Monika przyciągała ludzi pozytywną energią niczym magnez. Uczynna, rzetelna, nieśmiała i bardzo religijna. Ostatni raz na pielgrzymkę do Jasnej Góry wybrała się w listopadzie. Intencję znała tylko ona. 19-latka stroniła od dużych, głośnych imprez. Jednak Sylwester 2007 był dla niej wyjątkowy. Nareszcie była pełnoletnia. Pojechała na dyskotekę do sąsiedniej wsi. Była z koleżankami. Chciała powitać Nowy Rok. Tam poznała mężczyznę, i... już nigdy nie wróciła do rodzinnego domu.
Brutalna zbrodnia Polaków w Hiszpanii. Nowe szczegóły śledztwa szokują
To miał być wyjątkowy Sylwester — jedyny w swoim rodzaju
19 lat temu Polską wstrząsnęła historia straszliwej, sylwestrowej zbrodni, do jakiej doszło w małej miejscowości, głęboko na prowincji.
31 grudnia 2007 roku we wsi Suchowola (woj. lubelskie) organizowana była impreza. Jej uczestnicy w akompaniamencie śmiechów, tańców i muzyki chcieli pożegnać smutki starego roku i przywitać z nadzieją 2008 rok. Wśród nich była także młoda Monika Momont. Dla niej miał to być wyjątkowy Sylwester. Pierwszy po skończeniu 18 lat.
Monika przywitała Nowy Rok z mordercą
Monika przygotowywała się do matury, którą miała zdawać w nadchodzącym roku. Na studia chciała wyjechać do Białej Podlaskiej. Nie zdążyła wybrać kierunku. Bliscy wspominają ją jako lubianą, pomocną, wspierającą rodziców. Zawsze towarzyszył jej uśmiech. Nauczyciele chwalili jej sumiennośc. Była pilna. Często pierwsza przychodziła do szkoły.
Pamiętam ją od pierwszej klasy liceum. Była bardzo cicha, spokojna. Nie rzucała się w oczy. Na zdjęciach starała się stawać tak, aby nie było jej widać. Nie pchała się na pierwszy plan. Rzadko chodziła na zabawy
— tak lata temu opowiadał o Monice jej szkolny katecheta, ks. Marian Banasiuk.
Pełnoletniość rządzi się swoimi prawami, a Sylwestra w wieku 18 lat ma się tylko raz w życiu. Padło na dyskotekę Corrado w Suchowoli. To zaledwie dziesięć kilometrów od jej rodzinnej wsi. Początkowo dziewczyny trzymały się w swoim gronie, ale po jakimś czasie Monika znalazła się w towarzystwie młodego mężczyzny. To był 26-letni Sławomira S.
Miał dziwny wyraz twarzy, a jego oczy zdradzały coś dziwnego. Od razu mi się nie spodobał
— wspominała przyjaciółka Moniki, Aneta Bieniek.
Tę znajomość Monika przypłaciła życiem
Kiedy wybiła północ para wyszła przed lokal, aby obejrzeć pokaz sztucznych ogni. Chwilę później kamery monitoringu nagrały, jak oboje odjeżdżają samochodem. To był biały Renault. Po kilkunastu minutach 26-latek wrócił na dyskotekę. Był już sam.
O godzinie 7:30, dwa kilometry od Suchowoli, we wsi Świerże, na skraju lasu, znaleziono ciało Moniki. Była do połowy rozebrana. Policję wezwała mieszkająca w okolicy kobieta.
Nocą słyszałam ujadanie psów. Nie wychodziłam, ponieważ się bałam. Nie słyszałam jednak żadnych krzyków. Widocznie bandzior, który udusił dziewczynę, zakneblował jej usta
— mówiła Elżbieta Garbala, seniorka, która wezwała służby.
Wyniki sekcji zwłok były jednoznaczne — najpierw doszło do stosunku seksualnego, a następnie nastolatkę uduszono. Na miejscu odkryto także ślady opon samochodowych.
Głównym podejrzanym był oczywiście Sławomir S. Ustalenie numerów rejestracyjnych samochodu, w którym ostatni raz była widziana Monika, stało się najważniejszym priorytetem lubelskiej policji. Na szczęście wyjazd zarejestrowały kamery.
Trzy dni później, w czwartek 3 stycznia, policja wywarzyła drzwi w jednym z domów w gminie Wyryki, ponad 130 kilometrów od Suchowoli. Sławomir S. nie chciał dać się zatrzymać dobrowolnie. Na mundurowych czekał uzbrojony w nóż oraz kabel elektryczny. Nic mu to nie pomogło. Został błyskawicznie obezwładniony. W domu przebywała również jego żona i kilkumiesięczny syn.
Dusił ją przez pięć minut. "Nie chciałem zabić"
Prokurator postawił Sławomirowi S. zarzut zabójstwa oraz zgwałcenia Moniki. Mężczyźnie groziło dożywocie. 26-latek przyznał się do popełnienia pierwszej zbrodni. Utrzymywał, że między nim, a nastolatką doszło do zbliżenia, a następnie kłótni, w konsekwencji której zaczął ją dusić. Zarzekał się, że nie zamierzał jej zabić.
Kilka miesięcy później sąd w Lublinie skazał Sławomira S. na karę 25 lat pozbawienia wolności, uznając, że brakuje wystarczających dowodów na to, że sprawca zgwałcił nastolatkę.
Koszmar. Petarda wybuchła w dłoni dziecka. Konieczna była amputacja
25-lat za zabójstwo Moniki
Obrona złożyła kasację wyroku do Sądu Najwyższego, wnosząc o ponowny proces w sądzie II instancji. SN kasację oddalił, uznając ją za "oczywiście bezzasadną".
Mówienie przez oskarżonego, że "nie chciał zabić" musi być uznane za naiwne. Gdy ktoś mówi "dusiłem cztery czy pięć minut, aż przestała się ruszać", to wszystko jedno, jakie potem słowa padną, bo on wiedział, że zabija
— podsumował wtedy sędzia.
Zabiłbym drania. Dla takich bandytów nie powinno być litości. Co moje dziecko mu zrobiło?
- pytał cichym głosem przez łzy ojciec Moniki, Antoni.
Sławomir S. do dzisiaj odbywa swój wyrok. Na wolność wyjdzie najprawdopodobniej dopiero w 2032 roku, w wieku 51 lat.
Mateusz S. zabił sześć osób. Wyrok wywołał burzę, a Polska domagała się zmian

1 tydzień temu
11





English (US) ·
Polish (PL) ·