Przyłapali Zillmann i Lesar nad ranem na środku ulicy. Myślały, że nikt nie widział. Zdjęcia nie kłamią

13 godziny temu 5

Znana sportsmenka i popularna gwiazda parkietu po raz pierwszy oficjalnie pokazały się razem na prestiżowym wydarzeniu. Choć uśmiechy nie schodziły im z twarzy, a wspólny powrót do domu nad ranem sugerował świetną zabawę, noc zakończyła się w atmosferze kontrowersji.

Nowa para na czerwonym dywanie

Gala Mistrzów Sportu to zwykle sztywny protokół, smokingi i przewidywalne uściski dłoni. Jednak tegoroczna edycja, czyli Gala 2026, przyniosła mały przełom wizerunkowy za sprawą Katarzyny Zillmann. Polska wioślarka, która nigdy nie ukrywała, kim jest i co myśli, znów zrobiła to po swojemu – bez zbędnego zadęcia, ale za to z nową osobą u boku.

Jeszcze rok temu na czerwonym dywanie towarzyszyła jej Julia Walczak. Wydawały się wtedy stałym punktem sportowego krajobrazu, a media chętnie pokazywały je jako parę idealną. Życie jednak, w przeciwieństwie do tabeli wyników, bywa zmienne. Informacje o ich rozstaniu krążyły od jakiegoś czasu, więc wszyscy zastanawiali się, czy wioślarka pojawi się na gali sama, czy może w ogóle odpuści sobie ścianki.

Zillmann wybrała opcję trzecią i na tegoroczną imprezę przyszła z Janją Lesar. Wybór o tyle ciekawy, że tancerka znana z „Tańca z Gwiazdami” to postać z zupełnie innego, mocno rozrywkowego świata. Na zdjęciach widać było między nimi dużą swobodę i autentyczność. Nie było w tym próby udawania czegokolwiek ani ustawiania się pod obiektywy w sztucznych pozach. Obie wyglądały na osoby, które po prostu dobrze czują się w swoim towarzystwie.

W całym tym zamieszaniu wokół „nowej pary” najciekawsze jest to, jak naturalnie Katarzyna Zillmann podchodzi do swojego życia prywatnego. Nie robi z tego sensacji, nie pisze oświadczeń, po prostu żyje na własnych zasadach. W świecie sportu, gdzie wizerunek jest często pilnowany przez sztaby doradców, taka szczerość i brak strachu przed zmianami są rzadkością. Zillmann pokazuje, że można być mistrzynią, a jednocześnie nie dawać się zamknąć w żadnej szufladzie – ani sportowej, ani obyczajowej.

Przyłapali Zillmann i Lesar nad ranem na środku ulicy. Myślały, że nikt nie widział. Zdjęcia nie kłamiąKatarzyna Zillmann, Janja Lesar fot. East News

Katarzyna Zillmann w objęciach Janji Lesar

Gala Mistrzów Sportu to zwykle sztywny protokół, smokingi i podsumowania wyników, ale w 2026 roku uwaga wszystkich uciekła odrobinę w stronę czerwonego dywanu. Wszystko za sprawą Katarzyny Zillmann, która pojawiła się na imprezie w towarzystwie Janji Lesar. Panie poznały się przy okazji „Tańca z Gwiazdami” i od tamtej pory media nie przestają spekulować, co tak naprawdę je łączy. Wspólne treningi na parkiecie najwyraźniej zamieniły się w coś trwalszego, bo ich relacja po programie tylko zyskała na sile. Na tegorocznej gali nie szukały na siłę dystansu. Wręcz przeciwnie – fotografowie bez trudu wyłapali drobne gesty, uśmiechy i naturalną bliskość, która biła z każdego wspólnego zdjęcia. Zillmann wyglądała na wyjątkowo pewną siebie, a Lesar, jak to profesjonalistka, czuła się przed obiektywami jak ryba w wodzie.

Oczywiście internetowi detektywi natychmiast zaczęli porównywać to wyjście do zeszłego roku, kiedy wioślarce towarzyszyła Julia Walczak. Różnica była widoczna gołym okiem – teraz bił od nich zupełnie inny rodzaj swobody. Choć żadna z nich nie wydała oficjalnego oświadczenia o zmianie statusu związku, ich mowa ciała mówiła sporo. Nie było w tym pozy czy gry pod publiczkę, raczej komfort bycia sobą w blasku fleszy. Pytanie o to, czy to „tylko” przyjaźń, czy już coś więcej, wciąż wisi w powietrzu. Zillmann od dawna nie boi się żyć po swojemu, co w polskim sporcie wciąż wymaga sporej odwagi. Niezależnie od tego, jaką etykietę przypiszemy tej relacji, miło się patrzy na ludzi, którzy nie czują potrzeby ukrywania się przed światem. Gala 2026 zapamiętana zostanie więc nie tylko przez pryzmat pucharów, ale też jako wieczór, w którym autentyczność wygrała z konwenansami.

Ale to nie jedyna rzecz, o której było głośno w temacie tej pary.

Zillman i Lesar przyłapane

Zillmann i Lesar nie zamierzały się chować. Weszły na czerwony dywan razem, pewnym krokiem, i od razu stały się głównym celem fotoreporterów. Wymowne spojrzenia, drobne gesty i niemal nieustanna bliskość mówiły więcej niż oficjalne oświadczenia. Widać było gołym okiem, że świetnie czują się w swoim towarzystwie, nie zważając na błyski fleszy i ciekawskie spojrzenia gości.

Impreza musiała być wyjątkowo udana, bo panie opuściły bal dopiero o czwartej nad ranem. I tu dochodzimy do momentu, który mrozi krew w żyłach – dosłownie. Jak donosi “Fakt”, mimo że termometry pokazywały solidny mróz, obie celebrytki paradowały do taksówki bez czapek. To skrajna nieodpowiedzialność! Można być rozgrzanym emocjami i dobrą zabawą, ale medycyna jest nieubłagana: zatoki nie wybaczają takich błędów. Pozostaje mieć nadzieję, że w drodze powrotnej taksówkarz podkręcił ogrzewanie na maksimum.

Cała ta sytuacja pokazuje jedno – Katarzyna Zillmann żyje na własnych zasadach, zarówno w sporcie, jak i prywatnie. I choć fani martwią się o ich zdrowie, trzeba przyznać, że miło patrzy się na ludzi tak autentycznie szczęśliwych. Następnym razem prosimy jednak o wełniane czapki, bo przecież samym gorącym uczuciem przy minus dziesięciu stopniach nikt się jeszcze na dłuższą metę nie ogrzał.

Przyłapali Zillmann i Lesar nad ranem na środku ulicy. Myślały, że nikt nie widział. Zdjęcia nie kłamiąKLatarzyna Zillmann i Jania Lesar na Gali Mistrzów Sportu fot. KAPiF
Przeczytaj źródło