Piątkowy wieczór przyniósł wydarzenia, które natychmiast postawiły służby w stan najwyższej gotowości. W jednym z najważniejszych zakładów przemysłowych w kraju rozpoczęła się operacja, od której zależy ludzkie życie.
- Niebezpieczne zdarzenie w kopalni KGHM
- Jak wygląda akcja ratunkowa setki metrów pod ziemią
- Strach, nadzieja i pytania o bezpieczeństwo górników
Niebezpieczne zdarzenie w kopalni KGHM
Do dramatycznej sytuacji doszło w piątkowy wieczór w należącej do KGHM kopalni Polkowice–Sieroszowice na Dolnym Śląsku. W jednym z rejonów wydobywczych, oznaczonym symbolem G-23, doszło do gwałtownego zniszczenia struktury skalnej. Ogromna masa skał runęła na pracującą w wyrobisku ładowarkę wraz z jej operatorem.
Mężczyzna został uwięziony wewnątrz kabiny maszyny, głęboko pod ziemią, bez możliwości samodzielnego wydostania się. Natychmiast ogłoszono alarm ratowniczy i rozpoczęto procedury przewidziane na wypadek katastrofy górniczej.
Rzecznik KGHM przekazał, że ratownikom udało się nawiązać kontakt głosowy z poszkodowanym. To jedna z najważniejszych informacji w takich sytuacjach – oznacza bowiem, że górnik żyje i może komunikować się ze światem zewnętrznym, co znacząco zwiększa szanse powodzenia akcji.
kopalnia, fot. CanvaJak wygląda akcja ratunkowa setki metrów pod ziemią
Ratownictwo górnicze to jedna z najbardziej wymagających i niebezpiecznych form działań ratunkowych. W przypadku zawału każda sekunda i każdy ruch mają znaczenie. Pod ziemią pracują wyspecjalizowane zespoły wyposażone w aparaty powietrzne, sprzęt do rozbijania skał, podpory hydrauliczne i urządzenia pomiarowe badające stabilność górotworu.
Najpierw ratownicy muszą zabezpieczyć wyrobisko przed kolejnymi oberwaniami skał. Dopiero potem mogą rozpocząć żmudne odgruzowywanie drogi do uwięzionego operatora. Wszystko odbywa się w ciasnej przestrzeni, przy ograniczonej widoczności i pod ogromną presją czasu.
Na powierzchni działa sztab kryzysowy, który koordynuje całą operację, utrzymuje łączność z zespołami pod ziemią i przygotowuje zaplecze medyczne. Gdy tylko górnik zostanie wydobyty, natychmiast trafi pod opiekę lekarzy i ratowników medycznych, a następnie do specjalistycznego szpitala.
Tego typu akcje mogą trwać wiele godzin, a nawet całą noc. Kluczowe jest, by nie doprowadzić do kolejnego zawału, który mógłby zagrozić zarówno poszkodowanemu, jak i samym ratownikom.
Strach, nadzieja i pytania o bezpieczeństwo górników
Dla rodziny uwięzionego pracownika oraz jego kolegów z kopalni to czas ogromnego napięcia i niepewności. W regionie, gdzie górnictwo miedziowe jest podstawą życia tysięcy ludzi, takie wydarzenia poruszają całą społeczność. Wokół zakładu gromadzą się współpracownicy i bliscy, śledząc każdą nową informację z podziemi.
Zdarzenie ponownie stawia pytania o bezpieczeństwo pracy w kopalniach KGHM. Spółka od lat inwestuje w systemy monitoringu, zabezpieczenia i szkolenia, jednak wydobycie na dużych głębokościach zawsze wiąże się z nieprzewidywalnym ryzykiem.
Po takich wypadkach zwykle rozpoczynają się szczegółowe kontrole i postępowania, które mają ustalić, czy doszło do zaniedbań lub naruszeń zasad BHP. Dla górników najważniejsze jest jednak jedno – by ich kolega wrócił na powierzchnię żywy.
Teraz wszystkie oczy zwrócone są na ratowników, którzy w ciemnościach i wśród ton skał walczą z czasem. Od ich precyzji i determinacji zależy los jednego człowieka i spokój całej górniczej społeczności.
górnik, Fot. andresr/Getty Images/CanvaPro
1 dzień temu
7







English (US) ·
Polish (PL) ·