W całej tej historii z niedoszłą reformą Państwowej Inspekcji Pracy jeszcze jedna rzecz bulwersuje. Projekt stanowił jaskrawy przykład legislacyjnej niestabilności i braku strategii państwa. Ministerstwa mogą w dowolny sposób miesiącami wydawać pieniądze na ekspertów, prawników i legislatorów, za pracę których płacą podatnicy. Wszystko to w jednej chwili rozpłynęło się w powietrzu.
Bardzo drogie to nasze państwo. Po półrocznej telenoweli związanej z nadawaniem ofensywnych wobec przedsiębiorców uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy, premier Donald Tusk w końcu oświadczył: prace nad reformą nie będą kontynuowane i sprawa jest zamknięta. To dobra informacja, gdyż nadanie arbitralnego narzędzia urzędnikom, którzy mieliby prawo do przekształcania umów B2B w umowy o pracę według własnego widzimisię i bez liczenia się z realiami rynkowymi, było niebezpieczne dla obrotu gospodarczego. Ponadto mogło silnie uderzyć w wiele firm, które na takim sposobie współpracy oparły swój model biznesowy – z korzyścią zarówno dla siebie, jak i świadczeniodawców.
Drastyczny pomysł reformy PIP. Dobrze, że go zamknięto
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Tomasz Pietryga
Redaktor naczelny Dziennika Gazety Prawnej
Zobacz
Popularne Zobacz również Najnowsze
Przejdź do strony głównej

5 dni temu
9



English (US) ·
Polish (PL) ·