Tragedia w Crans-Montanie. Nagrywali, zamiast uciekać. Psycholog: to adekwatne zachowanie

1 tydzień temu 14

Data utworzenia: 6 stycznia 2026, 7:00.

Wiele negatywnych i krytycznych komentarzy dotyczących zachowania osób bawiących się klubie w szwajcarskiej Crans-Montanie pojawiło się w sieci. Ludzie nie rozumieją, dlaczego uczestnicy imprezy sylwestrowej, zamiast uciekać przed płomieniami, filmowali pożar. Pojawiły się komentarze, że to tzw. "efekt świadka". Nie jest to jednak prawda. — Mówienie o "efekcie świadka" jest tu zbyt dużym uproszczeniem i w gruncie rzeczy nietrafnym opisem. Te osoby nie były jedynie biernymi obserwatorami tragedii, były jej bezpośrednimi uczestnikami, uwikłanymi w bardzo złożoną dynamikę grupową, emocjonalną i sytuacyjną — mówi w rozmowie z "Faktem" Jacek Załuski, terapeuta z Ośrodka Kształtowania Osobowości.

Dlaczego uczestnicy zabawy w Crans - Montanie nagrywali zamiast uciekać? Foto: Reuters/Reuters, X

"Efekt świadka" to o zjawisko psychologiczne polegające na tym, że im więcej osób jest świadkiem sytuacji kryzysowej, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo, że którakolwiek z nich zareaguje i udzieli pomocy. Odpowiedzialność rozprasza się na wiele osób i często nie są one w ogóle pewne, czy trzeba pomóc. W sieci pojawiły się głosy, że właśnie takie zachowanie było udziałem uczestników tragicznej imprezy sylwestrowej w Crans-Montanie. Psycholog Jacek Załuski tłumaczy, że nie jest to trafna opinia i mamy tu do czynienia z inną sytuacją, a zachowanie osób, które zamiast uciekać, kręciły filmy, da się racjonalnie wytłumaczyć.

Szwajcaria. Dlaczego uczestnicy imprezy w Crans-Montanie nagrywali, zamiast uciekać?

Sytuacja podczas pożaru w barze w Crans-Montanie jest dużo bardziej złożona, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Decydującą rolę odgrywa tu kontekst sytuacyjny, a nie prosty "efekt świadka" rozumiany wyłącznie jako rozproszenie odpowiedzialności. Osoby bawiące się w takim tłumie przyjmują tożsamość grupową, a nie funkcjonują wyłącznie jako odrębne jednostki. Łączył je wspólny cel: świętowanie nadejścia nowego roku

— tłumaczy Jacek Załuski.

Dodaje, że osoby te wiedziały, że w programie przewidziano różne atrakcje np. zimne ognie i inne efekty wizualne. W momencie wybuchu pożaru część osób mogła więc początkowo interpretować pojawiające się płomienie jako element show, kolejną atrakcję. Byli w nastroju zabawy, w silnie pozytywnych emocjach, skoncentrowani na tym, by się cieszyć, tańczyć i nagrywać wspomnienia. — Nagrywanie w chwili, gdy ogień był już widoczny, mogło być odbierane przez nich jako naturalne przedłużenie zabawy, na zasadzie — coś niezwykłego dzieje się na parkiecie, więc warto to uchwycić. W ich percepcji mogło to wyglądać jak zaplanowany efekt specjalny, a nie realne zagrożenie życia — mówi psychoterapeuta.

Psycholog tłumaczy zachowanie uczestników zabawy w Crans-Montanie

Wskazuje, że trzeba też pamiętać, że oceniamy tę sytuację z perspektywy czasu, dysponując pełniejszymi informacjami o przebiegu tragedii i jej skutkach. Uczestnicy imprezy na początku nie mieli takich danych, widzieli tylko fragment sytuacji, bez jasnego sygnału, że to natychmiastowe śmiertelne zagrożenie.

Dodatkowo była to specyficzna grupa wiekowa tj. w większości bardzo młodzi ludzie w przedziale wiekowym 14-25 lat. W tym wieku ryzyko bywa często niedoceniane, a ogromne znaczenie ma obserwacja zachowania rówieśników. Jeśli inni nie uciekają, nie wydają się przerażeni, włącza się myślenie: "skoro oni się nie boją, to dlaczego ja miałbym reagować inaczej?". W efekcie naturalną reakcją może być dalsze tańczenie czy nawet uśmiechy, które z zewnątrz wyglądają na skrajną beztroskę, a w rzeczywistości są zgodne z tym, co pokazuje otoczenie

— tłumaczy ekspert.

Tragedia w Szwajcarii. Pożar w sylwestra w Crans-Montanie

Przyznaje, że jakiś wpływ mogły mieć również alkohol i inne substancje psychoaktywne — mogły dodatkowo obniżać czujność i spowalniać ocenę ryzyka. Jego zdaniem jednak raczej nie były czynnikiem decydującym, a jedynie moderującym odbiór sytuacji.

Warto podkreślić, że osoby, które dziś ostro krytykują uczestników tej imprezy za "brak reakcji", w podobnym kontekście najprawdopodobniej zachowałyby się w zbliżony sposób. Działa tu znane z badań zjawisko surowego oceniania innych "po fakcie", gdy dysponujemy już pełniejszą wiedzą o zagrożeniu i jego skutkach

— tłumaczy Załuski.

Pewne znaczenie ma też fakt, że jest to pokolenie wychowane ze smartfonem w ręku. Naturalnym odruchem bywa "jak coś się dzieje, to nagrywam". Tym bardziej że nagrywanie zaczęło się już wcześniej. Uczestnicy dokumentowali przebieg imprezy od początku. — To jednak raczej poboczny aspekt tego zdarzenia, a nie klucz do zrozumienia ich zachowania. Z zewnątrz reakcje uczestników mogą wydawać się skrajnie irracjonalne, ale jeśli uwzględnić kontekst, były w dużej mierze adekwatne do tego, jak postrzegali sytuację w pierwszych chwilach — mówi rozmówca "Faktu".

Tragedia w Crans — Montanie. Pożar w sylwestra

Ogień rozprzestrzenił się niezwykle szybko. Wystarczyło kilka czy kilkanaście sekund, by warunki stały się śmiertelne. Tymczasem tłum tworzył tam w pewnym sensie jedność, a nie luźny zbiór jednostek z nastawieniem "każdy ratuje tylko siebie". Psychoterapeuta tłumaczy, że związane z tym poczucie przynależności grupowej sprzyjało także postawom altruistycznym. Ludzie zamiast natychmiastowej ucieczki szukali bliskich i znajomych, próbowali im pomóc, wyciągnąć ich z zadymionego pomieszczenia.

Dlatego mówienie o "efekcie świadka" jest tu zbyt dużym uproszczeniem i w gruncie rzeczy nietrafnym opisem. Te osoby nie były jedynie biernymi obserwatorami tragedii, były jej bezpośrednimi uczestnikami, uwikłanymi w bardzo złożoną dynamikę grupową, emocjonalną i sytuacyjną

— podsumowuje Jacek Załuski.

Zobacz też:

Szokujące doniesienia z Kalisza. Ofiara tortur zdołała uciec oprawcom

Dramatyczny wypadek polskiego narciarza w Czechach. Śmigłowiec ląduje na stoku

/5

Valais Canton Police/Handout / Reuters

Wielu poszkodowanych trafiło do szpitali.

/5

Umit Bektas / Reuters

Ludzie przynoszą na miejsce tragedii kwiaty.

/5

Umit Bektas / Reuters

Znicze na miejscu tragedii.

/5

- / X

Ludzie się bawili, mimo że były już płomienie.

/5

Mente Cali @MenteCali / X

Ogień rozprzestrzeniał się szybko.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Newsletter

Najlepsze teksty z Faktu! Bądź na bieżąco z informacjami ze świata i Polski

Zapisz się

Masz ciekawy temat? Napisz do nas list!

Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas!

Napisz list do redakcji

Przeczytaj źródło