Data utworzenia: 31 grudnia 2025, 10:42.
Kierowcy, którzy we wtorek, 30 grudnia, pokonywali trasę z Warszawy do Gdańska drogą S7, przeżyli prawdziwy horror. Śnieżyca całkowicie sparaliżowała ruch na ekspresówce w obu kierunkach, na kilkanaście godzin więżąc podróżnych w samochodach. "Fakt" rozmawiał z panią Moniką, która w okolic Warszawy do Wejherowa jechała 13 godzin, z 10-letnią córką. "Totalny chaos" — opisuje to, co działo się na drodze. Jak mówi, największym problemem był brak możliwości skorzystania z toalety.
Kilkaset samochodów utknęło w korku na drodze S7 w okolicach Ostródy i Mławy (woj. warmińsko-mazurskie), gdy we wtorek po południu przez region przeszła burza śnieżna. Zaspy, które tworzyły się na szosie, uniemożliwiały kierowcom przemieszczanie się w obydwóch kierunkach. Przywrócenie ruchu zajęło służbom kilkanaście godzin.
Czytaj także: Zator na S7. Włodarz miasta mówi o "mordędze". Podjął w nocy ważną decyzję
Śnieżyca sparaliżowała ruch na S7 pod Ostródą. "Strażacy szli na piechotę z łopatami"
O armagedonie na trasie opowiedziała w rozmowie z "Faktem" pani Monika, która z rodziną jechała akurat z okolic Warszawy do Wejherowa. Jak mówi, droga, którą zazwyczaj pokonują maksymalnie w 4,5 godziny, tym razem zajęła im... 13 godzin.
— Między Olsztynkiem a Ostródą staliśmy ponad 3 godziny, a potem jeszcze na drodze serwisowej, którą nas pokierowali, około godzinę. Warunki na drodze były tragiczne... Pomocy nie było żadnej. Przynajmniej na tym odcinku, na którym my staliśmy. W radiu mówili, że w okolicach Ostródy stoją z kawą i herbatą. Nie wiem czy tak było, bo nie jechaliśmy tamtędy, pokierowali nas bocznymi i na tych odcinkach drogi nic nie było — opisuje pani Monika.
Jak mówi, na początku ich samochód jechał jedynym pasem S7, który był rozjeżdżony przez auta. — Dojeżdżając do tego gigantycznego korka, straż kazała zjechać na prawy pas, bo lewym miał jechać pług i straż. Niestety znalazł się jeden mądry kierowca, który pojechał lewym pasem i reszta za nim, przez co całkowicie zablokowali oba pasy. Po dwóch godzinach stania strażacy szli na piechotę z łopatami do śniegu, żeby odśnieżać zjazd do stacji benzynowej, którędy potem puścili ruch na drogę serwisową. Totalny chaos, śnieg sypiący momentami tak, że kompletnie nie było nic widać. Odśnieżarki na trasie przed nami jechały tylko dwie. Ogólnie dramat. Na szczęście udało się dojechać do celu. Z domu wyjechaliśmy o 15, u celu byliśmy o 4.30 — mówi w rozmowie z "Faktem".
13 godzin w aucie bez dostępu do toalety. "Nie było innej opcji"
Kobieta dodaje, że choć nawigacja pokazywała przed korkiem kilka dróg alternatywnych, żeby zjechać z ekspresówki i jechać bocznymi, ale w rzeczywistości nie było takiej możliwości.
— Wszystkie zjazdy miały po pół metra śniegu i jakiekolwiek próby zjazdu kończyły się staniem w zaspie śniegu. Przez to też wszystkie MOP-y po drodze były niedostępne, bo tiry, które próbowały tam wjechać, żeby przeczekać, często stawały na środku w zaspie i blokowały wjazd na wszystkie MOP-y . Zjechaliśmy na jeden, to kazali nam wycofać, bo nie ma przejazdu i nie da się zjechać — relacjonuje.
Kobieta podróżowała razem z 10-letnią córką. Jak mówi, na szczęście mieli ze sobą jedzenie i picie, więc dali radę, ale problemem był brak dostępu do toalety. — Wyglądało to tak, że trzeba było otworzyć drzwi z przodu i z tyłu i pomiędzy załatwić potrzebę, nie było innej opcji niestety — mówi. — Tę podróż na pewno zapamiętamy do końca życia, będzie co wspominać — podkreśla pani Monika.
Zasypane samochody na drodze
Dodaje, że jej rodzina miała na tyle szczęścia, że mieli zatankowany do pełna samochód.
— Ale ci, którzy jechali elektrykami, myślę, że byli w gorszej sytuacji. Ogólnie po drodze na całej autostradzie stało mnóstwo samochodów, które stały już zasypane całe. Prawdopodobnie kierujący albo utknęli w zaspach, albo zabrakło im paliwa. Myślę, że w niektórych autach rozgrywały się jeszcze gorsze dramaty. My na szczęście podeszliśmy do tego na luzie, bo w zasadzie nie mieliśmy żadnego wpływu na przebieg sytuacji. I nasza córka w miarę cierpliwie to wytrzymała. Musiała być nawet zabawa na śnieżki na autostradzie. Trzeba było rozładować stres, bo był moment jeszcze zanim stanęliśmy w korku, że się mocno wystraszyła tej pogody, opadów i bała się. Ale na szczęście udało nam się ją uspokoić, że jedziemy 40 km na godz., bardzo powoli i nic złego się nie stanie — opisuje w rozmowie z "Faktem" pani Monika.
Komenda Wojewódzka Policji w Olsztynie informuje, że ruch na trasie S7 w kierunku Gdańska odbywa się już płynnie, chwilowe utrudnienia wciąż występują natomiast na trasie w kierunku Warszawy. Problemy przez wciąż padający śnieg występują natomiast lokalnie na drogach wojewódzkich i krajowych.
/4
- / Archiwum prywatne
Samochody stały kilka godzin w korku.
/4
- / Archiwum prywatne
Pani Monika trasę z Warszawy do Wejherowa pokonała w 13 godzin.
/4
- / Archiwum prywatne
Na drogach panował chaos.
/4
- / Archiwum prywatne
Korek na S7.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Newsletter
Najlepsze teksty z Faktu! Bądź na bieżąco z informacjami ze świata i Polski
Masz ciekawy temat? Napisz do nas list!
Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas!

2 tygodni temu
11







English (US) ·
Polish (PL) ·