– Gdy okazało się, że Chamenei nie żyje, zadzwoniła do mnie koleżanka z Iranu. "Czy słyszałeś wiadomość?" – pytała szczęśliwa. W tle słyszałem imprezujących ludzi. Potem zobaczyłem nagranie, jak ludzie tańczą. Od wielu, wielu lat żyliśmy z tym marzeniem i nadzieją, że kiedyś nadejdzie ten dzień, że on nie żyje – mówi naTemat Aein Ghobadi, Irańczyk mieszkający w Polsce. Co się dziś dzieje w Iranie? Irańczycy opowiadają nam o radości. O tym, jak wygląda życie. Ale też o wielkim niepokoju po ataku USA.
Zarrin mieszka w Polsce od kilkunastu lat. Prowadzi restaurację w Warszawie. Powstrzymuje łzy, by nie płakać. Myślami i sercem cały czas jest w Iranie. – Nie mamy żadnego kontaktu z rodziną. W Iranie nie działa internet. Nie ma zasięgu. Sprawdzamy non stop, w każdej minucie – mówi naTemat.
Od ataku Izraela i USA na Iran, przychodzi do niej mnóstwo Polaków. Pocieszają, wspierają, pytają jak pomóc, mówią, że trzymają kciuki.
– To jest bardzo miłe. Mieszkam w bezpiecznym kraju. Ale mój mózg i serce cały czas są teraz tam. Próbujemy skontaktować się z rodziną przez różne aplikacje, FB, Instagram, WhatsApp. Nic nie działa. Zadzwoniliśmy nawet bezpośrednio, choć rozmowy są bardzo drogie. Wcześniej to się udawało, ale teraz jest to niemożliwe – mówi z niepokojem.
Według Zarrin, w Polsce żyje ok. 2-3 tys. Irańczyków. Przez jej restaurację przewinęło się też wielu Irańczyków z innych krajów. I wszyscy mają ten sam problem.
– Oni również pytają teraz, czy mamy kontakt z rodziną. Są w podobnej sytuacji co my. Są nerwy, nie wiedzą, co się dzieje. Wielu Irańczyków cieszy się, że Alego Chamaneiego już nie ma, ale boją się też, co będzie dalej. W Iranie nie jest bezpiecznie. Cały czas jest strach – mówi.
Jej córka Mahsa Movafegh dodaje: – Sami prosiliśmy USA o interwencję. Znamy ten reżim i wiedzieliśmy, że z nim nie wygramy. Nie możemy przewidzieć, co będzie dalej. Mamy nadzieję, że nie spowoduje to wojny w całym regionie. Wszystkie kraje nie tylko na Bliskim Wschodzie odczuwają efekt tego ataku. Jednak liczymy, że to jest początek obalenia islamu w Iranie. I myślę, że koniec islamu w Iranie może być początkiem dobra dla Bliskiego Wschodu.
"Irańczycy obawiają się inwigilacji"
Dr Sylwia Surdykowska-Konieczny z Zakładu Iranistyki Wydziału Kultur Azji i Afryki UW, zaznacza, że Irańczycy są przyzwyczajeni do blackoutów i mimo rozwoju nowych technologii nie zawsze są w stanie sobie poradzić z brakiem łączności ze światem. Jest to źródłem frustracji zarówno dla Irańczyków w Iranie jak ich rodzin za granicą.
Iranistka zwraca uwagę, że mimo odciętego Internetu w ostatnich dniach za pośrednictwem na przykład zachodnich stacji telewizyjnych, takich jak BBC Farsi, Iran International, czy irańskim Voice of America, docierają do nas filmiki nagrywane przez irańskich obywateli lub pochodzące z rządowej telewizji ukazujące, co się dzieje w Iranie, np. jak ludzie się cieszą z zabicia Chameneiego lub jak go opłakują.
– Nie wiem, czy pochodzą one wyłącznie od obywateli irańskich, czy też z innych źródeł. Z pewnością jednak są takie momenty, kiedy Internet i telefony w Iranie zaczynają działać i wtedy ludzie mieszkający w tym kraju kontaktują się z przyjaciółmi i rodziną za granicą. Częściej jest to kontakt z Iranu, a nie do Iranu – mówi.
– To oczywiście nie są długie rozmowy. Prawdopodobnie sprowadzają się zazwyczaj do krótkich komunikatów. Irańczycy obawiają się inwigilacji, co powoduje, że w momentach takich jak ostatnie protesty czy też obecny konflikt każdy kontakt z Zachodem też może stać się pretekstem do aresztowań przez irańskie służby – dodaje.
"Jestem w szoku, że Chamenei nie żyje", "To było marzenie dla większości z nas"
Aein Ghobadi jest tłumaczem, w Polsce mieszka od kilku lat. Jego babcia mieszka w centrum Teheranu, dosłownie obok rezydencji Alego Chameneiego. W niedzielę rano miał telefoniczne połączenie z Iranem, ale trwało tylko kilka sekund.
Nie wie, co z jego rodziną.
– Jej dom jest tak blisko, że z balkonu mojej babci widziałem dwór Chamaneiego i strażników. To jest ok. 100 metrów. A ok. 500 metrów dalej mieszkają moja ciocia i wujek. Gdy przeczytałem, że bombardowania były w tym miejscu, bardzo się zdenerwowałem. Z jednej strony jestem szczęśliwy, że zginął Chamenei, a z drugiej strony strasznie się martwię. Nie mam żadnego sygnału, czy wszystko u nich w porządku – mówi.
Pociesza się tym, że podobno nie było innych ofiar. I przypomina sobie, co mu powiedziała ciocia:
– Kiedy rozmawiałem z nią, otwarcie powiedziała: nawet jeśli my zginiemy, to pod warunkiem, że oni też zginą, jest ok. Zwłaszcza jeśli zginie Chamenei. Nasze dusze będą zadowolone.
Aein Ghobadi uważa, że większość Irańczyków tak myśli.
– Jestem w szoku, że Chamenei nie żyje. Jak większość Irańczyków, jestem z tego powodu bardzo zadowolony. To było marzenie dla większości z nas. Marzyliśmy o takim dniu. Naprawdę na to czekaliśmy. Myślę, że każdy z nas ma prawo przynajmniej przez jeden z dzień się cieszyć, bo w Iranie dobre wiadomości są bardzo rzadko, zwłaszcza ostatnio. A to była naprawdę wielka wiadomość – mówi.
Jednak czuje też niepokój.
– Ci, którzy zabili Chameneiego dali nam powód, żebyśmy się trochę napili i się cieszyli, ale co chcą robić dalej? Nie wiem. Istnieje teoretyczna szansa, że w Iranie zapanuje wielki chaos. Jednak ja myślę, że będą jeszcze większe represje. Jesteśmy w stanie wojny i nawet jeśli Amerykanie przestaną atakować, to taki stan będzie jeszcze trwał – przewiduje.
– Nie wiemy też, kim będzie nowy przywódca, a moim zdaniem może to być osoba bardziej skrajna niż Chamenei. On musi coś zrobić, żeby udowodnić miłośnikom Chameneiego w żałobie, że jest wielki. Dlatego obawiam się, że będzie jeszcze gorzej – dodaje.
Wielka inflacja w Iranie. "Co zrobią bez pracy, bez środków do życia"
Do tego, jak wskazują nasi rozmówcy, sytuacja gospodarcza Iranu jest fatalna. Inflacja zbliża się do 50 proc. Niezadowolenie ludzi wydaje się ogromne.
– Ludzie w Iranie mają puste ręce. Nie mają nic. Po uniwersytetach nie mogą znaleźć pracy zgodnie ze swoim wykształceniem – mówi Zarrin. W czwartek przed atakiem zadzwoniła do niej siostra. Powiedziała, że robią zapasy jedzenia. Kupują chleb, konserwy, bo wszystko miało być zamknięte. Szkoły, uniwersytety, restauracje, bazar, wszystko. Ludzie mieli zostać w domach. Spodziewali się ataku i przygotowywali się do niego.
– W Iranie są tak naprawdę dwie warstwy społeczne. Jedna to bogaci, powiązani z reżimem, którzy mają wpływy i nie mają problemów finansowych. Druga ludzie, którzy muszą ciężko pracować i na nic ich nie stać. Martwimy się o nich. Co zrobią bez pracy, bez środków do życia, jeśli teraz nie pracują? Jak długo to potrwa? Miesiąc? Dłużej? – zastanawia się.
O tym, jak żyją irańscy bogacze powiązani z reżimem pisaliśmy już w naTemat.
Aein dzieli się refleksją – ma wyrzuty sumienia, że może sobie pozwolić na wyjazd, koncert, czy treningi. A jego znajomi w Iranie żyją z dnia na dzień. Mają problemy z podstawowymi zakupami.
Opowiada o sytuacji mniej codziennej – gdy wysyłał swojemu przyjacielowi w Iranie odżwyki do treningów.
– Obaj trenujemy. Wcześniej codziennie rozmawialiśmy o treningach i o tym, jakie odżywki kupujemy. Od jakiegoś czasu zaczął mówić, że jego na nie nie stać. Okazało się, że ja w Polsce kupuję je za 50-60 zł. A on, żeby kupić to samo opakowanie w Iranie, musiał wydać trzy czwarte swojego wynagrodzenia – mówi.
"Śmierć Chameneiego to nie koniec tego reżimu"
To, że irańskie społeczeństwo jest podzielone, nie jest tajemnicą. Ale na ile silny jest reżim nawet bez Chameneiego?
Po ataku na Iran w mediach społecznościowych pojawiły się nagrania, na których widać radość ludzi, ale nie są to wielkie tłumy. Nie widać wielkich protestów na ulicach. Widać za to tych, którzy opłakują ajatollaha.
Jak uważa Aien, ludzie raczej siedzą w swoich domach. Przeciwnicy reżimu czekają na sygnał od lidera opozycji na wygnaniu, syna ostatniego szacha Iranu.
Dr Surdykowska-Konieczny: – Nie wykluczam, że część mieszkańców dużych miast wyjechała lub planuje wyjazd do bezpiecznych miejsc, np. na północ Iranu do swoich domów letnich czy do rodziny. Wiemy, że w okresie dwunastodniowej wojny w 2025 r. część nie chciała opuścić swoich domostw w obawie o swoje domy i mienie. Dziś można przypuszczać, że wielu zostało w domach, zgodnie z wezwaniem Donalda Trumpa czy Rezy Pahlawiego, którzy prosili o to do momentu zakończenia zbrojnej operacji.
Aein mówi, że nie ma się co dziwić, że nie widać ich na ulicach.
– 40 dni temu w Iranie były protesty. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi zostało zabitych. Dlatego Irańczycy zostają dziś w domach. Jeśli ktoś wyjdzie teraz na ulicę i cokolwiek powie, od razu zostanie zastrzelony. Chameneiego nie ma, ale system cały czas funkcjonuje. A teraz może być jeszcze gorzej – uważa Aein.
– Myślę, że nawet trochę pogorszyło to sytuację, gdyż zjednoczyło miłośników Chameneiego i Republiki Islamskiej. Dla niektórych on jest święty. Wierzy w to absolutna mniejszość. To oni są teraz na ulicach. Przeciwnikom trudniej będzie wyjść na ulice, bo ta mniejszość ma siłę i broń. I może robić wszystko w imię Allaha i swojej religii.
Iranistka: "Bardzo duża część społeczeństwa jest przeciwko obecnym rządom
Dr Surdykowska-Konieczny zwraca uwagę, że określenie liczby osób cieszących się ze śmierci Chameneiego jest bardzo trudne. Nie mamy dostępu do żadnych badań antropologicznych czy też danych statystycznych. Niektórzy podają, że jest to nawet 80 procent. Nie wiemy jednak, czy może te dane traktować poważnie.
– Część społeczeństwa opowiada się przeciwko obecnym rządom z bardzo wielu względów. To niezadowolenie jednoczy wiele grup społecznych, biznesmenów, młodzież, ludzi reprezentujących różne warstwy społeczne. Każdy ma swój powód do niezadowolenia. Nie chodzi wyłącznie o brak swobód obywatelskich, ale także o złe zarządzanie państwem, bardzo wysoką inflację, brak prądu, wody, niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb ludzi. Ostatni rok był pod tym względem niesłychanie ciężki. Od bardzo dawna obserwujemy narastające zmęczenie społeczeństwa wieloma kwestiami – mówi iranistka.
Odzwierciedleniem tej sytuacji są powtarzające się od wielu lat protesty społeczne. Ostatnie, z początku 2026 roku, bardzo agresywne ze strony rządu, skończyły się śmiercią wielu protestujących, wiele rodzin straciło bliskich.
– Warto jednak pamiętać, że ciągle istnieje spora grupa ludzi, która jest skonsolidowana wokół irańskich władz. To grupa społeczeństwa, która popiera rząd i która dziś opłakuje najwyższego przywódcę – mówi.
Dr Surdykowska-Konieczny dodaje, że Chamenei był starszym człowiekiem, miał ponad 80 lat i w Iranie od dawna trwały dyskusje o tym, kto powinien go zastąpić po śmierci. Kreślono różne scenariusze, omawiano rozmaite kandydatury.
– Oceniając sytuację wewnętrzną Iranu, musimy być bardzo ostrożni, dostęp do szczegółowych informacji jest ograniczony. Bardziej przewidywalne było postępowanie Iranu w polityce zagranicznej. Natomiast dziś, po śmierci Chameneiego, póki co zostały zastosowane procedury przewidziane w konstytucji. Nadal dosyć wielu prominentnych polityków, gotowych do podejmowania odważnych decyzji, żyje. W tej chwili nie widać chaosu, jednak biorąc pod uwagę wojenne warunki, w każdej chwili może się to zmienić – wskazuje.
Czy atak na Iran może zjednoczyć społeczeństwo?
– Tego również nie wiemy. To zależy od wielu czynników, od tego, jak długo będą trwały ataki, czy też jak wiele będzie ofiar cywilnych – odpowiada.
Trump bohaterem. Mówią na niego nawet wujek Trump
Dziś, jak mówi Aein Ghobadi, Donald Trump dla wielu Irańczyków jest bohaterem.
– Mówią na niego nawet wujek Trump. Od samego początku wierzyli w to, że jest jedynym prezydentem i jedyną osobą, która może zaatakować Republikę Islamską. Jeśli skończy się to tak, że będzie rewolucja albo zmiana reżimu, to dalej będą go kochać. Na pewno jego nazwiskiem będą nazywane ulice w Iranie. Ale jeśli do tego nie dojdzie, to raczej nie – przewiduje.
Oczywiście trudno to dziś przewidzieć. Sytuację komplikują dodatkowe kwestie.
– Należy pamiętać, że Iran to kraj wieloetniczny, gdzie są grupy takie jak Kurdowie, czy Azerowie od lat domagający się swoich praw, ale też grupy religijne, na przykład sunnici. Wewnętrzne konflikty dalekosiężnie mogą niestety doprowadzić do wojny domowej w Iranie. To byłby bardzo zły scenariusz dla Iranu – mówi dr Surdykowska-Konieczny.
Już jednak pojawiają się głosy, że część Irańczyków mieszkających za granicą chciałaby wrócić do kraju. Zarrin mówi, że słyszy mnóstwo takich opinii.
– Nadzieją dla Iranu są Irańczycy, którzy mieszkają za granicą. Mamy inżynierów, lekarzy, przedstawicieli różnych zawodów. Oni uczyli się na dobrych uniwersytetach na całym świecie. Mają duży potencjał, chcą pomagać – mówi.
Ale, jak dodaje, żeby większa zmiana dokonała się w Iranie, potrzeba ok. 20 lat. – Irańczycy się zmienili, są zindoktrynowani. Musi zmienić się społeczna mentalność – uważa.
Czy łatwo więc będzie zmienić władzę w Iranie?
– Nie wiem. Trudno powiedzieć. Ale trzymamy kciuki za ludzi w Iranie. Za to, żeby mieli siłę. Żeby byli wolni i mogli mieszkać w swoim kraju bez żadnych problemów. Irańczycy po śmierci Chameneiego: Marzyliśmy o tym dniu. Ale teraz może być gorzej
– Gdy okazało się, że Chamenei nie żyje, zadzwoniła do mnie koleżanka z Iranu. "Czy słyszałeś wiadomość?" – pytała szczęśliwa. W tle słyszałem imprezujących ludzi. Potem zobaczyłem nagranie, jak ludzie tańczą. Od wielu, wielu lat żyliśmy z tym marzeniem i nadzieją, że kiedyś nadejdzie ten dzień, że on nie żyje – mówi naTemat Aein Ghobadi, Irańczyk mieszkający w Polsce. Co się dziś dzieje w Iranie? Irańczycy opowiadają nam o radości. O tym, jak wygląda życie. Ale też o wielkim niepokoju po ataku USA.
Zarrin mieszka w Polsce od kilkunastu lat. Prowadzi restaurację w Warszawie. Powstrzymuje łzy, by nie płakać. Myślami i sercem cały czas jest w Iranie. – Nie mamy żadnego kontaktu z rodziną. W Iranie nie działa internet. Nie ma zasięgu. Sprawdzamy non stop, w każdej minucie – mówi naTemat.
Od ataku Izraela i USA na Iran, przychodzi do niej mnóstwo Polaków. Pocieszają, wspierają, pytają jak pomóc, mówią, że trzymają kciuki.
– To jest bardzo miłe. Mieszkam w bezpiecznym kraju. Ale mój mózg i serce cały czas są teraz tam. Próbujemy skontaktować się z rodziną przez różne aplikacje, FB, Instagram, WhatsApp. Nic nie działa. Zadzwoniliśmy nawet bezpośrednio, choć rozmowy są bardzo drogie. Wcześniej to się udawało, ale teraz jest to niemożliwe – mówi z niepokojem.
Według Zarrin, w Polsce żyje ok. 2-3 tys. Irańczyków. Przez jej restaurację przewinęło się też wielu Irańczyków z innych krajów. I wszyscy mają ten sam problem.
– Oni również pytają teraz, czy mamy kontakt z rodziną. Są w podobnej sytuacji co my. Są nerwy, nie wiedzą, co się dzieje. Wielu Irańczyków cieszy się, że Alego Chamaneiego już nie ma, ale boją się też, co będzie dalej. W Iranie nie jest bezpiecznie. Cały czas jest strach – mówi.
Jej córka Mahsa Movafegh dodaje: – Sami prosiliśmy USA o interwencję. Znamy ten reżim i wiedzieliśmy, że z nim nie wygramy. Nie możemy przewidzieć, co będzie dalej. Mamy nadzieję, że nie spowoduje to wojny w całym regionie. Wszystkie kraje nie tylko na Bliskim Wschodzie odczuwają efekt tego ataku. Jednak liczymy, że to jest początek obalenia islamu w Iranie. I myślę, że koniec islamu w Iranie może być początkiem dobra dla Bliskiego Wschodu.
"Irańczycy obawiają się inwigilacji"
Dr Sylwia Surdykowska-Konieczny z Zakładu Iranistyki Wydziału Kultur Azji i Afryki UW, zaznacza, że Irańczycy są przyzwyczajeni do blackoutów i mimo rozwoju nowych technologii nie zawsze są w stanie sobie poradzić z brakiem łączności ze światem. Jest to źródłem frustracji zarówno dla Irańczyków w Iranie jak ich rodzin za granicą.
Iranistka zwraca uwagę, że mimo odciętego Internetu w ostatnich dniach za pośrednictwem na przykład zachodnich stacji telewizyjnych, takich jak BBC Farsi, Iran International, czy irańskim Voice of America, docierają do nas filmiki nagrywane przez irańskich obywateli lub pochodzące z rządowej telewizji ukazujące, co się dzieje w Iranie, np. jak ludzie się cieszą z zabicia Chameneiego lub jak go opłakują.
– Nie wiem, czy pochodzą one wyłącznie od obywateli irańskich, czy też z innych źródeł. Z pewnością jednak są takie momenty, kiedy Internet i telefony w Iranie zaczynają działać i wtedy ludzie mieszkający w tym kraju kontaktują się z przyjaciółmi i rodziną za granicą. Częściej jest to kontakt z Iranu, a nie do Iranu – mówi.
– To oczywiście nie są długie rozmowy. Prawdopodobnie sprowadzają się zazwyczaj do krótkich komunikatów. Irańczycy obawiają się inwigilacji, co powoduje, że w momentach takich jak ostatnie protesty czy też obecny konflikt każdy kontakt z Zachodem też może stać się pretekstem do aresztowań przez irańskie służby – dodaje.
"Jestem w szoku, że Chamenei nie żyje", "To było marzenie dla większości z nas"
Aein Ghobadi jest tłumaczem, w Polsce mieszka od kilku lat. Jego babcia mieszka w centrum Teheranu, dosłownie obok rezydencji Alego Chameneiego. W niedzielę rano miał telefoniczne połączenie z Iranem, ale trwało tylko kilka sekund.
Nie wie, co z jego rodziną.
– Jej dom jest tak blisko, że z balkonu mojej babci widziałem dwór Chamaneiego i strażników. To jest ok. 100 metrów. A ok. 500 metrów dalej mieszkają moja ciocia i wujek. Gdy przeczytałem, że bombardowania były w tym miejscu, bardzo się zdenerwowałem. Z jednej strony jestem szczęśliwy, że zginął Chamenei, a z drugiej strony strasznie się martwię. Nie mam żadnego sygnału, czy wszystko u nich w porządku – mówi.
Pociesza się tym, że podobno nie było innych ofiar. I przypomina sobie, co mu powiedziała ciocia:
– Kiedy rozmawiałem z nią, otwarcie powiedziała: nawet jeśli my zginiemy, to pod warunkiem, że oni też zginą, jest ok. Zwłaszcza jeśli zginie Chamenei. Nasze dusze będą zadowolone.
Aein Ghobadi uważa, że większość Irańczyków tak myśli.
– Jestem w szoku, że Chamenei nie żyje. Jak większość Irańczyków, jestem z tego powodu bardzo zadowolony. To było marzenie dla większości z nas. Marzyliśmy o takim dniu. Naprawdę na to czekaliśmy. Myślę, że każdy z nas ma prawo przynajmniej przez jeden z dzień się cieszyć, bo w Iranie dobre wiadomości są bardzo rzadko, zwłaszcza ostatnio. A to była naprawdę wielka wiadomość – mówi.
Jednak czuje też niepokój.
– Ci, którzy zabili Chameneiego dali nam powód, żebyśmy się trochę napili i się cieszyli, ale co chcą robić dalej? Nie wiem. Istnieje teoretyczna szansa, że w Iranie zapanuje wielki chaos. Jednak ja myślę, że będą jeszcze większe represje. Jesteśmy w stanie wojny i nawet jeśli Amerykanie przestaną atakować, to taki stan będzie jeszcze trwał – przewiduje.
– Nie wiemy też, kim będzie nowy przywódca, a moim zdaniem może to być osoba bardziej skrajna niż Chamenei. On musi coś zrobić, żeby udowodnić miłośnikom Chameneiego w żałobie, że jest wielki. Dlatego obawiam się, że będzie jeszcze gorzej – dodaje.
Wielka inflacja w Iranie. "Co zrobią bez pracy, bez środków do życia"
Do tego, jak wskazują nasi rozmówcy, sytuacja gospodarcza Iranu jest fatalna. Inflacja zbliża się do 50 proc. Niezadowolenie ludzi wydaje się ogromne.
– Ludzie w Iranie mają puste ręce. Nie mają nic. Po uniwersytetach nie mogą znaleźć pracy zgodnie ze swoim wykształceniem – mówi Zarrin. W czwartek przed atakiem zadzwoniła do niej siostra. Powiedziała, że robią zapasy jedzenia. Kupują chleb, konserwy, bo wszystko miało być zamknięte. Szkoły, uniwersytety, restauracje, bazar, wszystko. Ludzie mieli zostać w domach. Spodziewali się ataku i przygotowywali się do niego.
– W Iranie są tak naprawdę dwie warstwy społeczne. Jedna to bogaci, powiązani z reżimem, którzy mają wpływy i nie mają problemów finansowych. Druga ludzie, którzy muszą ciężko pracować i na nic ich nie stać. Martwimy się o nich. Co zrobią bez pracy, bez środków do życia, jeśli teraz nie pracują? Jak długo to potrwa? Miesiąc? Dłużej? – zastanawia się.
O tym, jak żyją irańscy bogacze powiązani z reżimem pisaliśmy już w naTemat.
Aein dzieli się refleksją – ma wyrzuty sumienia, że może sobie pozwolić na wyjazd, koncert, czy treningi. A jego znajomi w Iranie żyją z dnia na dzień. Mają problemy z podstawowymi zakupami.
Opowiada o sytuacji mniej codziennej – gdy wysyłał swojemu przyjacielowi w Iranie odżwyki do treningów.
– Obaj trenujemy. Wcześniej codziennie rozmawialiśmy o treningach i o tym, jakie odżywki kupujemy. Od jakiegoś czasu zaczął mówić, że jego na nie nie stać. Okazało się, że ja w Polsce kupuję je za 50-60 zł. A on, żeby kupić to samo opakowanie w Iranie, musiał wydać trzy czwarte swojego wynagrodzenia – mówi.
"Śmierć Chameneiego to nie koniec tego reżimu"
To, że irańskie społeczeństwo jest podzielone, nie jest tajemnicą. Ale na ile silny jest reżim nawet bez Chameneiego?
Po ataku na Iran w mediach społecznościowych pojawiły się nagrania, na których widać radość ludzi, ale nie są to wielkie tłumy. Nie widać wielkich protestów na ulicach. Widać za to tych, którzy opłakują ajatollaha.
Jak uważa Aien, ludzie raczej siedzą w swoich domach. Przeciwnicy reżimu czekają na sygnał od lidera opozycji na wygnaniu, syna ostatniego szacha Iranu.
Dr Surdykowska-Konieczny: – Nie wykluczam, że część mieszkańców dużych miast wyjechała lub planuje wyjazd do bezpiecznych miejsc, np. na północ Iranu do swoich domów letnich czy do rodziny. Wiemy, że w okresie dwunastodniowej wojny w 2025 r. część nie chciała opuścić swoich domostw w obawie o swoje domy i mienie. Dziś można przypuszczać, że wielu zostało w domach, zgodnie z wezwaniem Donalda Trumpa czy Rezy Pahlawiego, którzy prosili o to do momentu zakończenia zbrojnej operacji.
Aein mówi, że nie ma się co dziwić, że nie widać ich na ulicach.
– 40 dni temu w Iranie były protesty. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi zostało zabitych. Dlatego Irańczycy zostają dziś w domach. Jeśli ktoś wyjdzie teraz na ulicę i cokolwiek powie, od razu zostanie zastrzelony. Chameneiego nie ma, ale system cały czas funkcjonuje. A teraz może być jeszcze gorzej – uważa Aein.
– Myślę, że nawet trochę pogorszyło to sytuację, gdyż zjednoczyło miłośników Chameneiego i Republiki Islamskiej. Dla niektórych on jest święty. Wierzy w to absolutna mniejszość. To oni są teraz na ulicach. Przeciwnikom trudniej będzie wyjść na ulice, bo ta mniejszość ma siłę i broń. I może robić wszystko w imię Allaha i swojej religii.
Iranistka: "Bardzo duża część społeczeństwa jest przeciwko obecnym rządom
Dr Surdykowska-Konieczny zwraca uwagę, że określenie liczby osób cieszących się ze śmierci Chameneiego jest bardzo trudne. Nie mamy dostępu do żadnych badań antropologicznych czy też danych statystycznych. Niektórzy podają, że jest to nawet 80 procent. Nie wiemy jednak, czy może te dane traktować poważnie.
– Część społeczeństwa opowiada się przeciwko obecnym rządom z bardzo wielu względów. To niezadowolenie jednoczy wiele grup społecznych, biznesmenów, młodzież, ludzi reprezentujących różne warstwy społeczne. Każdy ma swój powód do niezadowolenia. Nie chodzi wyłącznie o brak swobód obywatelskich, ale także o złe zarządzanie państwem, bardzo wysoką inflację, brak prądu, wody, niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb ludzi. Ostatni rok był pod tym względem niesłychanie ciężki. Od bardzo dawna obserwujemy narastające zmęczenie społeczeństwa wieloma kwestiami – mówi iranistka.
Odzwierciedleniem tej sytuacji są powtarzające się od wielu lat protesty społeczne. Ostatnie, z początku 2026 roku, bardzo agresywne ze strony rządu, skończyły się śmiercią wielu protestujących, wiele rodzin straciło bliskich.
– Warto jednak pamiętać, że ciągle istnieje spora grupa ludzi, która jest skonsolidowana wokół irańskich władz. To grupa społeczeństwa, która popiera rząd i która dziś opłakuje najwyższego przywódcę – mówi.
Dr Surdykowska-Konieczny dodaje, że Chamenei był starszym człowiekiem, miał ponad 80 lat i w Iranie od dawna trwały dyskusje o tym, kto powinien go zastąpić po śmierci. Kreślono różne scenariusze, omawiano rozmaite kandydatury.
– Oceniając sytuację wewnętrzną Iranu, musimy być bardzo ostrożni, dostęp do szczegółowych informacji jest ograniczony. Bardziej przewidywalne było postępowanie Iranu w polityce zagranicznej. Natomiast dziś, po śmierci Chameneiego, póki co zostały zastosowane procedury przewidziane w konstytucji. Nadal dosyć wielu prominentnych polityków, gotowych do podejmowania odważnych decyzji, żyje. W tej chwili nie widać chaosu, jednak biorąc pod uwagę wojenne warunki, w każdej chwili może się to zmienić – wskazuje.
Czy atak na Iran może zjednoczyć społeczeństwo?
– Tego również nie wiemy. To zależy od wielu czynników, od tego, jak długo będą trwały ataki, czy też jak wiele będzie ofiar cywilnych – odpowiada.
Trump bohaterem. Mówią na niego nawet wujek Trump
Dziś, jak mówi Aein Ghobadi, Donald Trump dla wielu Irańczyków jest bohaterem.
– Mówią na niego nawet wujek Trump. Od samego początku wierzyli w to, że jest jedynym prezydentem i jedyną osobą, która może zaatakować Republikę Islamską. Jeśli skończy się to tak, że będzie rewolucja albo zmiana reżimu, to dalej będą go kochać. Na pewno jego nazwiskiem będą nazywane ulice w Iranie. Ale jeśli do tego nie dojdzie, to raczej nie – przewiduje.
Oczywiście trudno to dziś przewidzieć. Sytuację komplikują dodatkowe kwestie.
– Należy pamiętać, że Iran to kraj wieloetniczny, gdzie są grupy takie jak Kurdowie, czy Azerowie od lat domagający się swoich praw, ale też grupy religijne, na przykład sunnici. Wewnętrzne konflikty dalekosiężnie mogą niestety doprowadzić do wojny domowej w Iranie. To byłby bardzo zły scenariusz dla Iranu – mówi dr Surdykowska-Konieczny.
Już jednak pojawiają się głosy, że część Irańczyków mieszkających za granicą chciałaby wrócić do kraju. Zarrin mówi, że słyszy mnóstwo takich opinii.
– Nadzieją dla Iranu są Irańczycy, którzy mieszkają za granicą. Mamy inżynierów, lekarzy, przedstawicieli różnych zawodów. Oni uczyli się na dobrych uniwersytetach na całym świecie. Mają duży potencjał, chcą pomagać – mówi.
Ale, jak dodaje, żeby większa zmiana dokonała się w Iranie, potrzeba ok. 20 lat. – Irańczycy się zmienili, są zindoktrynowani. Musi zmienić się społeczna mentalność – uważa.
Czy łatwo więc będzie zmienić władzę w Iranie?
– Nie wiem. Trudno powiedzieć. Ale trzymamy kciuki za ludzi w Iranie. Za to, żeby mieli siłę. Żeby byli wolni i mogli mieszkać w swoim kraju bez żadnych problemów. 
1 tydzień temu
10








English (US) ·
Polish (PL) ·