Kobiety Lewicy mają bekę z krzyża. Wpis zażenował nawet lewaków i nic dziwnego

7 godziny temu 5
Niektórzy postrzegają krzyż jako symbol świętości,
Dla wielu osób krzyż to święty symbol, który zasługuje na szacunek, a nie śmiech. źródło: FB Kobiety Lewicy\ montaż naTemat.pl

Listki papieru toaletowego ułożone w kształt krzyża, skrzyżowane dziurki w pisuarze i inne niewybredne żarty z symbolu, który dla wielu jest ważny. A przecież psychologowie uczą, że żart jest wtedy, kiedy śmieszy obie strony. Na profilu Kobiety Lewicy na Facebooku w komentarzach płaczą nawet lewacy i niewierzący. Z zażenowania.

Daj napiwek autorowi

"Wie pani, nadal to jest dla mnie krzyż. Równy i proporcjonalny krzyż tylko bez Chrystusa" - taką wiadomość dostaję w piątek od jednej ze swoich bohaterek tekstu o aferze w Kielnie. 

Tak czuje. I nic mi do jej uczuć. 

I teraz – abstrahując całkowicie od samej sprawy w Kielnie (o której wciąż wiemy niewiele, bo ani dyrektorka szkoły, ani wójt gminy nie chcą rozmawiać z mediami) – fakty są proste: krzyż dla wielu jest świętym symbolem.

Ale właśnie ci drudzy powinni zrozumieć jedno: kiedy żartują z symbolu, który ich nie dotyczy, ranią tych pierwszych. Nawet jeśli robią to "w imię świeckości", "w imię walki z klerykalizmem" albo "w imię poparcia dla nauczycielki z Kielna".

"Robicie złą robotę"

Krzyż można zrobić ze wszystkiego. Z dwóch deseczek zbitych byle jak na działce. Z patyków znalezionych w lesie. Technicznie to zawsze będą dwie linie przecinające się pod kątem prostym. Formalnie nic wielkiego. Symbol jak symbol.

Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś uzna, że skoro dla niego to tylko dwie linie, to już wolno z tego żartować, kpić, wyszydzać.

Przecierałam oczy ze zdumienia, kiedy zobaczyłam, co Kobiety Lewicy wrzucają na swój profil. Tym bardziej że ideowo zdecydowanie bliżej mi do patrzenia w lewo niż w prawo. Najpierw pomyślałam, że może to ja nie mam poczucia humoru. Może to tylko próba uwypuklenia absurdu sytuacji w Kielnie.

Tylko że absurd można pokazać inteligentnie – bez deptania symboliki ważnej dla milionów ludzi.

I nie byłam w tym odosobniona. W komentarzach pojawiły się głosy ludzi, którym z Kościołem zupełnie nie po drodze:

"Jestem lewicowy, ale wy jesteście dziecinne. Nie dziwne, że później nikt nie chce głosować na lewicę"

"Robicie złą robotę. Zaczynam myśleć, że to sabotaż"

"Jestem osobą niewierzącą, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy robić takiego wpisu. Religia jest osobistą sprawą człowieka"

"Jestem za rozdziałem państwa i Kościoła, ale symbole religijne trzeba szanować. To, że ja ich nie uznaję, nie znaczy, że nie istnieją"

"I to pisze grupa, która najgłośniej domaga się tolerancji i szacunku. Może by tak zacząć od siebie"

Nie trzeba być wierzącym, żeby zrozumieć, że czyjeś uczucia religijne nie znikają tylko dlatego, że my ich nie podzielamy.

Tolerancja tylko dla wybranych

W jeden weekend mieliśmy prawdziwe ideologiczne combo: echo afery krzyżowej, pielgrzymkę kibiców na Jasną Górę, Nawrockiego krzyczącego "Czołem kibice" i przeróbki prezydenta w bikini wygenerowane przez AI.

I nagle wszystko się pięknie rozjechało. Bo okazało się, że:

Jeśli jestem z lewej strony, to gardzę krzyżem, ale serduszko mi pęka na widok rac na Jasnej Górze i szalikowców. I raptem chcę bronić tego świętego przybytku. 

Jeśli jestem z prawej strony, bronię krzyża, nawet jeśli jest z plastiku i niepoświęcony. I zachwycam się wizytą kibiców na Jasnej Górze.

I ani prawa strona, ani lewa nie widzi w tym żadnej sprzeczności.

Ot, tolerancja wybiórcza. Na własnych zasadach. I tylko wtedy, kiedy pasuje do naszej narracji. Szacunek też jest jakiś selektywny.

Lewica od lat mówi o tolerancji, równości i szacunku dla odmiennych poglądów. Hasła o otwartości na innych wybrzmiewają w mediach, na marszach, w komentarzach w sieci.

Ale co się dzieje, gdy w praktyce trzeba tę tolerancję naprawdę okazać? Mamy krzyż z papieru do podtarcia tyłka. Ani śmieszne, ani mądre.

Prawdziwa tolerancja zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się nasz komfort. To moment, w którym musimy uszanować czyjeś symbole lub tradycje, choć wydają się nam dziwne albo niewygodne. Jeśli postępujemy inaczej, to znaczy, że jedynie tę otwartość udajemy.

Przeczytaj źródło