Rodziny szukają bliskich po tragedii w Crans-Montana. Instagram staje się ostatnią nadzieją

1 tydzień temu 12

Data utworzenia: 2 stycznia 2026, 9:43.

Na zdjęciach uśmiechnięte twarze, młode, pełne życia. Zrobione jeszcze przed tragedią, dodane przez przyjaciół i rodziny. Teraz są ostatnim tropem. Krążą po Instagramie z dopiskiem: "jeśli widziałeś, daj znać". Pożar w klubie "Le Constellation" w znanym kurorcie Crans-Montana to już nie tylko liczby. To dramat, który rozgrywa się na oczach całej Szwajcarii i Europy.

Tragedia w Szwajcarii. Krewni rozpaczliwie szukają zaginionych uczestników sylwestrowej imprezy. Foto: Stephanie Lecocq / Reuters, cransmontana.avisderecherche / Instagram

Bilans przeraża. Szwajcarskie władze informują już o co najmniej 47 ofiarach śmiertelnych i 115 osobach rannych. Wielu poszkodowanych ma ciężkie oparzenia, wymagające specjalistycznego leczenia w kilku szwajcarskich i niemieckich szpitalach. Ponad 60 osób trafiło do szpitala w kantonie Valais.

Ale najgorsze może dopiero nadejść. Służby przygotowują się do identyfikacji niektórych ofiar za pomocą testów DNA. Ciała są w stanie, który nie pozwala na wizualne rozpoznanie. Władze mówią wprost: "To może zająć czas".

Instagram w służbie rodzin

W tym chaosie ktoś wpadł na prosty pomysł i założył konto na Instagramie, na którym publikowane są zgłoszenia o zaginionych. To działa jak tablica ogłoszeń czasu katastrofy. Na załączanych zdjęciach: młode osoby, nastolatki, studenci, dziewczyny ubrane jak na Sylwestra. Ich rodziny błagają o pomoc: "Jeśli wiesz, gdzie jest mój brat — napisz. Jeśli ktoś widział, daj znać, nawet anonimowo".

Konto działa spontanicznie, ale skutecznie. Wiele wpisów opatrzonych jest numerami telefonów, lokalizacjami szpitali, niektórzy szukają tylko jednej wiadomości: "Czy on żyje?"

"Nie wiem, czy mój syn jeszcze żyje"

Laetitia Brodard-Sitre, matka 16-letniego Arthura, publikuje w mediach apel. Jej słowa cytują dziesiątki dziennikarzy: "To koszmar. Nie mamy żadnych informacji. Minęły 24 godziny i nic. Znajdę mojego syna, sama. Nie będę czekać".

W rozmowie z dziennikiem Le Temps mówi: "Mam nadzieję, że zdjęcie mojego dziecka obiegnie świat",

Jej syn był w "Le Constellation" razem z kolegami. Od tamtej pory jest tylko cisza.

Zobacz też: Katastrofa po sylwestrze. Szwajcaria ogłasza stan wyjątkowy. 40 osób nie żyje

Włosi, Francuzi, Szwajcarzy. Lista się wydłuża

Wśród zaginionych znajduje się wielu obcokrajowców. Ministerstwo spraw zagranicznych Włoch potwierdziło, że 12–15 Włochów jest hospitalizowanych, a co najmniej siedmiu uznaje się za zaginionych. Wśród nich m.in. Giovanni Tamburi (16) z Bolonii i Emanuele Galeppini, junior-golfista z Dubaju.

Francuskie władze informują o co najmniej sześciu rannych obywatelach i ośmiu osobach niezlokalizowanych.

Wśród rannych jest również Tahirys Dos Santos (19 l.), zawodnik młodzieżowej drużyny FC Metz. Doznał ciężkich poparzeń i został przetransportowany do specjalistycznej kliniki w Niemczech.

Zobacz też: Tragedia w sylwestrową noc w Szwajcarii. Eksplozja w kurorcie narciarskim Crans-Montana

"To tragedia, jakiej Szwajcaria nie znała"

Prezydent federalny Szwajcarii, Guy Parmelin, nazwał pożar: "Jedną z najgorszych tragedii w historii naszego kraju".

Podkreślił, że wiele ofiar to młodzi ludzie, pełni życia, marzeń i planów, których nie zdążyli zrealizować.

/12

Stephanie Lecocq / Reuters, cransmontana.avisderecherche / Instagram

Tragedia w Szwajcarii. Krewni rozpaczliwie szukają zaginionych uczestników sylwestrowej imprezy.

/12

STEPHANIE LECOCQ / Reuters

Pluszowy miś, kwiaty i kartki z wiadomościami — hołd dla zmarłych.

/12

cransmontana.avisderecherche / Instagram

Ekran z profilami zaginionych udostępnianymi w mediach społecznościowych.

/12

STEPHANIE LECOCQ / Reuters

Policja zabezpiecza teren tragedii w Crans-Montana.

/12

STEPHANIE LECOCQ / Reuters

Emocjonalna chwila ratownika podczas składania kwiatów.

/12

STEPHANIE LECOCQ / Reuters

Rozpacz rodzin i mieszkańców. Wieczorne czuwanie na miejscu tragedii.

/12

Denis Balibouse / Reuters

Żałoba i niedowierzanie.

/12

STEPHANIE LECOCQ / Reuters

Rysunki i znicze.

/12

STEPHANIE LECOCQ / Reuters

Ambulans na pustej ulicy w centrum kurortu.

/12

Denis Balibouse / Reuters

Na miejscu tragedii pojawiło się setki zapalonych zniczy.

/12

Denis Balibouse / Reuters

Morze zniczy na placu, symbol wspólnej żałoby.

/12

Denis Balibouse / Reuters

Śledczy w miejscu tragedii, wciąż trwa dochodzenie.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Newsletter

Najlepsze teksty z Faktu! Bądź na bieżąco z informacjami ze świata i Polski

Zapisz się

Masz ciekawy temat? Napisz do nas list!

Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas!

Napisz list do redakcji

Przeczytaj źródło