2025 rok sponsorowała litera P – jak…
Roczne podsumowania w Rynku Zdrowia przybierają ostatnimi czasy formę alfabetu. Przygotowując je, zastanawiamy się nad słowami, które najlepiej opisują mijający rok. Zawsze jakaś litera dominuje – to za nią idzie najwięcej skojarzeń. W zeszłym roku to było K (np. kolejki, kobiety, KPO). Tym razem P.
Śmiało można stwierdzić, że mijający rok w ochronie zdrowia sponsorowała litera P - jak:
- pieniądze (brakuje ich jak zwykle, choć tym razem więcej niż zwykle. Plus? Przynajmniej wiadomo, ile)
- polityka (ten rok był testem sprawdzającym czy ministra zdrowia - lepsza polityczna czy apolityczna?)
- prezydent (okazuje się, że głowa państwa ma tak duży wpływ na ochronę zdrowia: ten poprzedni zawetował obniżenie składki, ten obecny zgodził się na reformę szpitali)
- prezydencja (okazała się sukcesem – większym niż się spodziewano, chyba nieco niedocenionym)
- pakiet farmaceutyczny (kolejne pozytywne zaskoczenie - że prace nad nim udało się aż tak posunąć do przodu)
- płace (okazują się być za wysokie, a na pewno zbyt kosztowne)
- podwyżki (mają być przysunięte, z powodów jak wyżej)
- pielęgniarki (znowu nie doczekały się uchwalenia swojej nowelizacji ustawy podwyżkowej)
- profilaktyka (tu pojawiają się nowe programy i badania, ale gros pacjentów wciąż nie wie, na czym polegają i z nich nie korzysta)
- porodówki (ich zamykanie niezmiennie budzi sprzeciw, choć dzieci rodzi się z roku na rok mniej)
- posiłki (te w szpitalach to nadal loteria, a pilotaż gwarantujący ich jakość właśnie się skończył)
- pilotaż (ten najdłuższy, w psychiatrii – również P – został znowu przedłużony, na kolejny rok)
- psycholog (zawód w końcu doczekał się regulacji, ustawa jest na ostatniej prostej)
- psychoterapia (tu z regulacją jest problem – jak we włoskiej rodzinie: spór trwa, choć nikt nie pamięta o co)
Można by tak wymieniać jeszcze długo… Ale jednego nie można pominąć. P to przede wszystkim pacjenci. To oni są w tym systemie najważniejsi. A przynajmniej powinni.
Branżowy język wchodzi do mainstreamu
Jeśli chodzi o słowa kojarzące się z ochroną zdrowia, w języku zaszła ważna zmiana. W tym roku cała Polska rozprawiała m.in. o nadwykonaniach, ryczałtach i taryfikacji. Sformułowania jeszcze do niedawna zrozumiałe jedynie dla branży, weszły do debaty publicznej i wygląda na to, że zadomowią się tam na dobre.
W ostatnim kwartale 2025 roku temat nadwykonań, a w zasadzie braku pieniędzy, by zapłacić za nie szpitalom, przebił się ze zdrowotnej bańki do dużej polityki i ogólnych mediów. O nadwykonaniach mówił nawet premier...
Niekoniecznie poszło za tym zrozumienie tych terminów. Wciąż jeszcze odróżnienie nadwykonań nielimitowanych od nadwykonań limitowanych to wyższy stopień wtajemniczenia, szczególnie jeśli do tej listy dodać niedowykonania. Nadal więc wyjaśnienie, dlaczego NFZ musi zapłacić za nadwykonania w świadczeniach nielimitowanych, a nadwykonania świadczeń limitowanych szpital robi na własne ryzyko, bywa trudne. Ale, jak napisaliśmy w naszym ABC: zapewne w 2026 roku utrwalimy sobie te pojęcia.
Limity - zniesione, wprowadzone i niedoszłe
Dla mnie jednak słowo mijającego roku to: limity. Przewijały się w różnych kontekstach, w każdym budząc emocje. Największe, gdy rozmawialiśmy o limitach wynagrodzeń. Niewiele mniejsze, gdy pojawiła się perspektywa powrotu do limitowania niektórych świadczeń, jako sposobu na oszczędności. Wyczerpanie limitów to najczęstszy powód odsyłania pacjentów i przesuwania zabiegów. Zniesienie limitów – to postulat powracający jak bumerang i od lat powtarzana obietnica.
Wprowadzenie limitu wynagrodzeń na kontraktach mogło być jednym z najważniejszych wydarzeń mijającego roku, a może nawet najważniejszym. Przerodziło się jednak w najbardziej spektakularną porażkę. Ministerstwo Zdrowia zaproponowało rozwiązanie wyczekiwane w środowisku i akceptowalne w społecznym odbiorze, z którego jednak się wycofało pod presją lekarzy. Choć nie wydaje się, że udało się im przekonać opinię publiczną, że zarobki na poziomie 48 tys. zł miesięcznie, to za mało…
Zatem to nie limit wynagrodzeń, ale raczej limit wyczerpany będzie słowem mijającego roku. Wielu pacjentów usłyszało zapewne ten zwrot, dowiadując się, że zabieg, na który od dawna czekali, jednak nie odbędzie się z zaplanowanym terminie, albo że nie dostaną na razie terapii w programie lekowym. Takie sytuacje zdarzają się co roku, w ostatnim kwartale. To prawda, skoro jednak skala niedofinansowania systemu jest większa niż w ubiegłych latach i wszystko wskazuje na to, że będzie się pogłębiać, to i liczba odsyłanych pacjentów może się powiększać.
Pozostaje trzymać kciuki, żeby limity, zwłaszcza te wyczerpane, nie były słowem, które zdominuje również nowy rok.
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
Dowiedz się więcej na temat:

1 tydzień temu
21





English (US) ·
Polish (PL) ·