Wrocławska wspólnota Agalliasis przejmowała stery nad życiem wiernych, którzy w niej uczestniczyli. Jak zaznacza ekspert, grupa stosowała „metody sekciarskie”, by utrzymać przy sobie religijnych członków.
„Jesteśmy charyzmatyczną wspólnotą modlitewno – ewangelizacyjną sięgającą korzeniami Ruchu Światło-Życie. Obok radości i uwielbienia nasz rozpoznawalny dla ludzi charyzmat to miłość wzajemna” – pisze o sobie wspólnota, której nazwa znaczy właśnie „radość”. Jak wynika jednak z badań komisji, która przyjrzała się wspólnocie, wierni zamiast miłości, radości i uwielbienia konfrontowali się z bólem i krzywdą.
Straszyli boskim potępieniem i karą. Lista zarzutów jest długa
Kontrola w parafii przy ulicy Bajana we Wrocławiu – obejmująca rozmowy z byłymi i obecnymi członkami Agalliasis, przeglądanie nagrań z nauczaniem wspólnoty, czytanie świadectw i oświadczeń jej członków – trwała dwa miesiące. Została zlecona przez arcybiskupa Józefa Kupnego, który wysłał pięcioosobową komisję, składającą się z prawnika, psychologa, biblisty, dogmatyka i wikariusza generalnego w celu „zweryfikowania informacji dotyczących pewnych aspektów funkcjonowania Wspólnoty, które przez ostatni czas napływały do Kurii Metropolitalnej Wrocławskiej”. Finałem kontroli było zarządzenie „przeprowadzenia nabożeństwa pokutnego”.
Jak się okazało, wspólnota koncentrowała się w głównej mierze na fragmentach z Biblii traktujących o potępieniu, karach czy odrzuceniu przez Boga. Jak podają dziennikarze Gazety Wyborczej, jej członkowie nauczali przede wszystkim „w oparciu o źródła protestanckie z pominięciem oficjalnego nauczania Magisterium Kościoła”.
Wśród zarzutów skierowanych w stronę wspólnoty GW wymienia także „fakt niewłaściwego rozumienia charyzmatu proroctwa i jego relacji do urzędu; niekiedy skrajne przeciwstawienie ducha i ciała oraz zdarzające się odrzucenie intelektualnego procesu poznania Boga na rzecz nadprzyrodzonego (charyzmatycznego) poznawania woli Bożej (wizje, proroctwa i sny prorocze oraz skupianie się w duchowości na własnych odczuciach)”.
„Metody sekciarskie”
Ksiądz profesor Andrzej Kobyliński z warszawskiego UKSW mówi wprost – w Agalliasis stosowano „metody sekciarskie”. Jak wskazuje, wspólnota była bardziej zielonoświątkowa niż katolicka (na przykład praktykowano zielonoświątkowe rozumienie prorokowania, które nie musi podlegać jakiejkolwiek zewnętrznej kontroli). – Jeśli słyszę w mojej głowie, że Duch Święty mi mówi, że jest tak i tak, to w żaden sposób nie muszę sprawdzać prawdziwości takiego doświadczenia religijnego – wyjaśnia duchowny, naukowo zajmujący się psychomanipulacją religijną i uzielonoświątkowieniem chrześcijaństwa.
W porównaniu do Kościoła katolickiego, tam „proroctwa i inne doświadczenia duchowe weryfikuje się pod kątem psychologicznym i filozoficznym, poddaje pod osąd władz kościelnych, bada się ich zgodność z tradycją”.
Agalliasis narzucała małżonków członkom wspólnoty
Wśród zarzutów skierowanych w stronę wspólnoty pojawia się rodzaj nauczania odnośnie sakramentu małżeństwa. Jak wyjaśniał metropolita Józef Kupny, „w aspekcie prawnym należy zwrócić szczególną uwagę na niedopuszczalny wpływ osób trzecich na kwestię wyboru i form przygotowania osób do sakramentu małżeństwa. Według wielu osób, we Wspólnocie wywierany jest nacisk na wybór lub rezygnację z wyboru kandydata na małżonkę/małżonka”.
Metropolita zwracał uwagę, że taki wpływ – jeśli motywowany religijnie – może prowadzić nawet do nieważności sakramentu małżeństwa zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego. Zaniepokojenie budziło także odwracanie porządku: najpierw przyjmowanie dzieci, a dopiero później zawieranie małżeństwa, co – jak zaznaczono – nie może stać się normą.
Arcybiskup Józef Kupny wskazał również na manipulacje psychologiczne: „osaczanie miłością” nowych osób, wymaganie bezwzględnego posłuszeństwa, ingerencję w życie rodzinne, grożenie „karą proroka”, a także deprecjonowanie rozumu i ciała.
Komisja ustaliła, że wspólnota nie posiadała prawidłowego statutu regulującego sposób wyboru władz i kwestie finansowe. Choć liderzy powołali fundację DOXA, członkowie nie mieli realnego wglądu w sposób wydatkowania środków. Formalnie dokumenty były dostępne w Krajowym Rejestrze Sądowym, jednak – jak zaznaczono – dla przeciętnego wiernego pozostawały nieczytelne.
Wspólnota się rozpadła, opublikowano przeprosiny
Po interwencji władz kościelnych Agalliasis faktycznie przestała istnieć w dotychczasowej formie. Część animatorów opuściła wspólnotę i zaczęła działać pod nowymi nazwami, między innymi DOXA lub Rodzina. Inni podporządkowali się zaleceniom kurii i kontynuują spotkania pod ścisłym nadzorem.
Liderzy opublikowali oświadczenie z przeprosinami. „Chcielibyśmy z serca przeprosić wszystkich, którzy poczuli się przez wspólnotę zranieni czy źle potraktowani. Przepraszamy, że mieliśmy dla nich za mało miłości i nie okazaliśmy się w stosunku do nich wystarczająco Chrystusowi” – napisali.
Z pisma wikariusza generalnego, biskupa Macieja Małygi, wynika jednak, że odłam działający poza strukturami diecezji znajduje się w stanie „mocno zranionej jedności z Kościołem”, głównie z powodu wypowiedzenia posłuszeństwa biskupowi.
Ekspert: Istnienie takich wspólnot to wina biskupów i księży
Jak stwierdził profesor Andrzej Kobyliński, Kościół musiałby przyznać się, że popełnił błąd, dlatego temat Agalliasis jest dla KK wyjątkowo niewygodny.
– Jeśli biskupi i księża od wielu lat akceptują religijność zielonoświątkową w Kościele katolickim, to mamy takie efekty jak Agalliasis – stwierdził. Dodał, że to, że wspólnoty tego rodzaju istnieją, to wina biskupów i księży promujących proces uzielonoświątkowienia polskiego katolicyzmu. Jego zdaniem bezkrytycznie akceptują te „niebezpieczne zmiany, ponieważ mieszanka religijności katolicko-zielonoświątkowej jest bardzo atrakcyjna, przyciąga tłumy, a w konsekwencji zwiększa dochody parafii i diecezji”.
Czytaj też:
Księża ostrzegają wiernych. Tego nie wolno robić podczas kolędyCzytaj też:
Pielgrzymowali na Jasną Górę. Modlili się w intencji obecności lekcji religii w szkołach







English (US) ·
Polish (PL) ·