Teraz albo nigdy? W sobotę w Zakopanem Kamil Stoch stanie przed może ostatnią w życiu tak dużą szansą na podium Pucharu Świata. Do domu odchodzącej legendy skoków narciarskich nie przyjechało aż sześciu zawodników z najlepszej dziesiątki. A pomóc Stochowi doskoczyć do podium może nowy lider naszej kadry, Kacper Tomasiak. Rywalizacja duetów będzie jednak tylko jednym z ważnych momentów weekendu pod Wielką Krokwią.
Fot. Jakub Balcerski, Sport.pl/ Screen Eurosport
Jest pięknie, biało, magicznie. Świerki jeszcze świecą świątecznymi dekoracjami przebijającymi przez śnieżne czapy. Ulice oddzielają od chodników wysokie na nawet pół metra bariery z poodgarnianego śniegu. I jeszcze ciągle pada. A właściwie prószy. Tak w Zakopanem nie było od lat.
Zobacz wideo Skandal przed PŚ w Zakopanem. Aż trudno w to uwierzyć
"Uwaga! 8-11 stycznia wysokie zagrożenie lawinowe. Zachowaj ostrożność. Nie wychodź w góry bez doświadczenia i sprzętu. Śledź komunikaty lawinowe" – w czwartek 8 stycznia o godzinie 17:12 na nasze telefony przyszedł taki alert RCB. Czyli kibice, którzy przyjechali do Zakopanego na skoki, przy okazji nie wybiorą się w góry. Zostają im jeszcze wypady na narty. A czy jest szansa, że w sobotę i niedzielę najczęściej wyświetlany przez nich komunikat będzie mówił, że doświadczony Kamil Stoch jeszcze raz wskoczył na podium?
W Zakopanem bez kwalifikacji. A niektórzy chcieli iść tylko na nie
Pociąg Kaszub z Gdyni do Zakopanego wiózł w czwartek między inny dwie zaprzyjaźnione pary w wieku emerytalnym. Panowie dyskutowali o Stochu, trochę się gubiąc.
– A on teraz to już nie będzie skakał?
- No jak nie będzie?
- No widziałem w Trzech Króli, jak go Austriacy żegnali.
- No bo skończył karierę, ale tam w Austrii, na tym ich turnieju. A u nas teraz będzie kończył.
- A tego orła, co mu dali, to już przywiózł do swojego muzeum?
Panowie ustalili, że sprawdzą. Ich małżonki były za tym, żeby wybrać się do "muzeum Stocha", czyli do zakopiańskiego Kamilandu. Na skocznię też cała czwórka zamierzała się wybrać. W piątek, na kwalifikacje. Bo kwalifikacje na pewno będą tańsze niż zawody w sobotę i niedzielę. O kwalifikacjach mówił też taksówkarz, który jednego z nas przewoził z dworca do pensjonatu pod skocznią.
Niestety, kwalifikacji nie będzie. W piątek na Wielkiej Krokwi będzie tylko nieoficjalny trening. Z udziałem naszej kadry, w której trwa wewnętrzna walka o trzy miejsca na igrzyska olimpijskie. Natomiast skakanie otwarte dla kibiców tym razem w Zakopanem będzie tylko w sobotę i niedzielę. Niestety, tak zdecydował FIS. Niestety, bo Zakopane to od lat takie miejsce, które kibicowsko błyszczy i któremu po prostu należy się raczej wydłużanie niż skracanie weekendów z Pucharem Świata.
Do Zakopanego nie przyjedzie 6 z 10 najlepszych skoczków PŚ. Wielka szansa dla Polski
Tym razem będzie nie tylko krócej, ale też mniej jakościowo. Kilka dni po wyczerpującym Turnieju Czterech Skoczni na przyjazd do Polski nie zdecydowało się aż sześciu zawodników z Top10 Pucharu Świata. Nie zobaczymy: wicelidera Ryou Kobayashiego i trzeciego Rena Nikaido. Poza Japończykami nie przyjechali do nas też dwaj najlepsi Niemcy: czwarty w PŚ Philipp Raimund i siódmy Felix Hoffmann oraz dwaj wybitni Austriacy: Daniel Tschofenig i dziesiąty Stefan Kraft.
Tych strat szkoda, z drugiej strony one otwierają nam nadzieje. Wielkie, może rozbudzane na wyrost. Ale czy nie byłoby pięknie, gdyby Kamil Stoch mieszkający w położonym trochę powyżej Zakopanem Zębie jeszcze raz doskoczył u siebie do podium?
Na Wielkiej Krokwi wygrał 15 lat temu i to było jego pierwsze zwycięstwo w karierze. W sumie odniósł tu aż pięć ze swych 39 pucharowych triumfów. I sześć razy wskoczył na podium. Dziś Stoch nie jest w formie ani na podia, ani tym bardziej nie zwycięstwa. Ale dziś jest u progu swoich ostatnich wyjść z progu Wielkiej Krokwi w karierze. I teraz – ściślej: w sobotę – naprawdę stanie przed wielką szansą na piękne pożegnanie.
Stoch i Tomasiak powalczą o podium na Wielkiej Krokwi? Jak sztafeta pokoleń
Bo może piątkowych kwalifikacji, które usunął FIS, nie ma, ale za to będą sobotnie duety. To pomysł PZN - w planach oryginalnie była tradycyjna drużynówka z czteroosobowymi zespołami każdej z kadr. Zmieniono to na ostatni przed igrzyskami konkurs z udziałem tzw. super teamów złożonych tylko z dwóch skoczków poszczególnych reprezentacji.
Wszystko na to wskazuje, że wtedy stworzy duet z Kacprem Tomasiakiem. I tak naprawdę mocniejsze pary od naszej wystawią Austriacy (pewnie Jan Hoerl + Stephan Embacher) oraz Słoweńcy (Domen Prevc i Anże Lanisek). Natomiast rezerwowe duety z Japonii i Niemiec oraz najmocniejszy z Norwegii Stoch i Tomasiak na pewno mają szansę wspólnie przeskoczyć.
Taki sukces takiej polskiej dwójki byłby jak symboliczna zmiana. W sztafecie pokoleń. Stoch jest od Tomasiaka o 20 lat starszy, Stoch w Zakopanem zaczynał drogę do wielkich rzeczy, a teraz Tomasiak może zacząć. A w pewnym sensie już też zaczął, bo w marcu 2023 roku wygrał tu swój pierwszy międzynarodowy konkurs – w ramach FIS Cupu (trzecia liga światowych skoków – po Pucharze Świata i Pucharze Kontynentalnym).
W czwartek wieczorem w Zakopanem obok ozdób ze świąt świeciła już Wielka Krokiew, na której pracował ratrak. Prace na skoczni prowadzone były i w nocy, bo – jak tu słyszymy – piękna zima trwa tu nieprzerwanie od Bożego Narodzenia. Niech potrwa jeszcze trochę. Niech ten krótszy niż zwykle i uboższy w najlepszych skoczków świata weekend mimo wszystko stanie się niezapomniany. Życzmy sobie, żebyśmy wspominali go za kolejne 20 lat, gdy będzie odchodził kolejny wielki skoczek, a pokoleniową zmianę będzie mu dawał następny supertalent. Życzmy sobie, żeby było choć trochę jak te 15 lat temu, gdy na Wielkiej Krokwi jednego dnia po raz ostatni wygrał Adam Małysz, a następnego – po raz pierwszy na najwyższy stopień podium wskoczył Kamil Stoch.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

17 godziny temu
6




English (US) ·
Polish (PL) ·