Japonia wyraża frustrację z powodu jej zdaniem zbyt słabej reakcji Stanów Zjednoczonych na narastający spór z Chinami. A Tajwan z zadowoleniem przyjmuje, że amerykańska strategia bezpieczeństwa priorytetowo traktuje zapobieganie konfliktowi o wyspę
Luźne podejście administracji Donalda Trumpa do wieloletnich sojuszy Stanów Zjednoczonych budzi narastającą frustrację nie tylko w Europie. Coraz wyraźniej odczuwa ją również Japonia. Jej władze uważają, że przedstawiciele USA nie okazali Tokio wystarczającego wsparcia w eskalującym sporze dyplomatycznym z Chinami. Kryzys wybuchł po tym, jak premier Sanae Takaichi stwierdziła, że potencjalny atak Chin na Tajwan mógłby stanowić „zagrożenie egzystencjalne”, uzasadniające użycie japońskich sił zbrojnych.
Pekin zareagował ostro: skrytykował Takaichi, zagroził odwetem gospodarczym i ostrzegł chińskich obywateli przed podróżami do Japonii. W niedzielę polityczka poinformowała, że chińskie samoloty bojowe namierzyły radarami kierowania ogniem japońskie myśliwce na południowy wschód od Okinawy, co określiła jako „wysoce godny ubolewania incydent”. – Japonia stanowczo zaprotestowała wobec strony chińskiej i zażądaliśmy podjęcia działań zapobiegających powtórzeniu się takiej sytuacji – powiedziała w rozmowie z dziennikarzami. – Będziemy reagować spokojnie i zdecydowanie – dodała.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Karolina Wójcicka
Dziennikarka międzynarodowa DGP, współautorka podcastu Bliski Świat
Zobacz
Popularne Zobacz również Najnowsze
Przejdź do strony głównej

1 miesiąc temu
19


English (US) ·
Polish (PL) ·