Wojciech Mann ledwo szedł. Potrzebował pomocy przy poruszaniu się. Ludzie aż się odwracali

3 tygodni temu 17

Wielkie nazwiska i bolesne pożegnanie Magdy Umer. Podczas uroczystości żałobnej znanej gwiazdy oczy wszystkich zwróciły się na dawno niewidzianą postać. Nazwisko Wojciecha Manna od lat elektryzuje Polaków, a jego pojawienie się w towarzystwie syna stało się jednym z najbardziej komentowanych momentów tego smutnego wydarzenia.

Magda Umer odeszłą po walce z chorobą.

12 grudnia 2025 roku rodzina Magdy Umer przekazała informację o jej śmierci. Zrobiono to krótko, bez patosu, w mediach społecznościowych. Kilka zdań, które wystarczyły, by zatrzymać na chwilę wielu ludzi. Nie tylko tych, którzy słuchali jej piosenek od lat, ale też młodszych, którzy znali ją z koncertów, rozmów, interpretacji tekstów innych artystów.

Dzisiaj po południu odeszła nasza ukochana Mama i Babcia. Uwielbiała tu zaglądać i pisać. ♥
Czytaj więcej: https://news.swiatgwiazd.pl/magda-umer-toczyla-walke-z-choroba-nie-mozna-bagatelizowac-jej-pierwszych-objawow-dl-swpp-121225

Wieść o odejściu Magdy Umer szybko obiegła środowisko artystyczne. Pojawiły się wspomnienia, cytaty z jej utworów, osobiste historie. Nie dlatego, że „trzeba było coś napisać”, ale dlatego, że dla wielu była kimś ważnym. Przez dekady obecna na scenie, zawsze trochę obok głównego nurtu, a jednocześnie bardzo blisko ludzi. Rodzina nie podała oficjalnej przyczyny śmierci. Wiadomo jednak, że artystka od lat zmagała się z problemami zdrowotnymi, w tym z depresją. Nie był to temat ukrywany. Magda Umer mówiła o tym otwarcie, także w wywiadach. W rozmowie z miesięcznikiem „Znak” przyznawała, że bywały momenty, gdy codzienne czynności stawały się wysiłkiem, a największym sukcesem dnia było po prostu wstać z łóżka.

Wydaje mi się, że już od kilku lat nie żyję. Trochę udaję przed wszystkimi, że jeszcze tu jestem (...). Od lat biorę leki. Rozpoznaję, kiedy czuję się lepiej, a kiedy gorzej. Kiedy mogę zmniejszyć dawkę albo nawet przez jakiś czas żyć bez tabletek. Umiem sama sobie ulżyć. Oczywiście dobrze znam stopnie swojej depresji i wiem, kiedy absolutnie nie mogę się widywać z ludźmi. Moja depresja trochę jest sezonowa. Pogarsza się, gdy brakuje słońca, które uwielbiam, a na które jestem - o losie - uczulona. Bywa, że się zapadam. Nie wstaję z łóżka. I w takich okresach największym zwycięstwem nad sobą samą jest zdjęcie piżamy. W takie dni wykuwam się spod grubego lodu. I jest to olbrzymi wysiłek.

W ostatnich miesiącach jej stan się pogorszył. Latem 2025 roku odwołano m.in. dwa koncerty w Sopocie. Organizatorzy informowali o nagłej chorobie, a fani przyjęli to ze zrozumieniem, choć z niepokojem. Dziś te decyzje nabierają innego znaczenia.

Gdzie odbywa się pogrzeb Magdyuu Umer?

Śmierć Magdy Umer przyszła cicho, bez zapowiedzi. Miała 76 lat. Dla wielu była kimś więcej niż tylko artystką – raczej stałą obecnością, głosem, który towarzyszył przez lata. 19 grudnia, w piątek, odbyło się jej ostatnie pożegnanie na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. Bez nadmiaru słów, bez wielkich gestów. Tak, jak ona sama funkcjonowała w przestrzeni publicznej.

Powązki były miejscem ceremonii, ale nie tam spocznie na stałe. Magda Umer zostanie pochowana na Cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym przy ulicy Żytniej. To decyzja przemyślana i osobista. Właśnie tam znajduje się grób jej męża. Artystka chciała być blisko niego – nawet po śmierci. Zgodnie z jej wolą, na nagrobku nie pojawi się znane wszystkim sceniczne nazwisko. Zostanie zapisana jako Małgorzata Umer-Przeradzka. Bez pseudonimu, bez skrótu. Po prostu tak, jak w dokumentach i w życiu prywatnym.

Na ceremonii pojawili się najbliżsi, ale też ludzie, z którymi przez lata pracowała i których znała. Wśród obecnych byli m.in. Krystyna Janda, Andrzej Seweryn, Janusz Gajos z żoną, Hanna Śleszyńska. Nie było potrzeby przemówień na pokaz. Wystarczyła sama obecność. Magda Umer nie lubiła nadmiaru. Ani w muzyce, ani w słowie. Jej piosenki i interpretacje były proste, czasem trudne, ale zawsze uczciwe. Tak samo wyglądało jej pożegnanie. Bez patosu. Z szacunkiem. I z ciszą, która mówiła więcej niż długie przemowy.

Wojciech Man na pogrzebie Magdy Umer

Wojciech Mann na pogrzebie Janusza Olejniczaka pojawił się w sposób, który dla wielu był widokiem poruszającym, choć w gruncie rzeczy – po prostu ludzkim. Dziennikarz, który od dekad towarzyszy nam swoim głosem i inteligencją, przyjechał w asyście syna, ale to inny towarzysz przykuł wzrok postronnych: medyczny balkonik.

Dla kogoś, kto przyzwyczaił się do wizerunku Manna jako statecznego, ale zawsze dziarskiego dżentelmena, taki widok może być zaskoczeniem. Jednak sam zainteresowany od dłuższego czasu nie robi z tego tajemnicy. W swoim stylu, bez zbędnej martyrologii, przyznawał wcześniej, że „pudło się sypie”. Problemy z nogą stały się na tyle poważne, że wspomaganie się sprzętem ortopedycznym przestało być wyborem, a stało się koniecznością.

Istnieje bardzo wygodne angielskie słowo – "considering". Bez względu na okoliczności, staram się dzielnie stawiać czoła wszelkim przeciwnościom. - odpowiedział kiedys Mann zapytany przez Onet o swoje zdrowie

Wojciech Mann ledwo szedł. Potrzebował pomocy przy poruszaniu się. Ludzie aż się odwracali 
Przeczytaj źródło