Traktowanie tablic alimentacyjnych jako wskazania kwot „do potrącenia” rodzicowi może zniechęcić do posiadania dzieci, zachęcić do rozwodu lub izolowania dzieci od rodzica - pisze prawnik Marcin Chałupka. Zwraca też uwagę na konieczność porównywania potrzeb dziecka i możliwości rodzica.
Liczne środowiska od lat nawołują do zmian w zakresie alimentacji dzieci. Część głosów domaga się alimentów szybko przyznawanych i ściągalnych, zapewne na tle sytuacji, w których rodzic unika finansowej odpowiedzialności za swe dzieci. Część zaś apeluje o ograniczenia podnoszonego przez nich „woluntaryzmu” sądów, przestrzega, że w niektórych sprawach to nie o dobro dziecka może podsądnemu chodzić, a o redystrybucję majątkową od jednego rodzica do drugiego z wykorzystaniem sądu i pod szyldem dobra dziecka.
Rozwiązaniem – choćby częściowym – mogłyby być tablice czy tabele alimentacyjne, które ramowałyby pomocniczo potencjalnie orzekane kwoty, dając przewidywalne i szybsze orzeczenia bez potrzeby szczegółowych analiz stanu faktycznego, w ramach ustalania którego możliwe są manipulacje zdolnością zarobkową czy sztucznym kreowaniem kosztów (np. liczne dodatkowe zajęcia, z których - po zasądzeniu alimentów - dziecko „rezygnuje”). Jeśli jednak tablice w odbiorze podsądnych, a tym bardziej niektórych sądów, miałyby wskazywać, jaki procent dochodu można rodzicowi „uciąć” przy danej liczbie dzieci i wysokości dochodu, to mogą się okazać lekarstwem gorszym od choroby.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Marcin Chałupka
radca prawny, specjalizuje się w szkolnictwie wyższym i awansie naukowym, wykładowca Akademii Zamojskiej ( www.chalupka.pl )
Zobacz
Popularne Zobacz również Najnowsze
Przejdź do strony głównej

2 tygodni temu
12







English (US) ·
Polish (PL) ·