Legendarna marka wróciła. "Zgoliło mnie do zera". Mówi, co go uratowało

1 tydzień temu 40

"Biznes Klasa" to program money.pl dostępny na YouTube. Szef redakcji Łukasz Kijek prowadzi w nim rozmowy z przedsiębiorcami - o ich życiu, biznesie, zarobkach i wielu innych sprawach. Gościem ostatniego odcinka był Wojciech Morawski, założyciel marki Atlantic. Symbol polskiego rynku odzieżowego lat 90., któr w przeszłości osiągał skalę sięgającą około 140 mln zł przychodów rocznie, zanim doszło do bankructwa. Sam Morawski mówi o tym okresie jako o momencie, który "zgolił go do zera". Po upadku marka wróciła na rynek, opierając się na rozpoznawalności i jakości produktu. Dziś, jak podaje w rozmowie, skonsolidowane przychody grupy wynoszą ponad 30 mln zł, a firma notuje spokojny, stabilny wzrost.

Strach zabija więcej biznesów niż złe decyzje - Wojciech Morawski po raz drugi w Biznes Klasie

Ryzyko prowadzenia biznesu

- W biznesie zarabia się dlatego, że jest ryzyko. Bez ryzyka nie ma dużych pieniędzy - mówi Wojciech Morawski. Podkreśla, że bankructwo nie jest wyjątkiem, lecz naturalnym elementem rynkowej biografii, choć w Polsce wciąż bywa stygmatyzowane. Jak zaznacza, zna wiele osób prowadzących firmy było "kilka razy na granicy" i to, jego zdaniem, jest normalne. Biznes wymaga odporności psychicznej, a ta zaczyna się od zrozumienia samego siebie.

- Psychika jest królem - mówi Morawski dodaje, że bez uporządkowania siebie, bez szczerości wobec własnych ograniczeń i predyspozycji, nie da się przejść przez kryzys. Jak przyznaje, jemu samemu zajęło to wiele lat.

Jak dokonywać dobrych wyborów?

Opowiada o swoich studiach historycznych i planach naukowych, które były próbą dopasowania się do oczekiwań, a nie do własnych możliwości. Przełomem okazała się rozmowa z promotorem, który zamiast oceniać kolejną wersję pracy magisterskiej, zapytał go, czy był ostatnio pod Halą Mirowską i czy widział, co się tam dzieje. - Do dziś nie wiem, czy on ze mnie zakpił, czy mi dobrze doradził - mówi Morawski. To pytanie pozwoliło mu porzucić narzucone sobie "muszę" i podjąć decyzję o handlu.

Z perspektywy czasu mówi wprost, że intuicyjnie odnalazł siebie. Podkreśla, że ludzie mają różne predyspozycje, jedni kontemplacyjne, inni nastawione na działanie. On sam należy do tych drugich. - Ja lubię akcję - mówi i dodaje, że to właśnie handel, a później budowa firmy, dały mu poczucie bycia "we właściwym miejscu".

"Trzeba zatrudniać lepszych od siebie"

Po bankructwie zmieniło się także jego podejście do zarządzania. Morawski mówi o ograniczonym zaufaniu, większym realizmie i konieczności zatrudniania ludzi mądrzejszych od siebie. - Nie zatrudnia się gorszych, tylko lepszych - podkreśla. Przyznaje też, że część współpracowników go zawiodła, a część nie, co nauczyło go lepszego rozpoznawania, "na których ludzi stawiać".

W rozmowie wielokrotnie wraca temat intuicji. Morawski określa ją jako "wielki procesor", który odpowiednio wytrenowany doświadczeniem pozwala podejmować decyzje szybciej niż analizy. Jak mówi, nazwa Atlantic pojawiła się w ułamku sekundy, po tygodniach poszukiwań. - To była najlepsza decyzja w moim życiu - przyznaje.

Poduszka finansowa w życiu i w biznesie

Równolegle akcentuje znaczenie zabezpieczeń: poduszki finansowej, dywersyfikacji i świadomości, że biznes zawsze może się wywrócić. Podkreśla, że nawet dziś prowadzi firmę tak, "jakby mogło się wydarzyć coś takiego, że ten biznes by się wywrócił".

Morawski mówi, że Atlantic od początku kojarzył się z jakością i że on sam "inaczej nie umie". Jakość rozumie szeroko. nie tylko jako parametry produktu, ale jako spójność całego biznesu: od dostawców po relacje z ludźmi. - Szkoda byłoby mi czasu na robienie byle jakich gaci - mówi wprost. Przyznaje też, że to właśnie jakość pozwoliła marce przetrwać i dała jej szansę dalszego rozwoju.

W poprzednich odcinkach "Biznes Klasy" Łukasz Kijek rozmawiał z:

Przeczytaj źródło