W grudniu na terenie powiatu lubartowskiego uruchomiono syreny alarmowe. Prokuratura prowadzi śledztwo ws. wszczęcia fałszywego alarmu, ale Wirtualna Polska ustaliła, że syreny włączono w związku z ostrzeżeniem wydanym przez wojsko. Komunikat armii doprowadził do sporego zamieszania w systemie zarządzania kryzysowego.
Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Wyborcza.pl
Syreny alarmowe w powiecie lubartowskim
6 grudnia mieszkańcy kilku gmin w powiecie lubartowskim (woj. lubelskie) usłyszeli syreny alarmowe, informujące o zagrożeniu atakiem z powietrza. Po pewnym czasie okazało się, że nie doszło do żadnego groźnego incydentu. Prokuratura Rejonowa w Lubartowie z urzędu zajęła się sprawą i prowadzi postępowanie w związku z wszczęciem fałszywego alarmu. WP dowiedziała się jednak, że alarm nie był fałszywy. Choć zagrożenie ostatecznie się nie potwierdziło, Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych wysłało komunikat, który upoważniał urzędników do uruchomienia syren.
Oświadczenie Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych
Rzecznik DORSZ ppłk Jacek Goryszewski przesłał WP oświadczenie. "Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych potwierdza, że w dniu 6 grudnia 2025 r. doszło do aktywacji systemu powszechnego ostrzegania wojsk oraz ludności cywilnej (SPOWoLC) w związku z rosyjskimi atakami powietrznymi na obiekty znajdujące się w bezpośredniej bliskości granicy RP. Obszar potencjalnego zagrożenia obejmował województwa lubelskie i podkarpackie" - poinformował. Goryszewski przekazał, że w rejonie powiatu lubartowskiego systemy radarowe wskazały obecność niezidentyfikowanego obiektu powietrznego. "Po dokonaniu dalszej weryfikacji sytuacji i wykluczeniu zagrożenia przekazane wcześniej informacje zostały zaktualizowane, a potencjalne zagrożenie zostało wykluczone po około 20 minutach" - dodał.
Zobacz wideo Holendrzy mogą wysłać nam na pomoc wszystkich żołnierzy albo pozytywkę z Antyli
Sygnał odebrał urzędnik z Biłgoraja
Wirtualna Polska ustaliła, że Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lublinie nie dostało sygnału wysłanego przez wojsko. Rzecznik wojewody lubelskiego przekazał, że komunikat nie trafił do sieci ostrzegania KF, która służy do przesyłania ostrzeżeń wydawanych przez wojsko. Syreny alarmowe w powiecie lubartowskim włączono z położonego około 150 km od Lubartowa Biłgoraja. Jak ustaliła WP, Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lublinie posiada radiostacje KF do odbioru sygnałów o zagrożeniu atakiem z powietrza, natomiast większość samorządów nie. Z tego powodu sygnał powinien najpierw dotrzeć do województwa, a potem do powiatów poprzez sieć alarmowania wojewody. Tymczasem urzędnik z Biłgoraja odebrał komunikat w inny sposób. Skorzystał z aplikacji, która streaminguje w internecie sygnały nadawane przez wojsko.
Zamieszanie w systemie zarządzania kryzysowego. "To było jak głuchy telefon"
Komunikat odebrany w Biłgoraju przekazano telefonicznie do Łęcznej, a dopiero stamtąd do Lubartowa. - To było jak głuchy telefon. Jedna osoba przekazywała coś drugiej, a ta kolejnej - powiedziało WP źródło z administracji rządowej. Wirtualna Polska dowiedziała się nieoficjalnie, że gdy urzędnicy starostwa w Lubartowie dostali telefon z sąsiedniego powiatu i SMS-y od Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego, udali się do budynku powiatu, gdzie mieli prowadzić nasłuch komunikatów od WCZK. Dzwonili też do pracowników 13 gmin na terenie powiatu, by włączyli syreny alarmowe. Dopiero wtedy w Lubartowie i ośmiu innych gminach je uruchomiono (w czterech nie zostały włączone). "Po dojeździe do siedziby starostwa, urzędnicy zweryfikowali aktualną sytuację w Wojewódzkim Centrum Zarządzania Kryzysowego. Byli w szoku, kiedy dowiedzieli się, że SMS z ostrzeżeniem z nakazem prowadzenia nasłuchu został wysłany, ale już komunikatu o konieczności włączenia syren województwo nie podało. W takiej sytuacji znowu trzeba było obdzwonić 13 gmin, aby odwołały alarm" - przekazała Wirtualna Polska.
Wojewoda lubelski: Wiemy na czym polegał ten błąd
Starosta lubartowski Jan Sławecki skomentował zamieszanie, które powstało po wysłaniu komunikatu wojska. - Bardzo krytycznie odnoszę się do tego, że w sytuacji, kiedy powinniśmy reagować w minutach, musimy korzystać z systemu porozumiewania się na kilku poziomach, co daje zwłokę nawet 1,5 godziny. To nie ma prawa zadziałać - powiedział w rozmowie z WP. Z kolei wojewoda lubelski Krzysztof Komorski zapewnił, że służby szczegółowo zbadały sprawę. - Wiemy na czym polegał ten błąd i będziemy przeprowadzać szkolenia dla wszystkich powiatowych centrów zarządzania kryzysowego. Potraktujemy to jako studium przypadku, tak aby ten błąd więcej się nie powtórzył - podkreślił.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!






English (US) ·
Polish (PL) ·