Władze w Teheranie brutalnie tłumią największe od największe od 2022 r. antyrządowe protesty. Około 10 tys. osób zostało aresztowanych, a pond 500 straciło życie. Wystarczyła iskra, by rozpalić gniew i desperację Irańczyków. Sytuacja gospodarcza w kraju jest opłakana. W stolicy stale dochodzi do przerw w dostawach energii, inflacja galopuje. Według oficjalnych statystyk przekracza już 40 proc. w skali roku. Waluta od 2018 r. straciła ponad 90 proc. swojej wartości.
- Trwające od końca grudnia protesty mają podłoże ekonomiczne, pierwsze postulaty dotyczyły poprawy sytuacji w kraju, ale wraz ze wzrostem temperatury coraz głośniej słychać również nawoływania do rewolucji i obalenia reżimu, a nawet powrotu szacha - wyjaśnia w rozmowie z money.pl dr Robert Czulda, adiunkt Katedry Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Łódzkiego, analityk Fundacji Pułaskiego.
Jak ocenia, sytuacja w Iranie jest poważna, aparat bezpieczeństwa brutalnie rozprawia się protestującymi. - Władze w Teheranie przeszły do fazy pacyfikacji. Ci, którzy protestują, w końcu zostaną złamani, wbrew pozorom, nie ma ich aż tak wielu, a aparat władzy wciąż silny. To jednak nie rozwiąże sytuacji, Iran ma problemy gospodarcze długofalowe, a te po stłumieniu zamieszek nie znikną. Protesty wrócą - zaznacza.
Trump uderzył w NATO. Tak powiedział o Sojuszu i Grenlandii
Trump kieruje wzrok na Iran
W grę gotowy jest się włączyć Donald Trump, który po usunięciu Nicolasa Maduro z Wenezueli uwagę kieruje na kraj Ajatollahów. Jak stwierdził, reżim zbliża się do czerwonej linii, zagroził militarnym atakiem na Iran. Według doniesień "The New York Times", prezydent USA został zapoznany z różnymi opcjami, w tym również kolejny nalot na cele w tym kraju.
Dynamiczną sytuację stara się również wykorzystać przebywający na emigracji syn ostatniego szacha Iranu Cyrus Reza Pahlawi, który miał popierać opcję militarną Trumpa, licząc na powrót do kraju - być może jako lider nowych władz - po obaleniu ajatollahów.
Pytanie, czy ośmielony operacją w Caracas Trump, gotowy jest na ryzykowny ruch i próbę zmiany władzy w Teheranie? Już raz dokonał nalotów na irańskie ośrodki nuklearne w Iranie w czerwcu 2025 roku.
- Trump szczyci się tym, że jest przywódcą nieprzewidywanym. Do ataku może nigdy nie dojść, a również dobrze rozkaz może wydać za godzinę. To styl Trumpa, styl "biznesmena-kowboja", główne pytanie, to co na tym zyska? - mówi nam dr Czulda.
Naftowy poker Trumpa. Stawka jest wysoka
Iran jest jednym z najważniejszych producentów ropy na świecie. Jego zasoby szacuje się na 21,8 mld ton dobrej jakościowo ropy. Mimo wieloletnich sankcji, a nawet uderzeń izraelsko-amerykańskich, przemysł naftowy w tym kraju funkcjonuje.
Jak pisaliśmy w money.pl, Teheran wydobywa więcej ropy, niż się powszechnie sądzi. Wzrost produkcji kondensatu i płynów gazu ziemnego pozwolił osiągnąć niemal 5,1 mln baryłek dziennie w 2024 roku, co było rekordem od początku istnienia Republiki Islamskiej (1979 roku). Według danych OPEC w końcówce roku 2025 wydobycie nieco spadło, ale wciąż było to około 3,5 mln baryłek dziennie. Choć USA nałożyły bardzo drastyczne sankcje, Iran - korzystając z tzw. floty cieni - eksportuje średnio około 2,2 mln baryłek dziennie, a głównym odbiorcą pozostają Chiny.
Iran posiada również 18 proc. światowych zasobów gazu ziemnego. Złoża według oficjalnych statystyk skrywają około 33,5 bln metrów sześciennych błękitnego paliwa.
Czy "scenariusz wenezuelski", w którym Amerykanie przejąć mają kontrolę nad ropą, czy też uzyskać preferencyjne warunku dla swoich firm byłby możliwy również w Iranie? - Trudno zgadnąć, jakimi wytycznymi kieruje się Trump. Być może i tu pojawiła się taka myśl, że skoro w Wenezueli się udało to i inna władza oda USA swoją ropę. Byłoby to jednak znacznie bardziej skomplikowane przedsięwzięcie, a ryzyko duże - ocenia analityk.
- Iran jest państwem antyamerykańskim. Trump może snuć plany, że będzie tym prezydentem, który rozwiąże problem raz na zawsze. Jednak atak na Iran, a nawet obalenie reżimu i wyłonienie nowego przywódcy nie oznacza, że kraj tej stanie otworem dla USA, czy też amerykańskich koncernów naftowych - stwierdza dr Czulda.
Jak przekonuje, ropa jest kluczowa dla Irańczyków i raczej pozostanie kontrolowana przez irańskie firmy. - Wśród źródeł napięć między rządem USA a Iranem - również za rządów szacha, a więc przed rewolucją islamską - była kwestia dostępu do ropy naftowej - przypomina nasz rozmówca.
Poza tym, jak twierdzi dr Robert Czulda, to dzielenie skóry na niedźwiedziu. Reżim wbrew pozorom wciąż pozostaje silny. Minister spraw zagranicznych Iranu, Abbas Araghchi zapowiedział w poniedziałek, że Iran nie dąży do wojny, ale jest w pełni do niej przygotowany. - Jesteśmy również gotowi do negocjacji, ale negocjacje te muszą być uczciwe, z równymi prawami i oparte na wzajemnym szacunku – dodał cytowany przez AFP szef irańskiej dyplomacji.
Kluczowa Cieśnina Ormuz. Opcja atomowa
Uderzenie na Iran to również ryzyko wywołania znacznie większych zawirowań w światowej gospodarce. Już sama zaostrzająca się retoryka Trumpa wobec Iranu spowodowała wzrost cen ropy naftowej na rynkach. Już poprzednich analizach pisaliśmy, że ewentualny upadek rządu w Teheranie mógłby zmienić światowe rynki naftowe.
Jak wskazywali analitycy JPMorgan od 1979 r. miało miejsce aż osiem przypadków zmiany reżimu w głównych krajach produkujących ropę naftową. Ceny ropy rosły średnio o 76 proc. w szczytowym momencie w następstwie tych zmian, zanim spadły i ustabilizowały się na poziomie o około 30 proc. wyższym w porównaniu z poziomami sprzed kryzysu. JPMorgan za przykład podawał niemal trzykrotny wzrost cen od połowy 1979 r. do połowy 1980 r. po tym, jak rewolucja irańska obaliła szacha i doprowadziła do władzy Republikę Islamską. To wywołało światową recesję gospodarczą.
Jest jeszcze jedno zagrożenie. Za każdym razem, kiedy zaognia się sytuacja w Iranie, oczy świata kierują się na punkt zapalny w postaci Cieśniny Ormuz. Istnieje bowiem ryzyko, że przyparty do muru Iran może podjąć radykalne działania w postaci jej blokady.
Takim posunięciem groził w przeszłości, ale dotąd nigdy ich nie zrealizował. Jednak w czerwcu ubiegłego roku irański Parlament Iranu poszedł o krok dalej i zatwierdził zamknięcie cieśniny Ormuz, ostateczna decyzja została złożona w ręce Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu.
To strategiczne miejsce. Cieśnina Ormuz leży bowiem na szlaku wiodącym z Zatoki Perskiej do Morza Arabskiego. To jedyna trasa, którą z Zatoki mogą przepływać transporty ropy naftowej. Przez cieśninę transportowanych jest dziennie 18 mln baryłek ropy, czyli około 20 proc. dziennego światowego zapotrzebowania na ten surowiec. W przypadku blokady zaledwie 6,5 mln baryłek można przekierować na inną trasę
- Iran ma swoją własną retorykę. Ormuz to opcja atomowa. Tehern zdaje sobie sprawę, że byłaby to scenariusz skrajnie negatywny, wręcz samobójczy, ostatnie tchnienie Islamskiej Republiki Iranu - ocenia dr Czulda.
Jak wyjaśnia tu zbiegają się interesy wielu państw. Wybrzeża należą do trzech państw: Iranu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Omanu (a dokładniej jego eksklawy). Jednak to Iran pełni tu szczególną funkcję, bo to przez jego wody terytorialne przebiega ważna część szlaku żeglugowego. Przez Ormuz przepływają ładunki z Arabii Saudyjskiej, Iraku, Iranu, Kuwejtu, Kataru, Bahrajnu i ZEA. Głównymi odbiorcami są Chiny, Indie, Japonia, Stany Zjednoczone i Europa Zachodnia.
- Nie bez przyczyny tej groźby do tej pory Iran nie spełnił - zauważa dr Czulda. - Momentalnie uruchomiłoby to działania innych państw, aby przełamać tę blokadę. Taka blokada wpłynęłaby nie tylko na region, ale i na kraje azjatyckie, czy Chiny. Koszty polityczne i wojskowe byłby ogromne. - wyjaśnia analityk.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl

1 dzień temu
5





English (US) ·
Polish (PL) ·