„Mrok jest po naszej stronie” – Katarzyna Zyskowska
Wydawnictwo: Znak Literanova
Przeznaczenie zesłało im miłość, historia uczyniła z nich wrogów.
Zaczęło się od miłości. I od pewnej chłodnej listopadowej nocy 1938 roku i przypadkowego spotkania w dramatycznych okolicznościach. Ona – młoda, obiecująca pisarka. On – żydowski prawnik pełen wiary w sprawiedliwość i sens walki o lepszy świat. Połączyły ich ideały, ale wojna i historia zmieniły je w ideologię. Musieli wybierać, a gdy spotkali się ponownie, byli już innymi ludźmi. Opowieść o namiętności, której nie można powstrzymać, i zdradzie, której nie da się cofnąć.
Nowa powieść Katarzyny Zyskowskiej – pełna emocji, tajemnic i cieni przeszłości – opowiada o ludziach, którzy nie przestają szukać siebie nawzajem, chociaż historia uparcie ich rozdziela.
Z Katarzyną Zyskowską, autorką powieści „Mrok jest po naszej stronie”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Znak Literanova, rozmawia Bartosz Soczówka, promotor kultury.
Bartosz Soczówka: Każda historia zaczyna się od przebłysku. Co nim było w przypadku twojej najnowszej powieści Mrok jest po naszej stronie? Jak ta historia się w tobie narodziła?
Katarzyna Zyskowska: Kilka lat temu, pracując nad „Szklanymi ptakami”, chciałam lepiej poznać postać zakochanego w Baczyńskim Jerzego Andrzejewskiego. Sięgnęłam wtedy po biografię pisarza i trafiłam na krótki fragment niezwiązany z ich relacją, który całkowicie zawładnął moją wyobraźnią. Mowa tu o spotkaniu pewnego funkcjonariusza aparatu bezpieczeństwa działającego pod koniec lat czterdziestych i na początku pięćdziesiątych w pionie śledczym Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – słynącego ze stosowania brutalnych metod przesłuchań i tortur – z jedną z jego niegdysiejszych ofiar. Do tej osobliwej i przypadkowej konfrontacji doszło w siedzibie PIW-u, gdzie były ubek przez jakiś czas zajmował stanowisko dyrektora, a owa ofiara szukała pracy. Kobieta na widok byłego oprawcy przeżyła tak głęboki wstrząs, że straciła przytomność. Ta scena nie dawała mi spokoju i stała się punktem wyjścia do napisania Mroku. Wydała mi się symboliczna: splecione losy kata i ofiary.
Tytuł „Mrok jest po naszej stronie” brzmi jednocześnie pięknie i niepokojąco. Co oznacza dla ciebie tytułowy „mrok”? Jak rozumiesz jego symbolikę w kontekście tej historii – i dlaczego właśnie takie przesłanie chciałaś umieścić na okładce powieści?
Myślę, że nie ma na świecie ludzi tylko dobrych albo tylko złych. Dobro i zło są w pewien sposób immanentną cechą każdego z nas. I to życiowe doświadczenia kalibrują w człowieku światło i mrok. Tak też jest w przypadku moich bohaterów. Szczególnie jednego z nich: Ariego-Lwa, który z młodego idealisty pragnącego moralnej odnowy świata zmienia się w radykała. W Mroku pokazują tę przemianę.
W jakich latach i w jakim historycznym momencie osadziłaś akcję powieści? Co sprawiło, że właśnie ten okres okazał się dla ciebie najwłaściwszym tłem dla twojej nowej historii?
Powieść składa się z dwóch części. Akcja pierwszej toczy się pod koniec lat trzydziestych, tuż przed wybuchem wojny, w literackich salonach Warszawy, w specyficznej sanacyjnej atmosferze tuwimowskiego Balu w operze – będą tu zatem z jednej strony Mała Ziemiańska wraz z jej blichtrem i korowodem znanych nazwisk, a z drugiej – nędza proletariackiego Powiśla i żydowskiej Dzielnicy Północnej. Przeniosę czytelników w świat wielkich kontrastów.
Druga część powieści to schyłek lat czterdziestych i początek pięćdziesiątych, czyli czas stalinizmu w Polsce – jeden z najczarniejszych okresów w naszej historii.
Oczywiście wykorzystuję te dekoracje nieprzypadkowo. Czas, który opisuję, jest symboliczny: to moment wielkich przemian i narastających ekstremizmów.
W powieści słyszymy kilka głosów: ludzkie i ten, który stoi jakby ponad bohaterami. Jak zrodził się pomysł na taką wielogłosową narrację i co dzięki niej chciałaś pokazać czytelnikom?
Przygotowując się do napisania książki, musiałam się lepiej zapoznać z kulturą żydowską – i to z niej zaczerpnęłam inspirację. Głos, o którym wspominasz, należy do pewnej demonicznej postaci, o której wzmiankują midrasze i Księga Rodzaju. Nie chciałabym jednak odbierać czytelnikom przyjemności z odkrywania, kim jest ów demon i dlaczego uczyniłam go jednym z bohaterów.
Kim są główni bohaterowie? Jacy są na początku tej historii, zanim świat zacznie ich zmieniać?
Hanka jest studentką i początkującą autorką. Osobą wrażliwą i nieco nawiną, która roi sobie, że rzeczywistość można zmieniać piórem. Arie to młody komunista marzący o rewolucji społecznej: o świecie bez podziałów, nierówności, głodu i wojny.
W trakcie powieści Chana staje się Hanną, a Arie – Lwem. To nie tylko zmiana imion, ale przede wszystkim przemiana tożsamości Twoich postaci. Co o tej przemianie możemy powiedzieć, żeby nie zdradzić zbyt wiele?
Zmiana ich imion faktycznie nie jest przypadkowa. Szczególnie w przypadku Ariego-Lwa. Chciałam w ten sposób podkreślić, jak wielką transformację osobowości przechodzi ten bohater.
Być może czytelnicy uznają w trakcie lektury, że to nieprawdopodobne, aby człowiek mógł się aż tak moralnie wykoleić. Zaręczam jednak, że w przypadku tej postaci nie opierałam się na własnej wyobraźni, ale na życiorysach kilku funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. Rzeczywistość bywa czasami straszniejsza od fikcji.
Jak opisałabyś relację Chany i Ariego?
W notce na okładce znajdą Państwo informację, że to historia miłosna. Jednak według mnie ich relacji nie da się zawrzeć w tych słowach, jest bardziej złożona. Początkowo na pewno łączy ich wzajemna fascynacja, sposób, w jaki patrzą na świat. Z czasem zauroczenie przeradza się w pożądanie, w swoiste szaleństwo. Hanna i Arie bezustannie się przyciągają i odpychają.
Powiem jednak przewrotnie, że prawdziwa miłość w tej historii kryje się gdzie indziej. Czytelnicy na pewno rozszyfrują ten trop.
W twojej powieści obok wspomnianej dwójki bohaterów pojawia się wiele wyrazistych postaci drugoplanowych. Które z nich są dla ciebie szczególnie ważne – i jaką rolę odgrywają w opowieści?
Moją ulubioną drugoplanową postacią jest Józek, najbliższy przyjaciel Hanny. To kolorowy ptak, lekkoduch i bon vivant, a zarazem bohater tragiczny, którego los można potraktować jako papierek lakmusowy całego straconego pokolenia tamtych czasów.
W tej historii nie ma postaci czarno-białych. Co najbardziej lubisz w moralnej złożoności swoich bohaterów?
Prawdę. Tak jak wspominałam, świat nie jest czarno-biały. Moje postaci też takie nie są. I tak starałam się je ukazać: z pełnym wachlarzem psychologicznej złożoności.
W powieści ogromne znaczenie mają kobiece doświadczenia. Co było dla Ciebie najważniejsze w pokazaniu kobiecej perspektywy tamtych czasów?
Kobiece narracje długo nie wybrzmiewały wystarczająco głośno w literaturze, w ogóle w kulturze, świat tłumaczyli nam mężczyźni i oni opowiadali historie, dlatego w większości moich książek – nie tylko w Mroku – to właśnie kobietom oddaję głos. Chcę mówić o świecie przez ich doświadczenia, oddać im sprawczość i podmiotowość.
Co jest dla ciebie sercem tej powieści: miłość, pamięć, zdrada, lojalność… a może coś jeszcze innego?
Być może cię zaskoczę, ale za główny motyw tej powieści, ukryty pod jej naskórkiem, uznałabym powtarzalność historii i pewną uniwersalność zła. Nie ukrywam, że motorem do napisania Mroku były moje osobiste refleksje na temat współczesności. Po wielu latach względnej stabilizacji świat znowu zaczyna się radykalizować. Historia niczego nas nie nauczyła. Jesteśmy świadkami pewnego przełomu. Bardzo się tego obawiam – i te obawy wybrzmiewają w Mroku.

W książce wiele jest o wyborach, których nie da się wymazać. Dlaczego ten motyw tak mocno wybrzmiewa?
Przyczyny i skutki. Każdy nasz wybór i każde działanie, nawet z pozoru nic nieznaczące, mają wpływ na otoczenie. Jako społeczeństwo tworzymy jeden organizm. Przez historię moich bohaterów opowiadam zatem historię zbiorowości.
W powieści widzimy różne oblicza przemocy: uliczną, systemową, psychiczną. Czym staje się przemoc, kiedy świat traci moralny kompas?
Wentylem frustracji. I niestety, kiedy już dojdzie do przemocy, droga prowadzi tylko w jedna stronę – w przepaść. Pokazuje to zarówno opowieść o Hannie i Ariem, jak i historia w ogóle.
Wielka historia w twojej powieści nie jest tylko tłem, ale siłą, która popycha bohaterów do działań, na które sami by się nie zdecydowali. Co było dla Ciebie najważniejsze w pokazaniu tego wpływu historii na jednostkę?
To, że nikt z nas nie jest osobny. Jesteśmy składowymi wielkiej dziejowej machiny. A co za tym idzie: nikt z nas nie powinien być obojętny, gdy dyskurs społeczny się zaostrza, gdy wahadło nastrojów społecznych zbyt mocno odchyla się w jedną stronę.
Twoi bohaterowie wierzą w ideały, które z czasem stają się czymś o wiele groźniejszym. Jak chciałaś pokazać tę granicę między wiarą w lepszy świat a ślepą ideologią?
Ta granica jest naprawdę cienka. Ale ja – ani jako pisarka, ani jako człowiek – nie znam jednoznacznej odpowiedzi, gdzie ona leży. Po prostu jest zbyt płynna. Nie wiem, gdzie kończy się idealizm, a zaczyna obsesja, gdzie przemoc można jeszcze tłumaczyć dobrymi intencjami. Zresztą uważam, że powieść powinna być dialogiem z czytelnikiem, a nie monologiem autora napompowanym prawdami objawionymi. Literatura nie musi dawać odpowiedzi, ma stawiać pytania. Mam nadzieję, że Mrok je postawi.
U ciebie przypadek często staje się punktem zwrotnym – przypadkowe spotkanie, przypadkowa decyzja, przypadkowa ulica. Jaką rolę w tej opowieści gra losowość i to, co „mogło się potoczyć inaczej”?
Nie wierzę w metafizykę ani w to, że nasz los zapisany jest w gwiazdach. Życiem rządzi przypadek. A równocześnie to my kreujemy rzeczywistość. I możemy przypadki obracać na swoją korzyść bądź niekorzyść. Moi bohaterowie mają wybór, którą drogą podążą. Nie zawsze wybierają właściwie.
Pokazujesz świat przedwojennej Warszawy pełen kontrastów: bogate salony, ale też nędzę zaułków. Co chciałaś powiedzieć o podziałach społecznych, które istniały jeszcze przed wojną?
Jako dziecko długo wierzyłam w kreowany przez przedwojenne polskie kino świat blichtru. Sądziłam, że cała rzeczywistość odrodzonej Polski to były dancingi w Adrii, szampany, kawior, Ordonka, Ina Benita, Bodo, pioseneczki Własta i cekiny. A w istocie to był taniec na wulkanie. W trakcie pracy nad książką czytałam doskonały zbiór reportaży ukazujących prawdziwe oblicze przedwojnia: bezrobocie, analfabetyzm, bezdomność, głód, spędzane pokątnie ciąże.
Dziś dużo mówimy o podziałach i nierównościach, ale te, z którymi spotykamy się obecnie, nijak się mają do tych z Mroku. Zresztą poruszając ten temat, biorę czytelnika nieco pod włos i stawiam podchwytliwe pytanie: czy motywacja powojennych komunistów, którzy chcieli rozliczyć się z sanacją i właśnie z nierównościami, nie jest w pewnym stopniu zrozumiała?
Twoje książki są znane z ogromnego ładunku emocjonalnego. Co w tej historii było dla Ciebie najtrudniejsze do udźwignięcia?
Kilka miesięcy mentalnie przebywałam w więzieniu na Rakowieckiej. To było wyjątkowo trudne. I bardzo nieprzyjemne.
Gdybyś miała napisać blurb do swojej nowej powieści, jak w dosłownie kilku zdaniach opisałabyś jej treść, klimat i charakter?
Zadajesz bardzo trudne pytanie (śmiech). Uchylam się od odpowiedzi.
Najnowszą książkę Katarzyny Zyskowskiej „Mrok jest po naszej stronie” możesz kupić TUTAJ.
O autorce
Katarzyna Zyskowska – autorka bestsellerowych powieści, m.in. „Sprawy Hoffmanowej”, „Szklanych ptaków” oraz „Nocami krzyczą sarny”. Nie ma w Polsce drugiej pisarki, która tak jak ona potrafi budować napięcie. To zasługa świetnie skonstruowanej fabuły, ale także doskonale sportretowanych relacji między bohaterami. Najważniejsze w jej książkach są zawsze kobiety – ich problemy, traumy, lęki, radości, więzi, relacje. W tych opowieściach aż kipi od emocji.
Zwyciężczyni plebiscytu „Książka Roku 2024” w kategorii autobiografia, biografia, pamiętnik" za książkę "Alchemia".
Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova.

1 miesiąc temu
34







English (US) ·
Polish (PL) ·