Studia coraz częściej kończą się pracą poniżej kwalifikacji, nauka funkcjonuje w trybie permanentnego niedoboru, a współpraca z biznesem jest fasadowa. Gdy system przestaje oferować realną przewagę, młodzi po prostu z niego wychodzą.
Dane dostępne za 2024 r. pokazują, że tylko 56 proc. maturzystów deklarowało, iż jesienią rozpocznie studia, podczas gdy w 2018 r. taki zamiar miało 95 proc. To nie jest lekkie pogłębienie w ramach istniejącego trendu spadkowego, tylko mocne tąpnięcie. Według badań, w Polsce nawet około 30-40 proc. studentów nie kończy rozpoczętych studiów (tzw. drop-out), a znaczna część rezygnacji następuje już po pierwszym roku – zanim uczelnie zdążą przekazać realne kompetencje potrzebne na rynku pracy.
To między innymi brutalna kalkulacja, presja kosztów życia i utraconych dochodów. Studia nie gwarantują prostej ścieżki „dyplom = dobra praca”. Młodzi po studiach często pracują poniżej swoich kwalifikacji. Alternatywa jest prosta: „zamiast studiować, mogę od razu zarabiać”. Polskie statystyki są bezlitosne: to mężczyźni znacznie częściej rezygnują ze studiowania. Studia kończy ok. 76 proc. kobiet, podczas gdy tylko ok. 57 proc. mężczyzn. Na studiach licencjackich 55 proc. rezygnujących to mężczyźni. Na uczelniach wyższych kobiety stanowią ok. 60 proc. wszystkich osób studiujących.
Mimo że polskie uczelnie intensywnie dostosowują programy do rynku pracy, młodzi wyciągają logiczny wniosek: studia przestały być oczywistą drogą do sensownego rozwoju życia zawodowego. Czy decyzje młodych nie są logiczną odpowiedzią na coraz słabszą zdolność polskiej nauki do zmiany wiedzy w realną wartość gospodarczą?
Polska nauka jest biedna. I źle zorganizowana
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.








English (US) ·
Polish (PL) ·