Zapadła decyzja w sprawie Kononowicza. Prokuratura umarza śledztwo

2 tygodni temu 14

Liczące ponad 100 stron zawiadomienie opisywało to, jak nad Krzysztofem Kononowiczem mieli znęcać się autorzy nagrań z jego udziałem. Chodziło o paragrafy, za które grozi nawet osiem lat więzienia. Prokuratura śledztwo wszczęła, ale właśnie je umorzyła. To nie pierwszy raz, gdy sprawa związana z Kononowiczem nie znajduje finału w sądzie.

Przez lata w sieci pojawiły się tysiące nagrań z domu przy ulicy Szkolnej w Białymstoku, w którym mieszkał Krzysztof Kononowicz. Widzowie oglądali bójki i kłótnie lokatorów, ku ich uciesze Kononowicz otwierał paczki z fekaliami i moczem. Oglądali też, jak jego stan pogarszał się z miesiąca na miesiąc. Nagrane wcześniej filmy publikowano nawet w momencie, gdy Kononowicz trafił w krytycznym stanie do szpitala, a lekarze walczyli o jego życie. Na jednym z nich słuchał listu od widza, który wyzywał go od „knurów i szczurów”, na innym o tym, że „nie zasługuje nawet na g***o”.

Ze szpitala Kononowicz trafił do hospicjum, gdzie zmarł na początku marca 2025 roku.

Sto stron z dowodami w prokuraturze

Przeciwnicy kanału „Mleczny Człowiek”, na którym regularnie pojawiały się nagrania, od lat alarmowali, że grupa osób skupiona wokół kanału wykorzystuje nieporadnych życiowo mężczyzn, śledzi każdy ich krok, upokarza i zmusza do zachowań, które zagrażają ich zdrowiu a nawet życiu. Ci jednak bronili się, że bohaterów nagrań nie wykorzystywali, tylko im pomagali, a materiały realizowano za ich zgodą. Twierdzili, że pieniądze zarobione na filmach przeznaczali na leki i jedzenie dla lokatorów, opłacali Kononowiczowi rachunki, przez kilka lat także pielęgniarkę, przeprowadzali remonty w domu.

W kwietniu, na podstawie liczącego ponad sto stron zawiadomienia, białostocka prokuratura wszczęła jednak śledztwo.

Przeczytaj źródło