Iga Świątek rozpoczęła od prowadzenia 3:0 mecz z Belindą Bencić w finale United Cup, potem - z pewnymi kłopotami - wygrała seta, ale następnie niepokojąco zgasła. Na nic zdało się zdobycie efektownego punktu mimo przewrotki - polska tenisistka przegrała z brylującą Szwajcarką 6:4, 0:6, 3:6, a sytuacja Biało-Czerwonych w walce o historyczny triumf skomplikowała się.
Polsat Sport
W trzecim gemie pierwszego seta Iga Świątek nagle zaczęła schodzić szybkim krokiem z kortu, po czym szybko się wróciła, przepraszając z uśmiechem. Była wtedy tak skoncentrowana na wygrywaniu kolejnych akcji w wymagającym pojedynku z Belindą Bencić w finale United Cup, że nawet nie spojrzała na tablicę wyników, która jeszcze jasno pokazywała, że rywalizacja wciąż trwa. Rozbawiło to całą polską ekipę i zapewne kibiców Biało-Czerwonych oraz drugiej tenisistki globu. Ale kilkadziesiąt minut później zamiast uśmiechu ich twarze widać było coraz większe zmartwienie.
Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną"
Od returnowych bomb Świątek do nagłej zapaści. Cała nadzieja w Hurkaczu
- Wygląda na to, że Belinda gra bardzo dobrze. Znamy się dość dobrze. Miło widzieć ją tak dobrze grającą po urodzeniu dziecka. To z pewnością wyzwanie. Ona lubi grać szybko. Pierwsze dwie piłki będą miały duże znaczenie, bo ona uderza mocno. Postaram się być gotowa i narzucać swoje warunki – analizowała przed niedzielnym pojedynkiem będąca wiceliderką światowego rankingu Polka. Tylko o ile taktycznie wydawała się na początku przygotowana do tego spotkania, to z różnych względów niełatwo było jej ten plan zrealizować.
To miał być ważny test dla Świątek, która po trzech wygranych spotkaniach singlowych w United Cup z rywalkami spoza Top30 przegrała w półfinale z będącą czwartą rakietą świata Coco Gauff 4:6, 2:6. Gra Polki dość szybko zaczęła się sypać i pytanie brzmiało, jak zareaguje dzień później.
Zadanie miała naprawdę trudne. Co prawda na korzyść 24-letniej zawodniczki z Raszyna przemawiał dotychczasowy bilans. Wygrała nie tylko pięć z sześciu spotkań ze starszą o cztery lata Helwetką, ale i cztery poprzednie. A jedno z tych zwycięstw miało miejsce w meczu fazy grupowej United Cup 2023. Szwajcarka wygrała tylko w US Open 2021. Ale teraz w United Cup bryluje. Wygrała zarówno wszystkie cztery pojedynki singlowe, jaki i cztery w mikście.
- Bencić szuka szybkiego kończenia akcji. Im dłużej będą trwały wymiany, tym lepiej dla Igi. Ważne też, by Polka posyłała długie piłki, spychała Szwajcarkę w głąb kortu - wskazywał komentator Polsatu Sport Dawid Olejniczak.
W inauguracyjnej odsłonie Świątek początkowo jeszcze się to udawało. Tempo wymian budziło podziw, a obie tenisistki posyłały – jak to określali komentatorzy - bomby returnowe. Obie też słabiej serwowały i dlatego nie brakowało w tej partii przełamań. Łącznie było ich pięć.
Ale zanim doszło do tego wysypu "breaków", to wszystko układało się w sposób wymarzony dla faworytki, która wygrała pierwsze trzy gemy. Zanim jednak to się stało, to rozbawiła wszystkich oglądających ten mecz. Tenisistka współpracująca z trenerem Wimem Fissettem w trzecim gemie posłała dwa asy i ruszyła pewnie do ławki. Była bowiem pewna, że już prowadzi 3:0, ale brakowało jej do tego jeszcze punktu. Potrzeba było potem jeszcze kilku wymian, zanim zawodniczki rzeczywiście mogły udać się na przerwę między gemami.
Bencić była wtedy nieco podirytowana, ale przekształciła ją w sportową złość, którą wykorzystała przy problemach z podaniem rywalki na zmniejszenie strat. Teraz to Polka po jednej z akcji machała sfrustrowana rękami, ale nie pozwoliła się całkiem zdominować. Korzystała też ze swojego wielkiego atutu, jakim jest poruszanie się po korcie.
- Nagrywać, pokazywać. Tak wygląda praca nóg – rzucił komentator Polsatu Sport. A po chwili dodał "Można odetchnąć", gdy 24-latka po 48 minutach zamknęła tego niełatwego seta otwarcia.
Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, a tymczasem zaczął się dramat sześciokrotnej triumfatorki tytułów wielkoszlemowych. Po jej stronie mnożyły się błędy, a przewaga rywalki rosła błyskawicznie. Niekiedy Szwajcarce sprzyjało też szczęście, ale przede wszystkim zbierała owoce swojej świetnej gry. Świątek z kolei robiła się coraz bardziej przygnębiona i jakby znikała z kortu. Nie pomogła też ofiarna i efektowna akcja, w której Polka się przewróciła, ale szybko się pozbierała i zdobyła punkt.
Serię siedmiu przegranych gemów przerwała dopiero przy stanie 0:1 w decydującej partii. Wydawało się potem, że na nowo wstąpiła w nią energia. Zaczęła choćby lepiej serwować. Ale zamiast powrotu na właściwe tory została przełamana w czwartym gemie i znów gasła, a Bencić brylowała w najlepsze. Świątek w ósmym gemie obroniła jeszcze dwie piłki meczowe, ale było to jedynie odroczenie wyroku.
Przed szansą na przedłużenie nadziei Polaków stanie teraz Hubert Hurkacz. Pokazujący się jak na razie z bardzo dobrej strony w pierwszym od siedmiu miesięcy starcie wrocławianin zmierzy się ze Stanem Wawrinką, który w marcu skończy 41 lat. Gdyby pokonał mającego na koncie trzy tytuły wielkoszlemowe Szwajcara, który żegna się w tym sezonie z zawodowym tenisem, to o triumfie w finale United Cup przesądzi rywalizacja mikstów. Biało-Czerwoni po raz trzeci z rzędu dotarli do decydującego meczu, ale obie wcześniejsze próby były nieudane.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

1 dzień temu
5





English (US) ·
Polish (PL) ·