Utrzymanie gospodarstwa domowego w dobie szalejącej inflacji i nieprzewidywalnych cen energii stało się nie lada wyzwaniem dla portfeli Polaków. Szukamy oszczędności w niemal każdym aspekcie życia, od planowania zakupów spożywczych po wymianę żarówek na energooszczędne, często pomijając przy tym urządzenia, które pracują w naszych domach niemal codziennie.
- Setki godzin pracy pralki może odbić się na domowych rachunkach
- Tajemnica jednego trybu i upadek mitu o szybkim praniu
- Ile realnie zostaje w portfelu po zmianie nawyków?
Setki godzin pracy pralki może odbić się na domowych rachunkach
Koszty eksploatacji sprzętu AGD stały się kluczowym tematem dyskusji przy niedzielnym stole, zwłaszcza gdy ceny energii elektrycznej w Europie Środkowej podlegają tak dużym wahaniom. Pralka, obok lodówki i zmywarki, stanowi trzon domowego zaplecza, a jej wpływ na zużycie wody i prądu jest bezpośrednio powiązany z częstotliwością wykonywania obowiązków domowych. Wiele osób, kierując się przyzwyczajeniem, wybiera programy szybkie lub te o wysokiej temperaturze, wierząc, że tylko w ten sposób zapewnią odzieży odpowiednią czystość.
To podejście generuje jednak ogromne straty energii, ponieważ to właśnie proces podgrzewania wody pochłania najwięcej prądu w całym cyklu. Inwestycja w nowoczesny sprzęt o wysokiej klasie energetycznej to tylko połowa sukcesu, ponieważ nawet najbardziej zaawansowane urządzenie nie przyniesie spodziewanych korzyści, jeśli będzie użytkowane w sposób nieprzemyślany.
Fot. Marek BAZAK/East NewsWarto zauważyć, że przeciętne gospodarstwo domowe wykonuje od trzech do pięciu cykli prania tygodniowo, co w skali roku przekłada się na setki roboczogodzin pracy grzałki i silnika. Zmiana nawyków konsumenckich staje się więc koniecznością, a nie tylko wyborem osób dbających o środowisko. Często zapominamy, że nowoczesne detergenty są na tyle skuteczne, iż radzą sobie z zabrudzeniami w znacznie niższych temperaturach niż te, do których przyzwyczaiły nas starsze pokolenia.
Dlaczego zatem wciąż boimy się eksperymentować z ustawieniami, które obiecuje nam instrukcja obsługi? Odpowiedź zazwyczaj tkwi w braku wiedzy o tym, jak działają poszczególne tryby i jakie realne kwoty kryją się pod ich nazwami.
Tajemnica jednego trybu i upadek mitu o szybkim praniu
Wielu użytkowników pralek patrzy na przycisk z napisem „Eco” z dużą dozą nieufności, głównie z powodu czasu trwania takiego cyklu, który potrafi trwać nawet trzy lub cztery godziny. Wydaje nam się logiczne, że skoro urządzenie pracuje dłużej, musi zużywać więcej prądu – nic bardziej mylnego. To jeden z najpowszechniejszych mitów, który sprawia, że ta niezwykle pożyteczna funkcja obrasta kurzem.
Nazwa tego programu wcale nie wywodzi się wyłącznie od ekologii, lecz przede wszystkim od ekonomii. Jest to tryb zaprojektowany w taki sposób, aby zużywać minimalną możliwą ilość energii elektrycznej oraz wody, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej skuteczności prania średnio zabrudzonej odzieży. Mechanizm działania jest tu diametralnie inny niż w przypadku programów standardowych, gdzie priorytetem jest czas lub wysoka temperatura.
Fot. stevepb/PixabayW programie ekonomicznym woda podgrzewana jest do niższej temperatury, ale proces ten jest rozłożony w czasie, co pozwala na uniknięcie gwałtownych skoków poboru mocy przez grzałkę. Dłuższy czas trwania cyklu umożliwia detergentom głębszą penetrację tkanin, co rekompensuje brak gorącej wody. To właśnie ta faza „namaczania” i powolnego obracania bębna sprawia, że pranie jest równie czyste, co w cyklu bawełna 60 stopni, mimo że pralka zużyła o połowę mniej zasobów.
Zależnie od marki i konkretnego modelu, funkcja ta pozwala ograniczyć zużycie mediów w stopniu, który przy regularnym stosowaniu staje się zauważalny już przy kolejnym odczycie licznika. Rezygnacja z trybów szybkich na rzecz ekonomicznych to najprostszy sposób na optymalizację domowych wydatków, wymagający jedynie odrobiny cierpliwości i lepszego planowania czasu.
Zobacz też: Od tej kwoty zaczyna się już drugi próg podatkowy. Wielu Polaków wciąż nie ma pojęcia
Ile realnie zostaje w portfelu po zmianie nawyków?
Decyzja o regularnym korzystaniu z funkcji ekonomicznej to nie tylko manifest dbania o planetę, ale przede wszystkim twarda kalkulacja finansowa, która może przynieść zaskakujące rezultaty. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że tryb ten potrafi obciąć koszty pojedynczego prania o blisko 50 proc., to w skali roku oszczędności mogą sięgać kwot rzędu kilkuset złotych. Dla czteroosobowej rodziny, w której pralka pracuje niemal codziennie, jest to zysk, którego nie da się zignorować.
Należy jednak pamiętać, że funkcja ta najlepiej sprawdza się przy pełnym załadowaniu bębna, ponieważ pranie dwóch koszulek w trybie ekonomicznym nadal będzie mniej opłacalne niż jeden duży wkład. Użytkownicy często zapominają o tym prostym przycisku, wybierając intuicyjne, ale droższe rozwiązania, co w dobie rosnących kosztów życia jest błędem, którego można łatwo uniknąć.
Wprowadzenie tej jednej zmiany w domowej rutynie nie wymaga żadnych nakładów finansowych ani specjalistycznej wiedzy. Wymaga jedynie zrozumienia, że czas trwania programu nie jest wrogiem naszego portfela, lecz jego sprzymierzeńcem. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że pranie w niższych temperaturach i w łagodniejszym trybie sprzyja trwałości tkanin, co jest dodatkową, niefinansową oszczędnością – nasze ubrania po prostu wolniej się niszczą.
W świecie, w którym producenci prześcigają się w oferowaniu coraz to nowych „inteligentnych” funkcji, to właśnie ta najprostsza, dostępna od lat funkcja ekonomiczna, pozostaje najskuteczniejszą bronią w walce z wysokimi rachunkami.





English (US) ·
Polish (PL) ·