W mediach pojawia się coraz więcej wstrząsających relacji dotyczących pożaru, do którego doszło w Crans-Montanie. - W ciągu kilku sekund cały sufit stanął w płomieniach. Wszystko było wykonane z drewna (...). Płomienie zaczęły bardzo szybko się rozprzestrzeniać (...). Paliło się nawet pierwsze piętro - relacjonowała jedna z kobiet, której udało się uciec z baru, w którym doszło do tragedii.
Fot. REUTERS/Denis Balibouse
Apel władz do mieszkańców
Około 100 osób poszkodowanych w wyniku pożaru w Crans-Montanie zostało przewiezionych do szpitala w Valais oraz do placówek medycznych okolicznych miejscowościach. Oddziały intensywnej terapii są obecnie zapełnione, w związku z tym władze kantonu Valais zaapelowały do mieszkańców o zachowanie wzmożonej ostrożności, aby uniknąć wypadków, które wymagałyby natychmiastowej pomocy lekarskiej. -Nasze zasoby i kompetencje w szpitalach są już nadmiernie wykorzystywane, nie dokładajmy kolejnych tragedii do tego dramatu - przekazał 1 stycznia szef Departamentu Zdrowia Mathias Reynard podczas konferencji prasowej. Dodał również, że w nocy poszkodowanym w pożarze pomagało około 150 pracowników medycznych. Do pomocy zmobilizowano też 10 helikopterów i 40 karetek pogotowia.
Relacje gości kurortu
Według relacji osób mieszkających w pobliżu kurortu, w którym doszło do tragedii, osoby, które znajdowały się w środku wybiegały z niego i krzyczały. Jeden ze świadków przekazał w rozmowie z serwisem rts.ch, że obudził go "wybuch, który nie przypominał fajerwerków". - Całkowicie zdmuchnął budynek oraz sąsiedni obiekt, a potem na miejsce przybyły służby ratunkowe - mówił jeden z mężczyzn, cytowany przez serwis rts.ch. Obywatelki Francji, które świętowały nadejście Nowego Roku w barze Le Constellation stwierdziły natomiast, że pożar mogła wywołać świeca, która zapaliła sufit. Z ich relacji wynikało, że jedna z kolnerek miała umieścić świeczki na butelce od szampana, która po podniesieniu mogła spowodować pożar. - W ciągu kilku sekund cały sufit stanął w płomieniach. Wszystko było wykonane z drewna - mówiła jedna z kobiet, cytowana przez BBC. - Płomienie zaczęły bardzo szybko się rozprzestrzeniać (...). Cały sufit był w ogniu, paliło się nawet pierwsze piętro - dodała. Kobieta przekazała także, że ewakuacja "była bardzo trudna", ponieważ wyjście ewakuacyjne było bardzo wąskie. -Miałyśmy ogromne szczęście (...). Około 200 osób próbowało wydostać się w ciągu 30 sekund przez bardzo wąskie schody - dodała. Kobieta, która wraz matką spędziła noc w szpitalu w Sion relacjonowała, że gdy ranni zaczęli przybywać do szpitala rozpoczął się chaos. Osoby, które znajdowały się w poczekalni musiały opuścić pomieszczenie. - Szybko wyszłam na zewnątrz, żeby udrożnić dojazd do izby przyjęć, i wtedy zapanował chaos. Ludzie przyjeżdżali zewsząd, ciężko ranni byli przywożeni prywatnymi samochodami, czuć było zapach spalenizny. Wszyscy zostawiali swoje pojazdy na środku rampy wjazdowej do szpitala - relacjonowała kobieta.
Zobacz wideo Tak powstaje stal. Jedyna warszawska huta od środka
Tragedia podczas zabawy sylwestrowej
Akcja ratownicza po nocnym pożarze w szwajcarskiej Crans-Montanie została już zakończona. Służby nie podały jeszcze dokładnej liczby ofiar - poinformowano jednak, że zginęły "dziesiątki osób". Pożar w barze La Constellation wybuchł w czasie zabawy sylwestrowej około godz. 1.30 w Nowy Rok. Prokuratorka generalna kantonu Valais podkreśliła, że ustalanie przyczyn pożaru dopiero się rozpoczęło. - Skupiamy się na przyczynie pojawienia się ognia. Na tym etapie nie ma mowy o żadnym ataku - podkreśliła prokuratorka Beatrice Pilloud. Ustalana jest tożsamość ofiar. Służby potwierdzają, że wśród poszkodowanych są zagraniczni turyści.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!








English (US) ·
Polish (PL) ·