Zastanawiające zachowanie służb przy ekstradycji Bartosza G. „Innego powodu nie widzę”

2 tygodni temu 19

Podejrzany o zabójstwo Mai z Mławy Bartosz G. został już przewieziony z Grecji do Polski. Eksperci zwrócili uwagę na nietypowe okoliczności jego ekstradycji.

Podejrzewany o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem 17-letni Bartosz G. miał zabić swoją o rok młodszą koleżankę. Zanim wpadł w ręce służb, zdążył jeszcze wyjechać na wymianę uczniowską do Grecji. Zanim doszło do ekstradycji, przez 8 miesięcy korzystał z różnych prawnych możliwości, opóźniając powrót do kraju.

Ekstradycja Bartosza G. Sprzeczne doniesienia

Ostatecznie podejrzanego przywieziono do Polski w grudniu, trafił do aresztu w Płocku, gdzie przebywa w izolatce pod stałym nadzorem. Jak zwraca uwagę Onet, okoliczności jego transportu nasuwają liczne pytania. Dziennikarze w porozumieniu z ekspertami twierdzą, że próbowano ukryć rzeczywistą datę ekstradycji G.

Dziennikarze niezależnie od siebie dowiedzieli się, że nastolatek do Polski wrócił już w sobotę 20 grudnia. Po wylądowaniu na Lotnisku Chopina w Warszawie, trafił do celi na Służewcu. 23 grudnia policja wydała jednak komunikat, w którym zaprzeczała doniesieniom prasowym.

„W związku z dużym zainteresowaniem medialnym informujemy, że dzisiaj do Polski zostanie przetransportowany mężczyzna podejrzany o zabójstwo pod koniec kwietnia kobiety w Mławie” – mogliśmy przeczytać. Dodawano też, że nastolatek wylądował na krakowskich Balicach.

Zabójstwo Mai z Mławy. Skąd pośpiech w procedurach z udziałem G?

Uwagę zwrócił też fakt, że przesłuchanie w prokuraturze i przedstawienie zarzutów Bartoszowi G. zaplanowano na święta Bożego Narodzenia. Oficjalnych informacji nie było, ale dziennikarze dowiedzieli się, że był to czwartek 25 grudnia. Śledczy mogli spokojnie zrobić to po świętach, ale z jakiegoś powodu zdecydowali się na pośpiech. Oznaczało to wezwanie prokuratora i sędziego.

– Przyznam szczerze, że jest to bardzo zastanawiające. Nie wiem, po co ten pośpiech i wzywania sędziego w trybie nagłym. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to obawa przed społecznym linczem – komentował w rozmowie z „Faktem” prywatny detektyw Marcin Szuba, były komendant poznańskiej policji.

— Może właśnie tego się obawiano, wybuchu nastrojów społecznych, próby linczu na Bartoszu G., niepokojów, które mogłyby być dla policji wyzwaniem. I dlatego w ten nietypowy sposób postanowiono zadbać o bezpieczeństwo podejrzanego, bo innego powodu nie widzę – dodawał Szuba.

W relacjach medialnych podkreślano, że podczas doprowadzenia Bartosz G, nie ukrywał twarzy, szedł wyprostowany i patrzył w kamery fotoreporterów. Cytowany wcześniej detektyw przyznał, że przeraża go to, co dzieje się z młodym pokoleniem. Zapewnia, że nie pamięta z przeszłości, by agresja rodziła się z tak błahych powodów, jak obecnie.

Czytaj też:
„Czułem, że coś ukrywają”. Rusza proces matki podejrzanego w sprawie Mai z Mławy
Czytaj też:
Szokujące wpisy matki podejrzanego po śmierci 16-letniej Mai. Sąd zajął hipotekę rodziny G.

Przeczytaj źródło