Życiowe wybory

1 miesiąc temu 30

Po skończonej lekturze wiem już, skąd takie wysokie oceny książek tej pisarki wystawiane przez czytelników. Karolina Wilczyńska bez wątpienia umie opowiadać historie. Zwykłe historie, dziejące się w codzienności życie. A raczej niezwykłe – bo czy życie każdego z nas nie jest na swój sposób niezwykłe? Czy nie pragniemy, aby takie właśnie było? Czy nie tęsknimy w pewnym momencie do młodzieńczych ideałów? Czy nie mamy ochoty uciec od codziennej rutyny i natłoku obowiązków?

Akcja powieści toczy się niespiesznie, nie można jednak powiedzieć, że przez to nic się nie dzieje. W życiu bohaterów dzieje się i to całkiem sporo. Poznajemy dwa małżeństwa. Lidia jest bez wątpienia spełnioną kobietą. Tak w każdym razie można ją postrzegać z zewnątrz. Wykładowca na uniwersytecie, dorosła córka w Londynie. Jest jeszcze mąż – świetny lekarz. Jednak Macieja bez reszty pochłania praca. Kolejne operacje, kolejne medyczne przypadki. Lidia czuje się niezauważana przez nikogo. Czuje się tłem. Przez cały czas była podporą dla córki i męża. Teraz – dobiegając pięćdziesiątki – zaczyna rozumieć, że już tak dłużej nie da rady.

Witold z Martą mają dwójkę małych dzieci. Są wiecznie zaganiani, nie mają czasu dla siebie. Funkcjonują jak korporacja – jasny podział zadań, aby ze wszystkim zdążyć. Nie pomaga fakt, że oboje prowadzą własne firmy, które chcą rozwijać. W ich małżeństwie coś się zacięło. Witold chciałby chociaż chwili spokoju. W tym celu często odwiedza samotną ciotkę Bogumiłę. Bogumiła to emerytowana pianistka, prawdziwe źródło spokoju i życiowej mądrości. Niestety kobieta czuje się bardzo samotna. Krótkie wizyty Witolda nie mogą tego zmienić. Postanawia więc poznać jakąś kobietę, aby dotrzymywała jej towarzystwa. Aby razem mogły porozmawiać, wypić herbatę i po prostu spędzić czas.

Gdy Lidia trafia na ogłoszenie Bogumiły, czuje, że to coś dla niej. W ten sposób poznaje Witolda. Zaczynają ze sobą coraz więcej rozmawiać. Odkrywają, jak bardzo jest im to potrzebne. Czułe spojrzenie, zainteresowanie ze strony drugiej osoby.

Karolina Wilczyńska pokazuje, jak łatwo stracić z oczu drugą osobę. Można być obok i być nieobecnym. Można słuchać i nie usłyszeć. Można patrzeć, a nie widzieć. Kryzysy w obu małżeństwach nie są spektakularne niczym trzęsienie ziemi. Składają się na nie zwykłe codzienne sprawy. Brak prostego „dziękuję” przy śniadaniu. Brak zrozumienia drugiej osoby. Skoncentrowanie się na sobie.

Jednocześnie dostrzegamy pewną naiwność bohaterów. Witold snuje alternatywny scenariusz dla swojej przyszłości. Lidia podobnie. Czy można jednak przekreślić całą przeszłość i zacząć wszystko jeszcze raz? Czy życie to ciągłe uniesienia serca, czy może właśnie owa codzienność? Lidię męczy panująca w jej domu cisza. Witolda męczy panujący w jego domu hałas i gwar. Nie potrafią już rozmawiać ze swoimi partnerami. Pogubili się w życiu.

Czy odnajdą się pod okiem Bogumiły? Bogumiły, która jest wyrozumiała, która nie ocenia i nie daje rad niczym przedszkolanka dzieciom. Ona po prostu nie tylko słucha, ale też słyszy. Nie tylko patrzy, ale też widzi. Ona już wie. Wie to, czego nie wiedzą jeszcze oni.

„Smak dojrzałych jabłek” to książka idealna na jesienne wieczory. Mam wrażenie, że autorka prowokuje do odważnych pytań nie tylko bohaterów swojej powieści, ale nas samych. Z pewnością wielu odnajdzie się w którymś z bohaterów. Nie będę ukrywał, że sam bardzo chętnie napiłbym się herbaty z panią Bogumiłą i zjadł upieczoną przez nią szarlotkę. Posiedział chwilę w wygodnym fotelu i cieszył się piękną jesienią. Tymczasem polecam wam wszystkim lekturę tej książki. Chyba jesteście ciekawi, jak zakończy się historia Lidii i Witolda?

Wojciech Sobański

Przeczytaj źródło