Ukryte opłaty na paragonach. Niespodziewane koszty zaskakują coraz częściej

4 godziny temu 4
ZIZOO.PL
Coraz częściej zdarza się, że patrzymy na paragon i przecieramy oczy ze zdumienia, bo ostateczna kwota zupełnie się nie zgadza. Najgorzej sytuacja wygląda wtedy, gdy rachunek w sklepie czy knajpie jest znacznie wyższy, niż zakładaliśmy. Niestety wynika to z faktu, że coraz więcej dodatkowych opłat doliczanych jest dopiero przy samej kasie i zwykle jest to zupełnie legalne. Żyjemy w czasach, w których musimy być ostrożni na każdym kroku. Nie tylko na złodziei i oszustów, ale i sprytnych marketingowców czy cwanych biznesmenów. Ukrytych kosztów jest coraz więcej. Na co zwracać uwagę i jak ich uniknąć? 1. Opłata kaucyjna w marketach Najświeższa niespodzianka w dyskontach wynika z systemu kaucyjnego. Klienci są często mocno zdziwieni, gdy widzą nieznane kwoty doliczone do swoich rachunków przy kasie. Sklepy nie mają obowiązku doliczania kaucji do cen produktów na półkach. Jeśli kupimy kilka butelek lub puszek i nie doliczymy sobie do ceny kaucji, to może się z tego uzbierać spora suma, bo jednostkowo wychodzi to tak: plastikowe butelki do 3 litrów – kaucja 50 groszy metalowe puszki do 1 litra – kaucja 50 groszy szklane butelki wielorazowe do 1,5 litra – kaucja 1 złoty "Zgodnie z przepisami w cenie uwzględnia się podatek od towarów i usług oraz ewentualny podatek akcyzowy. Kaucja nie jest podatkiem, dlatego nie powinna być wliczana do ceny" – zauważa Agnieszka Orlińska z UOKiK w rozmowie z "Faktem". Wysokość kaucji jest jednak napisana na samej etykiecie. 2. Opłata za zrywki na dziale z owocami i warzywami Dodatkowe koszty foliowych torebek są nam znane od lat. Zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić i wielu z nas wyrobiło sobie świetny nawyk zabierania własnych siatek na zakupy. Od niedawna w sklepach pojawiają się jednak nowe opłaty. Klienci muszą płacić za zrywki/torebki foliowe na dziale z owocami i warzywami. Za sztukę w wielu sieciach zapłacimy 25 groszy. Opłaty unikniemy tylko w określonych sytuacjach. Darmowe pozostaje pakowanie towarów sprzedawanych luzem, takich jak jabłka czy pieczywo. Opłata będzie doliczona, jeśli do foliówki włożymy produkt z własnym opakowaniem. 3. Ukryte ceny przy promocjach to nadal plaga Nie jest to stricte ukryta opłata, ale w praktyce działa niemal identycznie. Mimo licznych kar nakładanych przez urzędy i nagłaśnianiu tematu w mediach sklepy wciąż stosują tę taktykę. Wielka cena dotyczy promocji, a dopiero gdzieś niżej, małym druczkiem, jest podana regularna. Nacinają się na to nie tylko starsi ludzie, którzy nie widzą tak małej czcionki, ale i młodzi, którzy są zabiegani i nie doczytają do końca zasad. Często są też przekombinowane. Widzimy cenówkę w intensywnym kolorze, więc bierzemy produkt w przekonaniu, że tyle kosztuje. Dopiero przy kasie okazuje się, że świetna cena dotyczyła promocji wielosztukowej (np. 2+1 gratis), przy zeskanowaniu karty/apki lub po aktywacji kuponu. Na szczęście, jeśli zauważymy to na ekranie przy kasie, możemy poprosić ekspedientkę o wycofanie produktu. Po zakupach ciężko wywalczyć już reklamację. 4. Opłata SUP w restauracjach i fast-foodach Kolejne "zdziwko" może nas zastać w lokalach gastronomicznych. Nie tylko nad polskim morzem w sezonie. Sprzedawcy mają od 2024 roku obowiązek pobierania opłaty za opakowania z tworzyw sztucznych. To tzw. opłata SUP (single-use plastics). Zgodnie z informacjami na stronie rządowej dopłaty obejmują konkretne produkty jednorazowego użytku (do tego trzeba jeszcze doliczyć VAT). 20 groszy – w przypadku kubków na napoje, w tym ich pokrywek i wieczek; 25 groszy – w przypadku pojemników na żywność, w tym pojemników takich jak pudełka, z pokrywką lub bez, stosowanych w celu umieszczania w nich żywności. Dotyczy to nie tylko opakowań na wynos, co jest zrozumiałe. Często jesteśmy "zmuszeni" zapłacić za papierowy kubek, bo tylko takie są oferowane np. w fast-foodach. Opłatę ominiemy, mając swój własny pojemnik (np. termos lub kubek wielorazowego użytku), ale nie zawsze przecież wychodzimy w domu z własnymi naczyniami... 5. Opłata za obsługę jest coraz popularniejsza We Włoszech koszty obsługi znane jako coperto są doliczane od dawna. Turyści potrafią tam zapłacić fortunę nawet za pusty talerz. W Polsce wciąż nas to dziwi. Zwłaszcza wtedy, gdy chcemy zostawić dobrowolny napiwek kelnerowi, a prowizja za serwis jest już dodana na paragonie. W zeszłym roku głośno było o warszawskiej burgerowni, gdzie doliczono 10 proc. obowiązkowego serwisu. Klienci, nieświadomi dodatkowej stawki, zostawili już napiwek na stole. Po analizie paragonu odkryli, że za podanie jedzenia zapłacili... podwójnie. Zwrot środków wymusili dopiero na drodze oficjalnej reklamacji. Zawsze warto dokładnie przeanalizować paragon jeszcze przy kasie, bo wtedy możemy mieć ostatnią szansę na wyjaśnienie sprawy. W niektórych krajach przepisy wymuszają podawanie wyłącznie pełnych kwot (np. w Wielkiej Brytanii). W Polsce jeszcze tego nie ma, ale możemy się pocieszać tym, że nie musimy sami doliczać podatku do ceny, jak Amerykanie. Choć powoli to też się tam zmienia.
Przeczytaj źródło