Wrócił z Anglii, by zająć się chorą matką. Gdy spała, doszło do zbrodni

1 miesiąc temu 17

Data utworzenia: 8 grudnia 2025, 12:06.

Dała mu życie. On odebrał je w sposób, którego nikt nie potrafi zrozumieć. Nawet on sam dziś rozkłada ręce i mówi: "Nie wiem, dlaczego to zrobiłem". A przecież 50-letni Robert M. wrócił do Polski, by po śmierci ojca zaopiekować się matką. Wystarczyły niesepłna dwa miesiące, by sięgnął po młotek i zadał śmiertelne ciosy 73-letniej pani Eugenii. Kilka dni temu w Legnicy, na Dolnym Śląsku, zapadł wyrok. Jeśli się uprawomocni, syn opuści więzienie mniej więcej w wieku swojej ofiary.

Robert M. przed sądem w Legnicy. Foto: Piotr Wierzbicki / Fakt.pl

Do makabrycznej zbrodni doszło 24 stycznia 2025 r. Około godz. 2.30, w mieszkaniu na osiedlu Hutnika w Głogowie (woj. dolnośląskie), Robert M. — jak ustalili śledczy — zaatakował swoją matkę młotkiem, zadając jej liczne ciosy w głowę, a następnie dźgał nożem. Kilka godzin później sam zadzwonił pod numer 112. Bez emocji poinformował: "Zabiłem mamę"

Gdy policjanci weszli do mieszkania, Robert M. siedział cicho w salonie. W pokoju obok leżało ciało pani Eugenii, przykryte koszulką, z rozległymi ranami klatki piersiowej i głowy. Według funkcjonariuszy mężczyzna był spokojny, pozbawiony emocji i trzeźwy. Po wszystkim umył narzędzia zbrodni i wyprał ubranie.

Wyjaśnienia, które mrożą krew w żyłach

Fragmenty wyjaśnień Roberta M. odczytane podczas procesu w Legnicy budziły poruszenie na sali.

"Około godz. 2 obudziłem się i poszedłem do toalety. Gdy wracałem, zobaczyłem, że mama śpi. Wtedy było mi już wszystko jedno, zdecydowałem się ją zabić. Wziąłem młotek, który leżał na szafce. Celowo nie zapalałem światła" — czytał sędzia.

"Wysoki sądzie, nie wiem, dlaczego zabiłem mamę"

Podczas pierwszej rozprawy, która odbyła się 4 listopada, Robert M. został wprowadzony na salę w asyście policji, w kajdankach. Nie okazywał emocji. W krótkich wyjaśnieniach powiedział tylko:

— Wysoki sądzie, ja nie wiem, dlaczego zabiłem mamę. Nie chciałem jej zabić, byłem w jakimś amoku. Nie mogłem przestać zadawać tych ciosów.

Zeznawał, że nie uchylał się od opieki nad matką. Twierdził, że ją kochał.

W innym fragmencie złożonych zeznań oskarżony miał po zbrodni jednak powiedzieć: "Ku mojemu zdziwieniu nie byłem zrozpaczony". Mówił, że o zabójstwie myślał wcześniej. Po dokonaniu czynu położył się spać, a dopiero nad ranem zdecydował się zadzwonić na policję.

Zobacz też: Przyjechał do matki z zagranicy. Chwycił młotek i zrobił coś strasznego. Koszmar w Głogowie

Matka, która potrzebowała wsparcia — nie była jednak bezradna

Pani Eugenia była osobą schorowaną, cierpiała na przewlekłą chorobę nowotworową, ale — jak ustaliła prokuratura — radziła sobie z codziennymi czynnościami.

50‑latek od 18 lat mieszkał i pracował w Anglii. Wrócił do Polski dwa miesiące po śmierci swojego ojca. Miał zająć się matką, z którą mieszkał zaledwie kilka tygodni. W tym czasie nie podjął pracy, lecz wśród sąsiadów uchodził za spokojnego. Nigdy wcześniej nie był karany.

Wyrok: 20 lat więzienia

Prokuratura wnosiła o surowszą kwalifikację — zabójstwo z motywacją zasługującą na szczególne potępienie. Sąd uznał jednak, że tej motywacji nie można przypisać. Wyrok zapadł 4 grudnia, dokładnie miesiąc po rozpoczęciu procesu. Choć Robertowi M. groziło dożywocie, sąd wymierzył mu karę 20 lat pozbawienia wolności.

Wyrok nie jest prawomocny.

Zobacz też: Po wszystkim wyprał ubrania i zadzwonił na policję. Okrutna zbrodnia w Głogowie

/4

Piotr Wierzbicki / Fakt.pl

Robert M. przed sądem w Legnicy.

/4

Piotr Wierzbicki / Fakt.pl

Mężczyzna został skazany na 20 lat więzienia.

/4

Piotr Wierzbicki / Fakt.pl

Oskarżony nie potrafił wyjaśnić motywu swojej zbrodni.

/4

MyGlogow.pl / -

Mężczyzna odpowiadał za zabójstwo swojej 73 -letniej matki.

Przeczytaj źródło