Joanna Brodzik szczerze o piekle dorastania i łatkach, które odbierają głos. „Mama i babcia ocierały mi łzy i nie pozwoliły mi się poddać"

1 tydzień temu 15
ZIZOO.PL

Joanna Brodzik w szczerym wywiadzie dla „Wysokich Obcasów” mówi o emocjach, które przez lata trzymały ją w ryzach oraz o wstydzie, który odbiera głos. Wspomniała również o szufladkach, z którymi kobieta, niezależnie od wieku, wciąż musi się mierzyć. Jej słowa poruszają do głębi. „Wstyd i poczucie winy, bo to najbardziej, najniżej wibrujące emocje. Krępujące nas, zniewalające i osłabiające", mówi.

Zawstydzanie kobiet od dzieciństwa. Bolesne doświadczenia Joanny Brodzik

Aktorka nie ma wątpliwości, że to właśnie wstyd jest tym, „co nas mocno więzi i trzyma w ryzach”. I choć kultura zawstydzania dotyka wszystkich, kobiety odczuwają ją szczególnie boleśnie. „Jak się okazuje, mężczyźni są w tym samym miejscu, tylko mają inne King Kongi", dodaje.

Joanna Brodzik nie ucieka od trudnych wspomnień. W tej samej rozmowie wraca do najbardziej bolesnych doświadczeń z dzieciństwa i dojrzewania, kiedy jej ciało stało się celem komentarzy, drwin i okrutnych etykiet. Z niezwykłą szczerością opowiada o tym, jak wyglądało dorastanie w cieniu wstydu i jak głęboko te słowa zapisały się w jej pamięci. „W palecie sposobów zawstydzania kobiet względem ciała masz przed sobą ekspertkę, która zdobyła wszystkie możliwe sprawności w byciu zawstydzaną z powodu wyglądu. Cofając się do lat dzieciństwa, byłam traktowana jako pewien wybryk natury, skandaliczny ewenement, jakim w latach 70. było dziecko z nieprawego łoża, w dodatku dziecko nastolatków. Potem szybko ten, jeszcze nie do końca uświadamiany, wstyd zastąpił wstyd bycia brzydką dziewczynką z wąsem. Krzyczeli za mną „cyganicha" i sugerowali, że skoro mam już wąsy, to mogłabym zapuścić jeszcze brodę. Z czasem łatka tej brzydkiej, niepasującej przerodziła się w grubą, w krowę, w maciorę, bo dojrzewałam szybciej niż moje koleżanki. A ulubionym sportem moich kolegów było strzelanie z mojego stanika, bo tylko ja go w klasie nosiłam. I długo mieszkałam w starym, czarnym swetrze, chowając rozkwitające, młode, piękne kobiece ciało. Emocje związane z tamtym zawstydzaniem zajadałam potrójnym miksem, czyli utwardzonymi tłuszczami, cukrem i węglowodanami w postaci białej mąki. Idealnym ucieleśnieniem tej triady był dla mnie wówczas pączek, jedyny w tamtym czasie uspokajacz dla rozdygotanego wewnętrznego maserati, czyli mojej wysokiej wrażliwości. Nie potrafiłam ogarnąć swoich emocji, mimo wielkiej miłości towarzyszących mi dorosłych", zwierza się ulubienica publiczności.

CZYTAJ TEŻ: Poznali się, gdy miała 16 lat, doczekali czwórki dzieci. Kim jest żona Romana Giertycha?

Joanna Brodzik, Viva! 4/2015

Choć słyszała od bliskich, że jest „dobra, mądra i piękna”, to nie podnosiło jej samooceny. W końcu postanowiła zawalczyć o siebie. W kilka miesięcy przeszła spektakularną przemianę i dostała się do Akademii Teatralnej. „Oni odpowiadali, że jestem dobra, mądra i piękna; to jednak były tylko słowa. W końcu postanowiłam wydostać się z uzależnienia od słodyczy i w dość krótkim czasie, bo trwało to kilka miesięcy, przepoczwarzyłam się z tłuściutkiej larwy w smukłego motyla i zdałam do Akademii Teatralnej. Tam wydarzyła się rzecz, której się kompletnie nie spodziewałam, bo po tym, jak wykonałam gigantyczną pracę, żeby wydobyć się z czarnego swetra, wałków tłuszczu i wąsów, nagle wylądowałam po drugiej stronie łąki z łatką „ładna, więc na pewno nieinteligentna i na pewno niezdolna". A byłam w liceum laureatką olimpiady centralnej z języka polskiego i literatury! To był taki czas, w którym – wracając do tej campbellowskiej podróży – byłam chyba najbliżej momentu, w którym bohater jest bliski śmierci", kontynuuje.

Akademia Teatralna i moment graniczny w życiu Joanny Brodzik

Jak mówi, była „o krok od tego, żeby zrezygnować ze swoich marzeń o aktorstwie”. Uratowały ją mama i babcia – te, które „ocierały łzy” i nie pozwoliły się poddać. „O krok od tego, żeby zrezygnować ze swoich marzeń o aktorstwie. Wtedy z pomocą przyszły, zapisane również w campbellowskim algorytmie, wspierające bliskie osoby, czyli moja mama i babcia, które z jednej strony ocierały mi łzy, z drugiej nie pozwoliły mi się poddać", opowiada.

Później na jej drodze pojawił się Jurek Bogajewicz. „To jest ważny schemat w naszych życiowych podróżach do prawdziwej wolności – one wiodą częściowo przez ciemny las, wymagają mierzenia się z rozmaitymi trudnościami i tu bardzo ważne są wspierające osoby, które nam towarzyszą lub pojawiają się w pewnym momencie choćby tylko po to, by wskazać nam słoneczną polanę. Taki rodzaj wsparcia jest szczególnie ważny w przypadku młodych chłopaków i dziewczyn. Wielokrotnie spotkałam na swojej drodze ludzi, którzy pomagali mi poderwać się do lotu. Mam na myśli na przykład Jurka Bogajewicza, który dał mi słoneczną i bezpieczną przestrzeń, jaką był serial „Kasia i Tomek". Jurek zbudował we mnie na nowo poczucie własnej wartości i pokazał, że mogę być w swojej twórczości bezkarna, a jedynym ograniczeniem jest moja wyobraźnia. Serial, w którym mnie obsadził, odmienił moje życie. I uświadomił mi, że mogę, jeśli tylko zechcę, bywać blondynką (śmiech)", mówi.

Wyznanie Joanny Brodzik to poruszająca opowieść o życiu w cieniu wstydu i o odwadze, by wyrwać się z krzywdzących szufladek. Aktorka pokazuje, jak łatki od „brzydkiej” po „ładną, więc nieinteligentną” potrafią odebrać wiarę w siebie, ale też jak ogromną siłę daje wsparcie bliskich i ludzi spotkanych na drodze. To historia o wychodzeniu z ciemnego lasu i odzyskiwaniu własnego głosu mimo wszystko.

Źródło: Wysokie Obcasy.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Czułe gesty Pedro Pascala wywołały lawinę pytań. Kim jest tajemniczy mężczyzna u jego boku?

Joanna Brodzik, Viva! 4/2015
Przeczytaj źródło