Sytuacja, w której ofiara zbrojnej agresji w pocie czoła negocjuje umowę pokojową ze swoim nominalnie największym sojusznikiem, ma w sobie coś z groteski. Groteski zamieniającej się w tragifarsę, jeśli zwrócić uwagę, że agresor każdym kanałem krzyczy, że tego planu nie zaakceptuje – pisze komentator DGP Michał Potocki.
Po roku drugiej kadencji Donalda Trumpa groteska nie robi już na nas specjalnego wrażenia. A powinna. W kolejnej odsłonie epopei z rozmowami pokojowymi Wołodymyr Zełenski udał się na Florydę, by w niedzielę już po zamknięciu tego wydania DGP rozmawiać z amerykańskim prezydentem. Z tego, co mówił ukraiński przywódca przed wylotem za Atlantyk, plan, pierwotnie podyktowany przez Kiriłła Dmitrijewa, wysłannika Kremla ds. mydlenia oczu trumpistom, przeredagowano, by mniej przypominał akt kapitulacji z bonusowymi pułapkami na Ukrainę i resztę Europy.
I tak Kijowowi udało się zwiększyć limit wielkości armii do 800 tys. żołnierzy (i tak nie do osiągnięcia w warunkach pokoju). Nie ma w nim już zapisów o rozpoczęciu dialogu o bezpieczeństwie na kontynencie ani o tym, że w Polsce mają stacjonować zachodnie samoloty – oba zapisy otwierały Moskwie furtkę do formalizowania żądań z ultimatum z 2021 r. o wyrzuceniu z państw wschodniej flanki NATO alianckich oddziałów i instalacji wojskowych. Nie ma zgody co do dwóch punktów: kto miałby zarządzać okupowaną Zaporoską Elektrownią Atomową i jak ma wyglądać linia demarkacyjna w Zagłębiu Donieckim.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Zobacz
Popularne Zobacz również Najnowsze
Przejdź do strony głównej

2 tygodni temu
14





English (US) ·
Polish (PL) ·