Trump kontra Powell. Konsekwencje tego konfliktu będą globalne [OPINIA]

4 godziny temu 4

Konflikt Donalda Trumpa z Jeromem Powellem przestał być już tylko kolejnym epizodem amerykańskiej wojny o stopy procentowe. Wszedł w fazę instytucjonalną, w której stawką jest nie tylko kierunek polityki pieniężnej w USA, lecz wiarygodność całego systemu opartego na niezależnych bankach centralnych. I właśnie tu zaczynają się konsekwencje, które wykraczają daleko poza Waszyngton.

Najbardziej niepokojące w tej historii jest to, że spór nie kończy się na ostrych słowach czy publicznej presji, jak do tej pory. To nie robiło wrażenia na rynkach, bo taki styl sprawowania władzy ma Donald Trump. Pojawienie się wątku postępowania karnego wobec urzędującego przewodniczącego Fed, niezależnie od jego finału i zasadności, tworzy precedens.

Jerome Powell w nagraniu opublikowanym w weekend mówi pierwszy raz wprost: "groźba zarzutów to kara za prowadzenie polityki pieniężnej zgodnie z oceną interesu publicznego, a nie oczekiwaniami prezydenta". To bardzo mocne oskarżenie. Powell ani razu do tej pory nie odnosił się bezpośrednio do słów prezydenta USA, nawet wtedy gdy ten nazywał go publicznie "głupkiem".

"Najpodlejsze raczysko toczące tę branżę". Restaurator ujawnia poważny problem

Pierwsza reakcja inwestorów była niemal żadna. Amerykańskie i globalne rynki pozostały stabilne, jakby nic się nie stało. To efekt doświadczeń z pierwszego roku prezydentury Trumpa: rynki nauczyły się nie reagować impulsywnie, zakładając, że polityczne eskalacje rzadko przekładają się od razu na twarde dane gospodarcze. Problem w tym, że ta strategia "wait and see" tworzy niebezpieczną pętlę.

Rynki wierzą, że w razie potrzeby potrafią zdyscyplinować polityków gwałtowną wyprzedażą aktywów, więc często nie reagują zawczasu. Politycy natomiast, widząc brak natychmiastowych kosztów finansowych, uznają, że mogą posunąć się dalej. W efekcie napięcie narasta, aż do momentu, w którym reakcja rynkowa staje się nagła i brutalna. To mechanizm znany z historii kryzysów i bardzo trudny do kontrolowania. Przypomnijmy sobie krótkie premierostwo Liz Truss w Wielkiej Brytanii i reakcję rynków na jej plan zwiększenia deficytu, który doprowadził do upadku jej gabinetu.

Scenariusz, którego Wall Street nie będzie w stanie zignorować

Konsekwencje instytucjonalne mogą być równie poważne. Dwóch republikańskich senatorów zapowiedziało blokowanie nominacji do Fed do czasu wyjaśnienia sprawy Powella.

W praktyce oznacza to paraliż decyzyjny i ryzyko, że nowy przewodniczący nie zostanie powołany w połowie tego roku. W takim scenariuszu Powell mógłby pozostać na stanowisku tymczasowo po zakończeniu kadencji – rozwiązanie niechciane przez Biały Dom, ale potencjalnie destabilizujące dla całego systemu.

Na tym jednak chaos się nie kończy. W tym samym czasie Sąd Najwyższy USA rozpatruje sprawę próby odwołania jednej z gubernatorów Fed oraz ma zdecydować o losie ceł wprowadzonych przez administrację Trumpa. Jeśli sąd zakwestionuje część tych taryf, prezydent znajdzie się jednocześnie w konflikcie z bankiem centralnym i najwyższą instancją sądową. To scenariusz, którego nawet Wall Street nie będzie w stanie zignorować.

Ucierpi wiarygodność dolara

Właśnie w tym miejscu lokalny spór zamienia się w problem globalny. Fed pełni rolę wzorca niezależnego banku centralnego i w praktyce działa jak globalny stabilizator. W momentach kryzysowych – od globalnego kryzysu finansowego po pandemię – jego decyzje i instrumenty płynnościowe ratowały nie tylko amerykańską gospodarkę, lecz także rynki wschodzące i europejskie systemy finansowe.

Podważenie tej roli oznacza wzrost niepewności na całym świecie. Warto przypomnieć sobie, co się działo z turecką lirą, kiedy turecki prezydent Recep Erdoğan wymieniał szefów banków centralnych, domagając się od nich niskich stóp, by walczyć z inflacją. USA to jednak nie jest Turcja.

Globalni bankierzy centralni i ministrowie finansów już dziś obserwują sytuację z rosnącym niepokojem. Jeśli Fed przestanie być postrzegany jako instytucja odporna na naciski polityczne, ucierpi wiarygodność dolara, wzrośnie zmienność na rynkach walutowych i długu, a koszt kapitału podniesie się globalnie.

Dla krajów takich jak Polska oznacza to słabszą walutę, wyższe koszty obsługi długu i większą niepewność dla firm oraz gospodarstw domowych.

Fatalne skutki politycznej presji

Brak możliwości określenia ścieżki polityki monetarnej USA w drugiej połowie 2026 roku jest dzisiaj faktem. Ryzyka dla składu FOMC także. Wiemy, że stopy raczej będą spadać, ale nie wiadomo jak szybko.

To nie jest akademicka dyskusja o granicach władzy. Niezależne banki centralne dostarczają lepszych wyników gospodarczych: stabilniejszego wzrostu, niższej inflacji i większej liczby miejsc pracy. To wynalazek, który działa i który w Polsce budowaliśmy z dużym wysiłkiem. Konflikt Trump-Powell pokazuje, jak szybko polityczna presja może przerodzić się w systemowe ryzyko i jak wysoką cenę może za to zapłacić nie tylko Ameryka, ale cała globalna gospodarka i nie wiem, czy jest to cena, którą wszyscy są gotowi ponieść.

Politycy zdecydowali się odsunąć twardą politykę od banków centralnych, bo dzięki temu inflacja stała się niższa. Dzisiaj próbują ją znowu wsadzić do banków. Kompletnie niepotrzebnie.

Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, senior fellow Atlantic Council

Przeczytaj źródło