- Na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Płuc przedstawione zostały wyniki badania Kantar na temat wiedzy Polaków o POChP i spirometrii
- Z badania wynika, że zaledwie 25 proc. badanych z populacji ogólnej wie, czym jest POChP, natomiast w grupie zwiększonego ryzyka zachorowania taką świadomość ma tylko 15 proc.
- Aż 25 proc. osób z grupy ryzyka nie udaje się do lekarza i nie rozpoczyna diagnostyki i leczenia, mimo objawów, które u nich występują
- 8 proc. chorych z rozpoznanym POChP nie leczy się w ogóle, a 70 proc. jest objętych opieką medyczną w niewystarczającym stopniu
Wiedza Polaków o POChP dopiero raczkuje
Jaką wiedzę mają Polacy na temat przewlekłej obturacyjnej choroby płuc (POChP) i spirometrii? Dr Małgorzata Farnik z Katedry i Kliniki Pneumonologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach przedstawiła na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Płuc wyniki badania Kantar dotyczące tej kwestii.
Przypomnijmy, że liczba chorych na POChP szacowana jest w Polsce na 2 mln osób. Ponad 7 proc. spośród nich to pacjenci z chorobą zaawansowaną - z niewydolnością oddechową. Koszty związane z POChP oceniane są w naszym kraju na 16,5 mld zł rocznie.
Jak wyjaśniała specjalistka, badanie zostało przeprowadzone zarówno w populacji ogólnej, przy czym grupa ta liczyła ponad 1 100 osób o różnym wykształceniu i z różnych grup społecznych, jak i w grupie ryzyka, tj. wśród osób w wieku 55+, które zaznaczyły w ankiecie co najmniej dwa czynniki, z powodu których pulmonolog zleciłby zapewne dalszą diagnostykę.
- Badanie pokazało, że zaledwie 25 proc. ankietowanych w populacji ogólnej ma świadomość istnienia POChP. Dla porównania – w przypadku cukrzycy taką świadomość ma 71 proc., nadciśnienia tętniczego – 85 proc., czy astmy – 83 proc. Wiedza ogólna na temat tego schorzenia jest więc niewielka – mówiła dr Farnik.
- Znacznie gorsze jest to, że jest ona znacznie niższa w grupie ryzyka, do której należą głównie osoby palące. Świadomość istnienia POChP wyniosła tu tylko 15 proc. Wydaje się, że to właśnie ta grupa osób powinna być głównym kierunkiem naszego działania – zaznaczyła.
"Nie ma ciągłości terapii"
Jak wskazywała, wyniki badania pokazały, że aż 55 proc. respondentów nie wiedziało, że osoby w wieku 40+ palące tytoń są w grupie ryzyka POChP.
- Okazało się także, że osoby z grupy ryzyka, mimo objawów, jakie u nich występują, zbyt rzadko udają się do lekarza w celu wykonania spirometrii, czy podjęcia dalszej diagnostyki. Aż 25 proc. ankietowanych nie podjęło żadnych kroków w tym kierunku, pomimo męczącego kaszlu, uczucia duszności, krótkiego, czy świszczącego oddechu, odkrztuszania plwociny, ucisku w klatce piersiowej, czy zwiększonej męczliwości – wymieniała.
- Pozostali, jeśli szukają pomocy, udają się przede wszystkim do lekarza POZ (53 proc.). Mniejsza grupa stara się zdobyć informacje na temat swojego problemu we własnym zakresie (20 proc.), kontaktuje się z pulmonologiem (18 proc.) lub trafia na SOR (4 proc.) – dodała.
Dr Farnik zwróciła uwagę, że w grupie osób, u których rozpoznano POChP, niemal 70 proc. ankietowanych wskazywało na duże ograniczenia aktywności, a aż jedna trzecia na doświadczanie stanu zagrożenia i lęku o życie.
- To, co nas niepokoi, to fakt, że 8 proc. pacjentów, pomimo rozpoznania POChP, nie podejmuje leczenia, natomiast 70 proc. ankietowanych deklaruje wprawdzie objęcie opieką medyczną, ale nie wydaje się ona wystarczająca. Tylko 18 proc. z tej grupy ma wizyty lekarskie raz w roku, 10 proc. - raz na kilka lat, a 5 proc. – co 5 lat. To pokazuje, że nie ma ciągłości terapii. Problemem jest zatem nie tylko niska świadomość POChP w populacji, ale i mała aktywność samych pacjentów – oceniła dr Farnik.
Wyniki badania skomentowała także dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.
- Z wcześniejszych ankiet wynikało, że zaledwie 6 proc. Polaków jest w stanie rozszyfrować skrót POChP, można więc pocieszać się, że jest lepiej, niż było. Ale skoro obecnie, po tylu latach, tylko 25 proc. badanych ma świadomość istnienia tej choroby, uważam to za dramat – nie ukrywała ekspertka.
"Podstawowym narzędziem jest spirometria"
Dr Monika Franczuk z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie odniosła się z kolei do barier w wykonywaniu spirometrii.
Jak wyjaśniała, populacyjne badania spirometryczne przeprowadzone zarówno w Europie, jak i w USA oraz w Azji pokazują, że ok. 10 proc. osób zdrowych, bez czynników ryzyka, ma obturację stwierdzoną w spirometrii, co oznacza, że przepływ powietrza w ich drogach oddechowych jest w jakiś sposób utrudniony. Z kolei u 20-25 proc. z badanej wcześniej populacji z obturacją rozpoznaje się POChP. Oznacza to, że 65-80 proc. osób z rozpoznaną obturacją nie ma takiego rozpoznania.
- Przekłada się to na fakt, iż nie rozpoznając POChP nie jesteśmy w stanie zastosować wcześnie leczenia farmakologicznego, rehabilitacji, czy zapobiegania zakażeniom i zaostrzeniom. Oznacza to mniejszą skuteczność w ograniczaniu liczby hospitalizacji, czy ryzyka śmiertelności. Tracimy też wpływ na rosnące koszty związane z leczeniem chorych, szczególnie na bardzo zaawansowanym etapie – podkreślała specjalistka.
Dr Franczuk przypomniała, że spirometria jest podstawowym narzędziem do diagnostyki i monitorowania w chorobach układu oddechowego. Mimo to miało ją wykonaną tylko 60 proc. chorych na POChP, w tym tylko niespełna 30 proc. miało wykonane badanie z próbą rozkurczową, co jest warunkiem rozpoznania nieodwracalnego zaburzenia.
Bariery do pokonania
- Barierami dla spirometrii są – nie tylko w Polsce, ale i na świecie – kwestie organizacyjne, takie jak brak przeznaczonego dla tego celu gabinetu, a także brak wytyczonych ścieżek dla pacjenta z czynnikami ryzyka. Barierą jest także brak świadomości znaczenia klinicznego spirometrii, brak szkoleń dla personelu medycznego i odpowiedniej bazy sprzętowej – wskazywała.
- Tymczasem spirometria musi być wykonywana z zachowaniem wysokiej jakości tego badania, bo tylko wówczas będzie stanowiła wiarygodne źródło informacji, zamiast być tylko punktem "odhaczonym" na liście diagnostyki do wykonania – podkreślała.
- Dlatego opracowane zostały kryteria poprawności i powtarzalności tego badania. Może je prowadzić tylko ktoś, kto ma wiedzę i umiejętności komunikacyjne, ponieważ badanie musi przebiegać we współpracy z pacjentem, stąd wymagania dla tych osób określone w europejskich rekomendacjach – dodała dr Franczuk.
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
Dowiedz się więcej na temat:

9 godziny temu
5





English (US) ·
Polish (PL) ·