mediów, ale też zarządu Legii i stałych bywalców ośrodka treningowego, gdzie rozegrano spotkanie.

- Chcemy być drużyną intensywną. Moją ambicją jest i zawsze było wygrywanie, dlatego cieszę się, że tak zaczęliśmy. Ten optymizm jest super, ale musimy mieć świadomość, że trzeba włożyć dużo wysiłku, żeby wiosną w tabeli dźwignąć się wyżej niż miejsce, które da nam samo utrzymanie - mówił po sparingu Papszun, który przez kilkanaście minut odpowiadał na pytania dziennikarzy.

Zmiana ustawienia

Chwilę przed 12:00 termometry w Legia Training Centre wskazywały minus dziewięć stopni Celsjusza, a odczuwalna temperatura mogła być nawet o sześć stopni niższa. Fala mrozów, która kilka dni temu nawiedziła Polskę, przez chwilę postawiła piątkowy sparing pod znakiem zapytania. Ostatecznie mecz został jednak rozegrany zgodnie z planem na boisku pod balonem w bazie treningowej Legii.

Nieoficjalny debiut Papszuna w Legii przyciągnął tylu dziennikarzy i fotoreporterów, że na dwóch parkingach przy boisku zabrakło miejsc parkingowych. Ale na sparingu z Pogonią pojawili się też właściciel Legii Dariusz Mioduski, wiceprezes zarządzający Marcin Herra, dyrektor sportowy Michał Żewłakow, szef akademii Marek Śledź, a nawet były dyrektor sportowy i były szef działu skautingu: Jacek Zieliński i Radosław Mozyrko. Wokół boiska ze sztuczną murawą zgromadziła się też spora grupa zawodników z akademii i ich trenerzy.

Papszun pod balonem pojawił się dokładnie o 11:48, czyli 12 minut przed rozpoczęciem sparingu. Nowy trener Legii jednak nie udał się od razu na boisko. Najpierw przez kilka minut rozmawiał z byłym zawodnikiem Legii - Tomaszem Sokołowskim - który również pojawił się w LTC. Papszun w ogóle nie wziął udziału w boiskowej rozgrzewce, w tym wyręczali go jego asystenci. 

Pierwsza, zasadnicza zmiana w porównaniu do poprzednich trenerów Legii, rzuciła się w oczy w momencie, w którym klub ujawnił skład na sparing. Mimo że na pierwszym briefingu prasowym Papszun tego nie potwierdził, to - zgodnie z przewidywaniami - nowy trener Legii zmienił ustawienie drużyny. 51-latek będzie korzystał z formacji 3-4-2-1, czyli takiej, jaką stosował w Rakowie Częstochowa. Na początku poprzedniego sezonu Legię podobnie ustawiał Goncalo Feio, który kilka lat temu był asystentem Papszuna w Rakowie. Po niespełna dwóch miesiącach i serii niezadowalających wyników Portugalczyk odszedł jednak od tego planu, przechodząc do ustawienia 4-3-3.

- Pracujemy ze sobą niecały tydzień, do tej pory mieliśmy raptem pięć treningów. Mimo to widziałem parę zachowań, które chciałbym, żeby w tej drużynie funkcjonowały. To było widoczne szczególnie w drugiej połowie, która była pod naszą pełną dominacją. To niełatwe, bo nie tylko mieliśmy niewiele zajęć, ale zmieniliśmy też ustawienie i wprowadzamy częściowo nowe rzeczy - mówił po meczu Papszun.

"Jak dzieciak biegniesz!"

Z pierwszej połowy 51-latek rzeczywiście nie mógł być zadowolony. Mimo że Legia szybko objęła prowadzenie po ładnym golu Radovana Pankova z rzutu wolnego, to po bramkach Rafała Adamskiego i Aleksandra Gajgiera to Pogoń schodziłą na przerwę z prowadzeniem 2:1.

Ale Papszun mógł być niezadowolony nie tylko z wyniku. Mimo że nowy trener Legii niemal cały sparing obejrzał na stojąco z rękoma w kieszeniach, to krzyków i emocji nie brakowało. Zwłaszcza wtedy, gdy legioniści próbowali zorganizować się w pressingu i jak najszybciej odebrać Pogoni piłkę jeszcze na wysokości jej pola karnego.

"Jak dzieciak biegniesz!" - usłyszał od Papszuna Kacper Urbański, kiedy bez przekonania ruszył w kierunku rywala, by odebrać mu piłkę. "Teraz, mocno go dojedź! Nie daj się ograć!" - krzyczał Papszun do innego zawodnika, wskazując na odpowiedni moment założenia pressingu. "Colo, środek, k***a, środek, konsekwentnie! Press, nie zastanawiaj się, nie przyglądaj" - usłyszał od trenera wprowadzony na boisko w przerwie Antonio Colak, który wcześniej zdobył bramkę na 2:2.

"Dobre, Żewłak, brawo! O to chodzi!" - krzyczał Papszun po dobrej akcji Legii do Jakuba Żewłakowa, który cztery minuty po Colaku zdobył bramkę i dał Warszawiakom zwycięstwo 3:2. "Już organizuj się do pressu!" - dodał Papszun w kierunku 19-latka, mimo że ten zakończył dobrą akcję Legii celnym strzałem. To właśnie zakładanie pressingu i organizacja w grze obronnej już od pola karnego przeciwnika była czymś, na co Papszun w piątek zwracał największą uwagę.

Kiedy po sparingu spytałem Papszuna o jego uwagi w kierunku zawodników, trener się roześmiał. - Chcemy być zespołem intensywnym. Przede wszystkim chcemy dominować przez wysoki pressing i ciągłe naciskanie na przeciwnika. Taki ma być główny sposób bronienia Legii Warszawa i dlatego tyle komunikatów dzisiaj wybrzmiewało z mojej strony - konkretnie wytłumaczył nowy trener Legii.

Szansa dla młodych

Uwagi Papszuna nie ograniczały się jedynie do pressingu. Trener zwracał też uwagę na to, jak jego piłkarze budują ataki. "Obniż pozycję, Kacper, zejdź!" - tak Papszun znów instruował Urbańskiego, by ten lepiej pokazywał się do gry. "Teraz kultura! Trzymaj piłką, pograj trochę!" - zwracał się do Arkadiusza Recy, by legioniści budowali posiadanie piłki. "Nie cuduj, graj do przodu! Za długo to wszystko trwa!" - irytował się Papszun, kiedy jego drużyna atakowała zbyt wolno i przewidywalnie. 

Mimo wszystko trudno wskazać piłkarza, który w pierwszym sparingu mógłby podpaść Papszunowi. W piątek na pewno nie błysnął Mileta Rajović, który przed przerwą kilka razy kiepsko przyjął piłkę i zmarnował jedną niezłą okazję do strzelenia gola. - Skuteczność naszych napastników? Tak, to na pewno jest problem. Myślę jednak, że musimy poprawić grę całego zespołu na tyle, żeby zawodnicy mieli więcej szans i wtedy będzie można ich rozliczać - mówił po meczu Papszun.

Z dobrej strony zaś pokazali się młodzi: Żewłakow i Jan Leszczyński. Pierwszy zdobył bramkę, drugi przed przerwą był jednym z najlepszych - o ile nie najlepszym - piłkarzem Legii. Leszczyński to 18-letni środkowy obrońca, który z obiecująco zaprezentował się już za kadencji Feio. Wtedy jednak zawodnik nie doczekał się szansy w pierwszej drużynie, bo doznał poważnej kontuzji, zerwania więzadła krzyżowego. Teraz przed Leszczyńskim dobra okazja, by się pokazać. Papszun zmienił ustawienie na trójkę środkowych obrońców, a tych w Legii wielu nie ma. W piątek w pierwszej połowie na tej pozycji zagrali jeszcze Pankov i Artur Jędrzejczyk, a po przerwie Kamil Piątkowski, Rafał Augustyniak i - z konieczności - nominalny lewy obrońca Patryk Kun. 14 stycznia po Pucharze Narodów Afryki do drużyny dołączy Steve Kapuadi, ale jego przyszłość w klubie jest niepewna, bo zawodnikiem interesuje się kilka zagranicznych klubów.

Papszun rozsądnie zarządzał siłami piłkarzy. Większość - poza drobnymi wyjątkami - zagrała po 45 minut. W trakcie pierwszej połowy zeszli Paweł Wszołek i Juergen Elitim, których zastąpili Petar Stojanović i Henrique Arreiol. Tę dwójkę w trakcie drugiej połowy zmienili Kacper Chodyna i Claude Goncalves. Żewłakowa, który wszedł w przerwie, na kwadrans przed końcem zastąpił Samuel Kovacik, który z jesienią z dobrej strony pokazał się w młodzieżowej Lidze Mistrzów.

18-letni słowacki napastnik - tak samo jak Leszczyński i Żewłakow - w sobotę polecą z drużyną na zgrupowanie do hiszpańskiego Mijas. Tam Warszawiacy trenować będą do 23 stycznia i w tym czasie rozegrają pięć sparingów. Oficjalny debiut Papszuna w Legii w niedzielę, 1 lutego, kiedy przy Łazienkowskiej podejmie Koronę Kielce.

- Ostatni tydzień był bardzo intensywny, a mimo to widziałem dziś w zespole dobre nastawienie. Tę dobrą energię, nastawienie widziałem zresztą od początku mojej pracy w klubie. Aż sam byłem zdziwiony, że zawodnicy wrócili z urlopów aż tak dobrze nastawieni. Jeżeli utrzymamy taki poziom pracy, to na pewno będziemy grali coraz lepiej.

- Chcemy być zespołem intensywnym. Przede wszystkim chcemy dominować przez wysoki pressing i ciągłe naciskanie przeciwnika. Taki ma być główny sposób bronienia Legii Warszawa i dlatego tyle komunikatów dzisiaj wybrzmiewało z mojej strony. Ale, tak jak powiedziałem, nie jest to łatwe dla zawodników, biorąc pod uwagę, że dotknęli tego dopiero piąty czy czwarty dzień - podsumował Papszun.

Przeczytaj źródło