PiS ma kandydata premiera, a KO? Prof. Dudek: Tusk jest teraz w apogeum swojej potęgi

1 dzień temu 6
ZIZOO.PL
Od tygodni PiS skutecznie podgrzewał atmosferę wokół swojego kandydata na premiera. Były spekulacje, emocje i zwroty akcji jak w serialu telewizyjnym, ale od soboty wszystko jest już jasne. Czy w KO planują podobny ruch? Byliby w stanie wskazać np. Radosława Sikorskiego? Reakcje polityków KO są jednoznaczne. Również prof. Antoni Dudek komentuje: – Strona, która ma w tej chwili sondażową przewagę, absolutnie nie powinna iść w tym kierunku. – Kandydat na premiera? U nas nie ma o tym żadnych rozmów. Oczywiste jest, że jeśli wygramy wybory, karty będzie rozdawał Donald Tusk. On raczej nie wybiera się na emeryturę – reaguje jeden z polityków Koalicji Obywatelskiej na pytanie, czy partia myśli nad wystawieniem innego kandydata na szefa rządu niż obecny premier.  W KO mówią, że to, co zrobił PiS to teatr i gra polityczna. Przedstawienie wyłącznie na użytek wewnętrzny, z którego nie ma co brać przykładu. Twierdzą też, że pisowski casting ich nie emocjonuje. – Przyglądamy się temu, ale bez emocji. U nas jest przekonanie, że to nie PiS będzie rekomendował premiera. Patrzymy na to bardziej, jak na próbę zażegnania wewnętrznego konfliktu w PiS niż wyjście z propozycją na kolejną kadencję – mówili nam politycy KO jeszcze przed weekendem. Powtarzali: – Nie interesuje nas to. To wewnętrzna sprawa PiS. – Nie słyszę, żeby ten casting w PiS był wielkim przedmiotem naszego zainteresowania. – PiS doskonale wie, że to rozgrywki wewnętrzne. Żeby wkurzyć jednych, podbudować drugich, a potem zrobić odwrotnie. Wiemy, jak zachowuje się Kaczyński. Nie sądzę, że ci, których dziś wskaże, będą kandydatami. Zbyt dużo zwrotów akcji widziałam w wykonaniu PiS, żeby widzieć, że to jest coś poważnego.  Ale czy w KO w ogóle biorą pod uwagę podobne zagranie? PiS wybrał kandydata na premiera. Polityk KO: My na pewno nie będziemy nic kombinować Wybór kandydata PiS na premiera obudził w Polakach takie emocje, jak przed wyborami prezydenckimi. Niemal takie, jakby za chwilę PiS miało wrócić do władzy i ogłosić, kto zostanie szefem rządu. W mediach od tygodni krążyły listy nazwisk. Były sondaże i analizy fachowców. Temat nie schodził z czołówek portali. Było też wielkie oczekiwanie na decyzję prezesa PiS. Wreszcie 7 marca ogłoszenie z pompą w Krakowie nominacji dla Przemysława Czarnka. A po niej lawina reakcji i komentarzy. Wybór Czarnka stał się politycznym tematem weekendu. Wyobraźmy więc sobie, co by było, gdyby coś podobnego zrobiła KO. Gdyby nagle Donald Tusk ogłosił, że będzie wybierał kandydata na premiera. Albo, że nie on nim będzie, tylko na przykład Radosław Sikorski. – W naszym przypadku sprawa jest prosta. Po pierwsze, my nie dzielimy skóry na niedźwiedziu. Najpierw trzeba wygrać wybory, a potem mieć premiera. Po drugie, jeśli KO wygra wybory, to naturalnym premierem będzie Donald Tusk. W naszym przypadku nie ma co do tego żadnej wątpliwości. Na pewno nie będziemy nic kombinować – odpowiada na to jeden z posłów. Donald Tusk. Nawet w nieoficjalnych rozmowach w KO nie widzą innej opcji niż ta, że to on nadal będzie szefem rządu. Casting, jak twierdzą, nie jest im do niczego potrzebny. – Premierem i przewodniczącym partii jest Donald Tusk. On poprowadzi naszą partię do wyborów w 2027 roku. Koniec, kropka. Co tu dywagować? Absolutnie nie będzie z nikim rywalizował, bo premierem już jest. Jeśli wygramy wybory, to nadal nim pozostanie – ucina jeden z parlamentarzystów KO. Kolejny dodaje: – PiS zajmuje się teraz sobą. To naprawdę nie jest czas, żeby KO – przy tym wszystkim, co się dzieje na świecie – zajmowała się tym, kto za półtora roku będzie premierem. Ale gdy ten czas nadejdzie, to na pewno powinna być twarda rozmowa bez emocji, kto jest najlepszy. Co więcej, politolog prof. Antoni Dudek, który kilka miesięcy temu sam krytykował Tuska i uważał, że potrzebny jest nowy premier, teraz w rozmowie z naTemat, również uważa, że po stronie KO taki ruch byłby bez sensu. Prof. Antoni Dudek: Absolutnie nie ten kierunek – Koalicja Obywatelska ma rekordowo wysokie notowania. To PiS ma problemy i moim zdaniem praźródłem pomysłu z premierem na półtora roku przed wyborami jest próba powstrzymania tego kryzysu przez prezesa Kaczyńskiego. Chodzi o zahamowanie sporów, które zaczęły się tam nasilać – komentuje w rozmowie z naTemat prof. Dudek. – Z tego punktu widzenia strona, która ma w tej chwili sondażową przewagę, absolutnie nie powinna iść w tym kierunku – podkreśla. Zaznacza jednak: Inna rzecz – jak dodaje – to fakt, że byłaby to jednoosobowa decyzja Donalda Tuska. – Do tego stopnia skupił on władzę w swoim ręku, że każdy, kto zacznie taką dyskusję, zostanie przez premiera wyeliminowany z obozu rządzącego. Ja oczywiście mogę spekulować na ten temat, ale niech pani spróbuje zapytać o to jakiegoś polityka koalicji rządowej – sugeruje. Faktycznie pytania o ewentualnego kandydata na premiera KO innego niż Donald Tusk wydają się dziś bezcelowe. Politycy reagują: – Sikorski na premiera? To taki rezerwowy kandydat, który pojawia się, gdy media chcą wprowadzić jakieś emocje. Absolutnie w KO o tym się nie mówi. – Premier Tusk był, jest i będzie. A Sikorski będzie wicepremierem. Poza tym za cztery lata będą wybory prezydenckie. I też trzeba będzie kogoś wystawić. Prof. Dudek: Tusk przetrzymał ten trudny dla siebie okres Prof. Antoni Dudek sam kilka miesięcy temu mówił w rozmowie z Temat, że jeśli obecna koalicja rządowa ma przetrwać dwa lata ciężkiej wojny z prezydentem Nawrockim i PiS to jego zdaniem powinien być nowy premier. – I z tych, którzy w tej chwili są na horyzoncie, Sikorski wydaje się najpoważniejszą kandydaturą – powiedział. Wtedy nawet w Niemczech typowali szefa MSZ na premiera. "Radosław Sikorski jest jedynym politykiem koalicji rządowej, który mógłby zastąpić premiera Donalda Tuska" – pisał publicysta "Tagesspiegla". "Chodzą słuchy, że Sikorski ma zastąpić Tuska na fotelu premiera", "Sikorski premierem?" – spekulował polski internet. "Tusk ma plany wobec Sikorskiego i przygotowuje plan B.", "W kuluarach mówi się nawet o scenariuszu, w którym to on miałby przejąć ster rządu" – przekazywały media. Jak mówi prof. Dudek, wtedy – po wyborach prezydenckich – tylko trzy osoby niezwiązane z PiS podważały pozycję Donalda Tuska. – To był poseł Marek Sawicki, wicemarszałek Senatu Michał Kamiński i ja. Na tym nasze wysiłki się skończyły. Nikt więcej nie ośmielił się już podnosić tematu, żeby zmienić premiera. Premier przetrzymał ten trudny dla siebie okres. I niezależnie od tego, co sądzę o Donaldzie Tusku, o jego przywództwie i sposobie działania, nie zmienia to faktu, że on w tej chwili, licząc od 2023 roku, jest w apogeum swojej potęgi – komentuje. Dlatego uważa, że dopóki notowania KO będą kształtowały się tak, jak się kształtują i nie będą gorsze, to dyskusja o zmianie premiera byłaby szkodliwa. "Nie sądzę, żeby Tusk postawił na Radka Sikorskiego" Ale może właśnie to, że Sikorski byłby kandydatem na premiera, dla niektórych Polaków byłoby zachętą w wyborach 2027? – Być może, ale nie sądzę, że to byłoby zachęcające dla Donalda Tuska. Jeżeli Tusk uzna, że nie chce już rządzić Polską po roku 2027, to operacja ogłoszenia kandydata na premiera tuż przed wyborami, oczywiście wchodzi w grę. Tylko ja nie sądzę, żeby mimo wszystko on postawił na Radosława Sikorskiego. Ale czas pokaże – uważa prof. Dudek. – Ja go rozumiem – dodaje o Tusku. – Trzeba rozumieć, że sprawy w Polsce zabrnęły tak daleko, że jeżeli w następnym Sejmie uformuje się prawicowa koalicja, to na pierwszym posiedzeniu Sejmu obok powołania rządu zacznie się masowe uchylanie immunitetów. I pierwszym, komu immunitet poselski będzie uchylony, będzie Donald Tusk. To będzie wstęp do próby jego aresztowania. Politycy w PiS tego nie ukrywają i w tej sprawie akurat im wierzę. PiS żyje kandydatem na premiera, KO wyborami w regionach To, że PiS od tygodni zajmował opinię publiczną wyborem swojego kandydata, nie znaczy, że w KO nic się w tym czasie nie działo. Tu, na dole trwały inne boje – przed wyborami do lokalnych struktur, które odbyły się 8 marca. I to autentyczne boje, o których lokalne media donosiły na przykład tak: "Trwa jedna z najostrzejszych wewnętrznych rozgrywek w historii podkarpackiej Koalicji Obywatelskiej". "Na Podkarpaciu trwa polityczna rozgrywka, która może zdefiniować przyszłość Koalicji Obywatelskiej w jednym z najtrudniejszych dla niej regionów w Polsce". Albo: "Ten, kto je wygra, razem ze swoją frakcją będzie miał decydujący wpływ na kształt list KO podczas wyborów do Sejmu 2027". Można więc powiedzieć tak: PiS żył castingiem na premiera, a w tym czasie KO tym, kto będzie rządził w regionach. Oba działania związane z wyborami 2027. Pierwsze rozgrywające się na medialnym świeczniku, drugie nie, ale przedwyborczo strategicznie ważne. – Poprzez ludzi, którzy zarządzają w regionie, można osiągnąć dużo lepsze wyniki wyborcze. Wszystko zależy, kto zarządza, jakie ma zdolności, umiejętności, jak bardzo jest rozpoznawalny, jak będzie umiał przyciągnąć poszczególne środowiska – tłumaczy jeden z parlamentarzystów. Politycy KO opowiadają nam o tym, jak w pewnych regionach, niektórzy z ich partii się zasiedzieli. Że potrzebne jest nowe otwarcie i nowa energia, żeby każdemu chciało się chcieć walczyć o wyborców, jeździć po regionie i spotykać z ludźmi. – I zrobić dużo więcej niż w ubiegłym roku – mówi Elżbieta Polak, posłanka PO i była marszałek województwa lubuskiego. Największe pojedynki odbyły się na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie, na Dolnym Śląsku i właśnie w woj. lubuskim. Elżbieta Polak uważa, że to trochę jak prawybory przed wyborami 2027. – Jak nie ma wyborów, to trochę struktury śpią. A teraz jest wielka aktywność i wielkie pobudzenie. Politycy jeżdżą od powiatu do powiatu, od gminy do gminy. Są to duże spotkania – mówi. O tym, jakie to ma znaczenie, mówi tak: – Nam nie wolno mieć pretensji do ludzi, że głosowali w wyborach tak, że wygrał Karol Nawrocki. My powinniśmy mieć pretensje do siebie, że powinniśmy być bardziej skuteczni. Powinniśmy bardziej wstrząsnąć naszymi działaczami i strukturami. Wcześniej wszystko wisiało na Tusku. To on poprowadził nas do zwycięstwa w 2023 roku. Teraz trzeba zapalić doły. Ona również nie wyobraża sobie żadnego castingu na kandydata na premiera.  – Naturalne jest, że szef partii, która wygrywa wybory, bierze na siebie odpowiedzialność. Nie wyobrażam sobie żadnego castingu na premiera. Jeżeli lider partii jest widoczny i charyzmatyczny, to nie ma żadnych wątpliwości, kto powinien być szefem rządu. Nie powinno dochodzić do sytuacji, że lider partii z tylnego siedzenia wywiera na niego presję polityczną. Tak, jak robił Kaczyński, który miał więcej do powiedzenia niż Beata Szydło czy Mateusz Morawiecki – komentuje posłanka KO.  Prof. Dudek: Tusk jest beneficjentem zwycięstwa Nawrockiego Prof. Dudek podkreśla, że KO potrzebuje w tej chwili utrzymania poparcia, które ma i takiego ułożenia wyniku pozostałych uczestników polskiej sceny politycznej w przyszłorocznych wyborach, żeby mogła mieć samodzielną większość.  – Jeżeli utrzyma się obecny trend, że PiS słabnie, a dwie partie na prawo od PiS mają nieco powyżej 10 proc., a KO na przykład połączy się z Nową Lewicą i będzie miała ok. 40 proc. poparcia, z kolei całe centrum spadnie poniżej progu, to w tym momencie może się powtórzyć rok 2015. Tylko w inną stronę – analizuje. PiS dostało wtedy 37,5 proc. głosów i miało samodzielną większość: – Stało się tak dlatego, że przepadły partie Palikota, Millera i Korwina. I łącznie, dzięki systemowi D'Hondta, który szczęśliwie dla Tuska dzisiaj dalej obowiązuje, dało to wzmocnienie. Jego zdaniem dzisiaj lepiej więc dla KO, żeby nic nie zmieniać: – Na tym polega paradoks, że dziś Tusk jest beneficjentem zwycięstwa Nawrockiego. KO nie potrzebuje nic zrobić poza utrzymaniem obecnego trendu, więc nie będzie niczego zmieniała, skoro trend jest dla nich korzystny. Natomiast oczywiście ten trend się może odwrócić. Jeśli tak się stanie, wtedy Tusk będzie próbował temu jakoś zaradzić.
Przeczytaj źródło