Kleszcz-gigant dotarł do Polski. Egzotyczny intruz jest bardzo mobilny

3 godziny temu 4
ZIZOO.PL
Jest coraz cieplej i powoli musimy przygotować się na coroczny sezon kleszczowy. Obok znanych nam już rodzimych pajęczaków na horyzoncie znów pojawia się egzotyczne zagrożenie. To kleszcz z rodzaju Hyalomma, potocznie nazywany "Monster tickiem". Przed jego inwazją w Polsce ostrzegano już w 2024 roku. Teraz problem znów nadchodzi. Chociaż w Polsce sklasyfikowano do tej pory 19 gatunków kleszczy (z czego najczęściej spotykamy kleszcza pospolitego i łąkowego), nasza przyroda staje się coraz bardziej gościnna dla egzotycznych intruzów. Ocieplenie klimatu, łagodniejsze zimy oraz suche wiosny otworzyły drzwi dla pajęczaków, które do tej pory w naszej strefie klimatycznej szybko ginęły z powodu zbyt niskich temperatur. Zmiana warunków pogodowych w ostatnich latach sprawiła jednak, że afrykańskie gatunki zaczęły u nas przeżywać. Afrykański kleszcz-gigant u naszych bram. Jak go rozpoznać? Gatunek Hyalomma nie bez powodu zyskał w przestrzeni publicznej przydomek "Monster tick" (potworny kleszcz). Różni się on od naszych rodzimych pajęczaków niemal wszystkim, a jego wygląd może budzić spory niepokój. Zgodnie z informacjami udostępnionymi przez ekspertów z Uniwersytetu Warszawskiego dorosłe samice tego gatunku potrafią być nawet czterokrotnie większe od znanych nam pospolitych kleszczy. Rozmiar to jednak niejedyna cecha charakterystyczna. Egzotyczny kleszcz posiada ubarwienie od rudo-brązowego do niemal czarnego oraz wyróżnia się bardzo długimi, prążkowanymi odnóżami. Co najgorsze z perspektywy spacerowiczów i właścicieli zwierząt – Hyalomma jest niezwykle mobilny. W przeciwieństwie do naszych kleszczy, które zazwyczaj biernie czekają na źdźbłach trawy na ofiarę, afrykański gatunek charakteryzuje się dużą szybkością poruszania się i potrafi aktywnie tropić swoich potencjalnych żywicieli. Skąd Hyalomma wziął się w Europie i dlaczego wciąż tu jest? Pojawia się naturalne pytanie: w jaki sposób egzotyczne pajęczaki pokonują tysiące kilometrów i trafiają do Polski? Odpowiedź kryje się w niebie. Tysiące larw i nimf gatunku Hyalomma docierają na kontynent każdego roku za sprawą wiosennych migracji ptaków. Choć kiedyś szybko ginęły, pierwsze poważne alarmy o ich obecności i przetrwaniu w naszej części Europy pojawiły się w 2024 roku. Ze względu na utrzymujące się korzystne dla nich warunki klimatyczne, wciąż stanowią zagrożenie. W ostatnich latach dorosłe, agresywne osobniki były już znajdowane na koniach, psach, bydle, a nawet w domach w Niemczech, Czechach, na Słowacji oraz w Szwecji. Ich obecność to nie tylko ciekawostka przyrodnicza, ale przede wszystkim realne zagrożenie epidemiologiczne. Kleszcze Hyalomma są nosicielami niezwykle niebezpiecznego wirusa wywołującego gorączkę krwotoczną krymsko-kongijską (CCHFV). Choroba ta charakteryzuje się bardzo wysoką śmiertelnością (szacowaną na 10 do nawet 40 proc.), a co gorsza – na ten moment medycyna nie dysponuje skutecznym leczeniem celowanym przeciwko temu wirusowi. "Narodowe Kleszczobranie" – zostań obywatelem-naukowcem Ponieważ z każdym kolejnym ciepłym rokiem ryzyko zadomowienia się dorosłych osobników Hyalomma na terenie naszego kraju rośnie, naukowcy z Zakładu Eko-epidemiologii Chorób Pasożytniczych Uniwersytetu Warszawskiego stale monitorują sytuację z pomocą obywateli. W ramach projektu "Narodowe Kleszczobranie" badacze opierają się na modelu nauki obywatelskiej, prosząc o wsparcie każdego z nas. Zasada akcji pozostaje niezmienna: jeśli podczas wiosennego spaceru ze swoim psem, pobytu na działce lub w lesie znajdziesz nietypowego, nieproporcjonalnie dużego kleszcza z prążkowanymi odnóżami – nie wyrzucaj go. Eksperci apelują, aby ostrożnie go zabezpieczyć i przesłać pocztą bezpośrednio do ich ośrodka w Warszawie (lub zgłosić ten fakt poprzez formularz ze zdjęciem dostępny na stronie internetowej projektu narodowekleszczobranie.pl). Dzięki takim próbkom z całego kraju badacze mogą na bieżąco przeprowadzać testy laboratoryjne na obecność patogenów, oceniać skalę zagrożenia i aktualizować precyzyjne mapy ryzyka dla całej Polski.
Przeczytaj źródło