Historie uwzględniające perspektywę wielopokoleniowej rodziny, ich zmagań i wzajemnego wpływu na swoje życie od zawsze bardzo mnie przyciągały. Niezmiernie cenię sobie obserwację tego, w jaki sposób autorzy tworzą portrety postaci na podstawie śladów, jakie pozostawiły w nich poprzednie pokolenia.
Od pierwszych stron czuć, jakby powieść Laury Barrow otulała czytelnika dusznym, gęstym powietrzem Luizjany. Powieść wciąga powoli, niczym powrót po latach do rodzinnego domu, z którego dawno się uciekło, ale który mimo wszystko zostawia w nas coś na zawsze. Wstęp nasuwa skojarzenia z niemal thrillerową nutą, choć dość szybko zdajemy sobie sprawę, że to nie rozwiązanie samej zagadki będzie najważniejszą osią tej historii.
Trzy skłócone siostry i ich nadopiekuńcza babcia spotykają się w rodzinnym miasteczku w Luizjanie, by zmierzyć się z nierozwiązaną zagadką sprzed lat. Savannah miała cztery lata, kiedy jej siostra bliźniaczka, Georgia, zaginęła bez śladu, co doprowadziło do rozpadu rodziny. Dwadzieścia osiem lat później przekonuje starsze siostry, aby dotrzymały paktu zawartego w dzieciństwie i wspólnie odkopały kapsułę czasu, którą ukryły na starym podwórku. Jednak powrót do domu oznacza konfrontację z duchami przeszłości.
Barrow kreuje historię z niezwykłą uważnością i empatią. Jej bohaterki cechuje wielowymiarowość, autentyczność i niejednoznaczność. To kobiety popełniające błędy, zagubione, raniące siebie nawzajem, jednocześnie pragnące bliskości i zrozumienia. Ich relacja jest pełna napięć i wzruszeń, co wspaniale buduje klimat całej historii i wzmaga efekt zaangażowania. W tle przewija się także postać nieco despotycznej, nadopiekuńczej babci, która stanowi most pomiędzy przeszłością a teraźniejszością i niejako spina klamrą całą historię.
Autorka niesamowicie pokazuje, jak różne mogą być sposoby zmagania się z traumą: od całkowitego wyparcia, przez ogromny gniew, po obsesyjne dążenie do poznania prawdy. Każda z sióstr reprezentuje inną perspektywę, co jest częstym powodem niezrozumienia czy konfliktu, lecz każda z nich nosi w sobie tą samą niewypowiedzianą tęsknotę.
Stopniowe odsłanianie rodzinnych sekretów buduje napięcie aż do poruszającego finału. Czułam ogromną satysfakcję z obserwowania procesu dojrzewania bohaterek; szczerze mówiąc, rozwiązanie zagadki nie było dla mnie tak ważne, jak sam proces meandrowania po emocjach i myślach postaci.
„Gdy powrócą kanarki” to do bólu szczera opowieść o rodzinie, która musi zmierzyć się z tym, co było, by móc ruszyć dalej. Prawda mająca przynieść ukojenie najpierw otwiera stare rany. Ból miesza się tu z czułością, a tajemnica z nostalgią, co razem daje nam historię poruszającą zarówno serce, jak i wyobraźnię.
Dominika Wojtera

1 miesiąc temu
23




English (US) ·
Polish (PL) ·