Prof. Płudowski: Trump działa metodą „chirurgiczną”. To był cios wymierzony w interesy Chin i Rosji. I zabolało

1 tydzień temu 13

Wenezuela stanowiła przyczółek państw autorytarnych na kontynencie amerykańskim. Trump jednym ruchem odciągnął uwagę od słabnących sondaży i problemów wewnętrznych w USA, a jednocześnie odciął Pekin od taniej ropy. To działanie celowe, choć wciąż nie wiemy, jaki jest docelowy plan polityczny dla Caracas – mówi w rozmowie z „Wprost” prof. Tomasz Płudowski, politolog i amerykanista z Uniwersytetu VIZJA.

Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Donald Trump rozpoczął 2026 rok z impetem, od pojmania wenezuelskiego prezydenta Nicolasa Maduro i jego żony. To sukces czy początek problemów, które zaważą na globalnym postrzeganiu USA?

Prof. Tomasz Płudowski: Według mnie to osobisty sukces wizerunkowy otwierający puszkę Pandory i wprawiający sojuszników w zakłopotanie, a wrogów w podziw lub trwogę. Sądząc po słowach sekretarza obrony Pete'a Hegsetha: „Welcome to 2026, America is back”, administracji zależało na rozpoczęciu roku z wielkim przytupem. Chodziło o stworzenie wrażenia, że USA znów są pierwszoplanowym mocarstwem, a prezydent Trump przejmuje inicjatywę. Ponieważ nie udało mu się przekonać Putina do szybkiego zakończenia wojny na Ukrainie, uderzył tam, gdzie mógł wywołać natychmiastowy efekt – w Wenezuelę. To był cios wymierzony w interesy Chin i Rosji. I zabolało.

Wenezuela stanowiła przyczółek państw autorytarnych na kontynencie amerykańskim.

Trump jednym ruchem odciągnął uwagę od słabnących sondaży i problemów wewnętrznych w USA, a jednocześnie odciął Pekin od taniej ropy. To działanie celowe, choć wciąż nie wiemy, jaki jest docelowy plan polityczny dla Caracas, choć ma zostać rozpoczęty przez dotychczasową wiceprezydent poprzedniego reżimu.

© ℗ Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

Przeczytaj źródło