Tak napisał Jan. Co widzę, patrząc na betlejemski żłóbek?
A Słowo ciałem się stało i mieszkało między nami... Tyle razy wyśpiewywane w kolędzie. Mające przypomnieć głowie i sercu, że Bóg dla nas stał się człowiekiem. Nie, nie przede wszystkim przypomnieć, bo przecież pamiętamy. Raczej pomóc tej prawdzie w głowie i w sercu rozbłysnąć. Olśnić tym, jak Bóg nas, ludzi, traktuje, kim dla Niego jesteśmy. On, Stwórca wszystkiego, my, ledwie pyłki w przeogromnym świecie widzialnym, o naszym miejscu w tym świecie, którego zmysłami dostrzec nie możemy, już nawet nie mówiąc... Rozbłysnąć prawdą, że Syn Boży dla nas, dla naszego zbawienia, stał się jednym z nas. Bogu za mało było, że mamy nie tylko ciało, ale i nieśmiertelną duszę. Za mało Mu, że jesteśmy Jego stworzeniem. On chce, byśmy byli Jego dziećmi...
Gdyby jeszcze wszystko otulał biały puch, który w dzień skrzyłby się w słońcu, a nocą, mnożąc światła gwiazd, nie pozwalał ogarnąć świata nieprzeniknioną ciemnością... Gdyby nie przytłaczające serce troski... O najbliższych, o nasz kraj, o świat... Bóg się rodzi? Jest trochę jak w proroctwie Izajasza (8,21-9,6): podnoszę oczy ku górze, patrzę na ziemię, a oto tylko utrapienie i przygniatająca noc. Czy ten mrok też zostanie rozpędzony? Kroczący w ciemności ujrzy światło wielkie? Tak, kiedyś. Ale dziś...
Dziś w tych szarościach sięgam po promyk światła. Sięgam po Biblię, otwieram na prologu Ewangelii Jana. I jeszcze raz czytam...
Na początku
Na początku było Słowo... Nie, nie! Przekład, choć jak najbardziej poprawny, nie każe stanąć w zadziwieniu! Jan napisał: εν αρχη ην ο λογος... en arche en ho logos... Pomijając przyimek, czasownik i rodzajnik – dwa słowa jak bramy do kryjących wielkie skarby pałaców. No bo o jaki początek, jakie arche tu chodzi? Przecież nie o początek jakiejś opowieści, jakiegoś wydarzenia, sceny, początek życia, początek czegokolwiek, ale o ten początek początków, kiedy stworzył Bóg niebo i ziemię; kiedy „ziemia była bezładem i pustkowiem, ciemność była ponad bezmiarem wód, a Duch Boży unosił się nad wodami”. Ten początek, w którym Bóg powiedział: „Niech się stanie światłość” (Rdz 1,1-3). Już wtedy było Słowo, już wtedy istniało; było, gdy wszystko inne dopiero zaczynało istnieć...
A Logos, Słowo? Tak nazywa Jan Jezusa, Syna Bożego. To wyraz – studnia. To przyczyna istnienia rzeczywistości, mądrość, która ją porządkuje, słowo, które oświeca, ożywia, objawia... Na początku było Słowo? Tak. Syn Boży istnieje od zawsze, jak Ojciec. Na początku prócz Boga niczego więcej nie było... I jednocześnie powiedzieć można: na początku była mądrość, porządek, ład, znajomość Boga; było życie, było światło w sensie rozumienia tego, kim jest Bóg, kim człowiek, czym świat... Było. Do czasu grzechu, który wszystko zaciemnił....
Czytam więc dalej:
Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga,
i Bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga.
Wszystko przez Nie się stało,
a bez Niego nic się nie stało,
co się stało.
On, Logos, był u Boga i był Bogiem... Syn. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu. Był od początku, odwiecznie u Boga Ojca. I przez Niego zaistniało istnienie; wszystko, co jest, istnieje dzięki Niemu: świat widzialny, materialny i świat dla nas niewidzialny, świat duchów – i tych dobrych, aniołów, i tych, które zbuntowały się przeciw Bogu i stały się demonami... Nie ma niczego, co nie byłoby przez Ojca i Syna (i Ducha) stworzone. Tego, co niestworzone przez Boga, nie ma...
...i potem, w ludzkiej historii
Czytam więc dalej... I odkrywam, że Logos był nie tylko na początku. Ciągle w historii świata i ludzkości był. I ciągle jest...
W Nim było życie,
a życie było światłością ludzi,
a światłość w ciemności świeci
i ciemność jej nie ogarnęła.
Życie, które było światłem to zbyt wiele na mój ciasny umysł. Ale intuicją wyczuwam. Jan chciał chyba przez to powiedzieć, że ta nadzieja, którą człowiek żył w Edenie przed grzechem, nigdy nie wygasła; że pleniące się w świecie zło, zdające się wywracać do góry nogami porządek świata, nie zgasiło całkiem światła nadziei, że jest Bóg, że jest Logos, rozumny porządek spraw... W Nim, w Słowie, Synu Bożym, w „Bogu ,który był u Boga”, ciągle było prawdziwe życie; życie wieczne. Uczciwy człowiek, choć nie znał Syna, bo ten jeszcze się nie objawił, mógł jednak w sercu odnajdywać prawdę, że jest w świecie, dzięki Bogu, jakiś Logos, jest jakaś prawda, sprawiedliwość, jakiś porządek. I ciągle mógł żyć światłem nadziei, że zło i śmierć nie mogą mieć ostatniego słowa; że jest Bóg, który przyjdzie i wszystko naprawi. Ta nadzieja, ta światłość świeciła w ciemności, a mroki zła, grzechu i śmierci jej nie ogarnęły...
Nie był dającym życie światłem żaden z dawnych proroków. Nie był nim Jan Chrzciciel. Ewangelista napisał:
Pojawił się człowiek posłany przez Boga -
Jan mu było na imię.
Przyszedł on na świadectwo,
aby zaświadczyć o światłości,
by wszyscy uwierzyli przez niego.
Nie był on światłością,
lecz aby zaświadczyć o światłości.
Stwórca odrzucony
Chrzciciel miał wskazać prawdziwą światłość: I kiedyś, nad Jordanem, wskazał: Bożego Baranka; Jezusa, Chrystusa, Syna Bożego, Zbawiciela... A Ewangelista kontynuuje...
Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy na świat przychodzi.
Na świecie było Słowo
a świat stał się przez Nie,
lecz świat Go nie poznał.
Przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli.
Po Janie przyszedł On, Syn Boży, Logos, Słowo, Życie, prawdziwe Światło... Nie niespodziewanie. Wielki prorok Jan Go zapowiedział. Ale, o dziwo, nie został rozpoznany... Dlaczego? Chyba dlatego, że nie pasował. Do wyobrażeń, do oczekiwań. Zbyt wiele trzeba by zmienić. Wygodniej było zamknąć oczy i powiedzieć: to nie On...
Tak, zamknąć oczy. Bo gdyby mieć oczy otwarte nie dałoby się nie zauważyć. Wszak On, pisze Jan, jest światłością oświecającą każdego przychodzącego na świat człowieka. Gdzie, jak? To światło Logosu, Boga, który był u Boga, każdy nosi w swoim sercu; w sumieniu. To ono pozwala widzieć i tęsknić za tym wszystkim, co człowiek utracił w Edenie, to ono rozpoznaje miłość, dobro, uczciwość, sprawiedliwość... A ponieważ na tym świecie często ich brak, każe tęsknić i prosić Stwórcę: przyjdź, przywróć nam tamten świat, który straciliśmy... Każdy ma sumienie, każdego ta światłość oświeca; każdy, kto sumienia słucha, kto idzie za jego wskazaniami, może poznać, co dobre, prawe, sprawiedliwie. I może, patrząc na Chrystusa, rozpoznać: On jest dobry, w Nim jest Bóg. To Boży Logos...
Zapowiedziany przez Jana, możliwy do rozpoznania, gdyby nie zamykać oczu na światło, które w każdym człowieku jest... A jednak przez wielu rozpoznany nie został. Bo zamknęli oczy. Bo zasłonili je przepaskami, żeby nie widzieć. Dlatego nie rozpoznali swojego Stwórcy. Wół i osioł poznają swoich właścicieli: wiedzą, kto do nich przychodzi. Człowiek zamyka oczy i krzyczy, że nie widzi Stwórcy. Wyłącza rozum i woła, że nie ma nad nim żadnego Pana; choć boleśnie doświadcza swojej samoniewystarczalności, woła, że on sam sobie panem...
Przemieniająca moc przyjęcia Chrystusa
A Jan pisze dalej:
Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,
dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,
tym, którzy wierzą w imię Jego -
którzy ani z krwi,
ani z żądzy ciała,
ani z woli męża,
ale z Boga się narodzili.
Wszystkim tym, którzy Je przyjęli... Wystarczyło otworzyć drzwi i powiedzieć: wejdź, Boże, Boży Synu. I już człowiek ze stworzenia, wyjątkowego, ale jednak tylko stworzenia, może stać się kimś znacznie więcej: dzieckiem Boga. Przez Syna otrzymaliśmy możliwość, by stać się synami i córkami samego Boga. Jeśli wierzę, jeśli wyznaję: Jezus jest Panem, Jezus jest moim Bogiem, pochodzenie według ciała nie ma już znaczenia; nie liczy się pokrewieństwo, nie liczy wola ojca czy matki – jestem już kimś innym, jestem dzieckiem samego Boga. Przedziwna to moc, którą daje człowiekowi Boży Syn: przemienić się ze stworzenia w syna. Wystarczy otworzyć drzwi, wystarczy powiedzieć „tak”, wystarczy przyjąć... A wszystko przez to, że...
Ewangelista tak to ujął:
A Słowo stało się ciałem
i zamieszkało wśród nas.
I oglądaliśmy Jego chwałę,
chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca,
pełen łaski i prawdy.
Bóg przyjął ludzkie ciało. Więcej: przyjął całą ludzką naturę: i ciało, i duszę. Już na zawsze, na całą wieczność. Bóg stał się jednym z nas. I zamieszkał wśród nas. Postawił swój namiot wśród naszych namiotów. Był z nami i mimo iż wstąpił do nieba, jest z nami i dziś. W swoim słowie, w sakramentach, zwłaszcza w Eucharystii. I będzie z nami. Do skończenia świata i na zawsze. On, odwieczny Boży Syn, nie przestając być naszym Bogiem, jest Bogiem z nami....
Powód chwały
Kontemplując prawdę o Bożym narodzeniu spoglądam na stajenkę. On, maleńki i bezbronny, Józef, Maryja, pasterze, może zwierzęta... Gdzie ta chwała, o której pisze Jan? Gdzie jakieś pałace, reflektory, dziennikarze, tłum gapiów... Nie ma. Spoglądam dalej, na Jego trzydzieści lat ukrytego życia w Nazarecie. Na lata Jego publicznej działalności. Nie ma. Jest przemienienie się wobec trzech świadków na wysokiej górze, są cuda, ale przede wszystkim jest codzienność; jest niezrozumienie, jest odrzucenie. Jest w końcu straszna męka i krzyż.
„Oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca”. To była jego chwała. Żyjąc zwyczajnie pozostać wiernym Ojcu aż do śmierci. I choć potem zmartwychwstał, to nie objawiał się w otoczeniu wojska aniołów czy wiwatujących tłumów. Ukazał się skromnemu gronu swoich uczniów. Raz nawet, nad Jeziorem Galilejskim, najzwyczajniej w świecie przygotowując im, strudzonym pracą, śniadanie. „Oglądaliśmy jego chwałę”. Tak, to wielkość, to pełna łaski prawdziwa chwała: kochać...
Nie ogarniam. Za mała moja głowa, pewnie zbyt ciasne też serce. Ale czytam raz jeszcze, pozwalając, by słowo budziło to, co mrok zdążył uśpić:
Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga,
i Bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga.
Wszystko przez Nie się stało,
a bez Niego nic się nie stało,
co się stało.
W Nim było życie,
a życie było światłością ludzi,
a światłość w ciemności świeci
i ciemność jej nie ogarnęła.
Pojawił się człowiek posłany przez Boga -
Jan mu było na imię.
Przyszedł on na świadectwo,
aby zaświadczyć o światłości,
by wszyscy uwierzyli przez niego.
Nie był on światłością,
lecz aby zaświadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy na świat przychodzi.
Na świecie było Słowo,
a świat stał się przez Nie,
lecz świat Go nie poznał.
Przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli.
Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,
dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,
tym, którzy wierzą w imię Jego -
którzy ani z krwi,
ani z żądzy ciała,
ani z woli męża,
ale z Boga się narodzili.
A Słowo stało się ciałem
i zamieszkało wśród nas.
I oglądaliśmy Jego chwałę,
chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca,
pełen łaski i prawdy.

2 tygodni temu
15







English (US) ·
Polish (PL) ·