– Z dużym niepokojem przyjmuję informację, że wynagrodzenia w szkolnictwie wyższym wzrosną jedynie o ok. 3 proc. Oznacza to w praktyce dalszy spadek realnej wartości pensji i stypendiów, zwłaszcza przy tak wysokich wymaganiach kwalifikacyjnych, jakie stawia się pracownikom naukowym, ale również doktorantom – wskazuje Anna Nieczaj, przewodnicząca Krajowej Reprezentacji Doktorantów.
W ten sposób nawiązuje do propozycji Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW). Resort chce podwyższyć minimalne wynagrodzenie profesora uczelni publicznej zaledwie do 9650 zł (z obecnych 9370 zł). Tymczasem od tej stawki liczone są wynagrodzenia na innych stanowiskach. Oznacza to, że stypendia doktoranckie wzrosną nieznacznie. W przyszłym roku doktorant przed oceną śródokresową otrzyma 3570,50 zł miesięcznie (dziś 3466,90 zł), a po jej pozytywnym zaliczeniu 5500,5 zł (dziś 5340,90 zł).
– Trudno mówić o realnym wzmocnieniu potencjału uczelni, jeśli profesor z tytułem i wieloletnim dorobkiem będzie zarabiał niewiele więcej, niż wynosi średnia krajowa, asystent zaledwie kilkanaście złotych powyżej płacy minimalnej, a doktorant nadal będzie otrzymywał stypendium na początku swojej kariery naukowej poniżej tego progu. Widzimy bardzo wyraźnie, że niskie wynagrodzenia są jedną z głównych przyczyn rezygnacji młodych badaczy z kariery akademickiej – podkreśla Nieczaj. Wskazuje, że doktoranci i młodzi doktorzy, często po stażach zagranicznych i z unikalnymi kompetencjami, wybierają sektor prywatny lub wyjazd za granicę, gdzie ich kwalifikacje są lepiej wynagradzane. Uczelnia coraz częściej przegrywa konkurencję o talenty nie dlatego, że młodzi nie chcą badań i dydaktyki, ale dlatego, że nie stać ich na życie na niestabilnych, nisko opłacanych stanowiskach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Zobacz
Popularne Zobacz również Najnowsze
Przejdź do strony głównej

1 miesiąc temu
24


English (US) ·
Polish (PL) ·