Data utworzenia: 8 grudnia 2025, 10:13.
Początkowo sądzono, że to nieszczęśliwy wypadek. Na przejeździe kolejowym w Mezowie pod Kartuzami pociąg zmiażdżył stojący na torach samochód. W środku znaleziono ciało 31-latki. Śledczy wkrótce jednak odkryli, że Jolanta K. padła ofiarą zabójstwa. O dokonanie tej zbrodni oskarżony został jej mąż, Tomasz K. W gdańskim sądzie właśnie zapadł wyrok w tej wstrząsającej sprawie.
Do wstrząsającego zdarzenia doszło wieczorem 10 stycznia 2024 r. na niestrzeżonym przejeździe kolejowym w Mezowie w powiecie kartuskim (woj. pomorskie). Pociąg uderzył w stojący na torach samochód, dosłownie go miażdżąc. We wraku znaleziono ciało 31-letniej kobiety. Początkowo sądzono, że doszło do tragicznego wypadku, ale wkrótce śledczy nabrali co do tego wątpliwości. Ślady krwi w bagażniku i wyniki sekcji zwłok nie pozostawiły wątpliwości — Jolanta K. padła ofiarą zabójstwa. Podejrzenia śledczych padły na męża kobiety, Tomasza K. (35 l.), z którym była w trakcie rozwodu.
Zobacz też: Przeżyła zderzenie, zginęła chwilę później. Wstrząsające ustalenia w sprawie karambolu na A4
Miał zabić żonę, a potem porzucić auto z jej ciałem na torach pod Kartuzami
Według ustaleń śledczych do zabójstwa doszło w salonie kosmetyczno-fryzjerskim w Kiełpinie, gdzie pracowała Jolanta K., po tym jak pomiędzy nią a Tomaszem K. doszło do kłótni. — Kiedy pokrzywdzona próbowała połączyć się z numerem alarmowym 112, Tomasz K. uderzył ją z dużą siłą jedenaście razy w głowę twardym, tępokrawędzistym narzędziem — przekazał prok. Mariusz Duszyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
Potem Tomasz K. miał schować ciało żony do bagażnika samochodu, który następnie porzucił na torach w Mezowie, próbując upozorować wypadek.
Prokuratura Okręgowa w Gdańsku oskarżyła Tomasza K. o zabójstwo, sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym oraz uszkodzenie mienia. Początkowo mężczyzna twierdził, że nie pamięta nic z dnia zdarzenia, jednak w obliczu zgromadzonych dowodów przyznał się do zabójstwa żony.
— Jak ustalono, motywem zbrodni zabójstwa był rozpad małżeństwa, z czym Tomasz K. nie mógł się pogodzić — wyjaśnił prok. Duszyński.
Sąd w Gdańsku wydał werdykt: 26 lat więzienia
Sąd Okręgowy w Gdańsku w poniedziałek, 8 grudnia skazał 35-letniego Tomasza K. na 26 lat więzienia. Mężczyzna będzie musiał też zapłacić odszkodowania najbliższym zamordowanej Jolanty K. Oskarżonego w chwili ogłaszania werdyktu nie było na sali. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, nie chciał być doprowadzony z aresztu i brać udziału w rozprawie.
Wyrok jest nieprawomocny. Nie wiadomo obecnie, czy strony będą się od niego odwoływać. Prokuratura podczas procesu wnosiła o karę dożywotniego pozbawienia wolności dla Tomasza K. z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 40 latach. Jak podkreślała, sprawstwo oskarżonego nie budzi wątpliwości i jest też oparte na materiale dowodowym, m.in. filmie z monitoringu i na materiałach DNA.
Tomasz K. w końcowym słowie stwierdził, że wszystkich przeprasza i nie ma godziny, żeby nie żałował zbrodni. Ciocia zmarłej Jolanty w rozmowie z dziennikarką "Faktu" oceniła, że "nie widać było w jego zachowaniu autentycznej skruchy czy żalu". — Raczej tak, jakby odegrał swoją rolę — mówiła.
(Źródło: Fakt.pl, PAP)

1 miesiąc temu
18







English (US) ·
Polish (PL) ·