- Hyundai Santa Fe 1.6 T-GDI HEV 4WD to hybrydowy SUV, który ma duszę rodzinnego minivana. W kabinie można się nawet zgubić!
- Projektanci zadbali o wyróżnik — kanciaste nadwozie inspirowane latami 80. albo Minecraftem obraca głowy przechodniów na ulicach
- Inżynierowie zapewnili Hyundaiowi Santa Fe napęd hybrydowy, który pracuje ciszej niż układ Toyoty, ale nie dorównuje mu oszczędnością
- Cena 7-miejscowej wersji jest o blisko 70000 zł (sic!) wyższe niż podstawowej odmiany. Powód? Trzeci rząd siedzeń jest tylko w bogatszych wersjach z napędem 4x4
- Samochód był użyczony przez importera, a po teście został zwrócony
- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
SPIS TREŚCI
- Hyundai Santa Fe Hybrid — największą zaletę odkryjesz od razu
- Hyundai Santa Fe ma w sobie coś z Volkswagenów, ale...
- A co Hyundai Santa Fe podpatrzył u Toyoty?
- Hyundai Santa Fe 1.6 T-GDI Hybrid 4WD — dane techniczne
- Czy warto kupić Hyundaia Santa Fe?
Nowy Hyundai Santa Fe wygląda, jakby przybył do nas z uniwersum Minecrafta — pudełkowate nadwozie SUV-a nawiązujące do stylu terenówek z lat 80. to zwrot o 180 st. w stosunku do poprzedniej, nieco bizantyjskiej odsłony. Koreańczycy lubią eksperymentować z designem i chwała im za to, bo za tym autem naprawdę trudno nie obejrzeć się na ulicy. A przecież nie mówimy o Lamborghini, lecz rodzinnym autobusie! Wygląd to tylko jeden z asów w rękawie Santa Fe. Ideał? Niestety, "koreańczyk" ma też w talii kilka "dwójek". Czy na tyle dużo, żeby przekreśliły szansę na wygraną?
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoJakie wymiary ma Hyundai Santa Fe?
Jakie są różnice między wersjami hybrydowymi Santa Fe?
Jakie są zalety wnętrza Hyundai Santa Fe?
Jakie są osiągi hybrydowego Santa Fe?
Hyundai Santa Fe Hybrid — największą zaletę odkryjesz od razu
Kanciaste, pudełkowate nadwozie tego SUV-a to ukłon w stronę... odrzuconych minivanów. Pod surową karoserią skrywa się niezwykle funkcjonalny, rodzinny samochód. Już poprzednia generacja Hyundaia Santa Fe imponowała rozmiarem, a obecna jest od niej jeszcze większa — flagowy w Europie spalinowy SUV Hyundaia ma 4,83 m długości (+4,5 cm), 1,9 m szerokości (bez zmian) i aż 1,78 m wysokości (+7 cm). Do tego rozstaw osi przekraczający 2,8 m. To i tak "maleństwo" przy stworzonym na potrzeby Amerykanów luksusowym modelu Palisade...
Dla Europejczyków to jednak gigant. Wysoko poprowadzona i ostro zakończona linia dachu pozwoliły na wygospodarowanie we wnętrzu praktycznie tyle miejsca, ile w minivanie (w drugim rzędzie siedzeń można założyć nogę na nogę). Oczywiście, gdyby Hyundai Santa Fe nim był, miałby też wygodne w korzystaniu przesuwne drzwi. Nie miałby za to szans na rynkowy sukces — rachunek jest prosty. Kabina koreańskiego "autobusu" jest tak długa, że na pokładzie znalazł się nawet interkom ułatwiający kierowcy komunikację z pasażerami trzeciego rzędu.
Bryła Hyundaia Santa Fe obiecuje wiele i kabina spełnia te obietniceŻródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Raczej dziećmi, bo jednego Koreańczykom nie udało się obejść — trzymania brody w kolanach przez wysoką podłogę bagażnika. Dorosłych można tam przewieźć awaryjnie, ale zawsze miło mieć taką możliwość. Ja z niej skorzystałem — spontanicznie rozwiozłem do domów rodzinę po koncercie, na który wybraliśmy się w sześć osób. Krótka podróż przez miasto przebiegła komfortowo, ale słyszałem trochę stękania przy zajmowaniu miejsc w ostatnim rzędzie.
Kanapa w drugim rzędzie przesuwa się elektrycznie, tworzy jednak dość ciasne przejście do "bagażnika" (jest lepiej niż w Volvo XC90, ale gorzej niż w Peugeocie 5008). Na pochwałę zasługują miejsca na kubki, porty USB-C i kratki wentylacyjne w każdym z trzech rzędów — rzadko kiedy producenci traktują wszystkich podróżnych aż tak sprawiedliwie. No i nawet w 7-osobowej konfiguracji da się jeszcze coś przewieźć w bagażniku. Kiedy ostatnie dwa siedzenia są schowane, możemy transportować małe AGD — bagażnik ma 628 l (w wersji bez rozkładanego trzeciego rzędu aż 711 l!). Jeśli zostawimy tylko przednie fotele, zamienimy Santa Fe niemal w bagażówkę (1949 l).
Foto: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Foto: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Foto: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Foto: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Hyundai Santa Fe ma w sobie coś z Volkswagenów, ale...
Ogrom przestrzeni to niejedyna rzecz, która spodoba się kierowcy. Drugą jest coś, z czego jeszcze do niedawna słynęły samochody Grupy Volkswagena — wzorowa ergonomia. Niemieckie, czeskie i hiszpańskie auta wciąż są dość łatwe w obsłudze, ale w ostatnich latach to Hyundai i Kia wysunęły się na prowadzenie tej dyscyplinie. W Hyundaiu Santa Fe nie trzeba niczego szukać — wszystko jest tam, gdzie spodziewa się przeciętny europejski kierowca. Ba, jest nawet cały panel przełączników, pokręteł i przycisków (niektóre są dotykowe, ale to nie denerwuje), a w testowanej wersji dodatkowo był jeszcze czytelny wyświetlacz przezierny (HUD). Hyundai pokazuje, że da się stworzyć nowoczesne auto, które nie będzie miało wszystkiego zaklętego w jednym ekranie i przyciskach na kierownicy. Brawo!
Projektanci odpowiedzialni za wygląd wnętrza ściśle współpracowali z zespołem odpowiedzialnym za stylistykę zewnętrzną. Masywna, prosta w formie deska rozdzielcza wyraźnie nawiązuje do kanciastej karoserii — nie ma mowy o żadnej niekonsekwencji. Zastosowane w kabinie materiały (ekoskóra, pseudodrewno i aluminium) tworzą aurę samochodu z wyższej klasy, ale z tym obrazem nie licują — niestety — wirtualne wskaźniki. Cyfrowy kokpit składający się z dwóch 12,3-calowych ekranów na pierwszy rzut oka wygląda nieźle. Szkoda, że kierowca nie ma zbyt dużo opcji konfiguracji widoku cyfrowych zegarów (ich grafika trochę już trąci myszką, a wyświetlane ograniczenie prędkości napisano chyba Comic Sansem... to żart?).
Foto: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Foto: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Foto: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Foto: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Foto: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Na plus funkcjonalność — nieco zbyt surowy interfejs broni się łatwością obsługi. Może nie jest za ciekawie, ale za to da się szybko i łatwo dostać do szukanych ustawień czy funkcji. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby Hyundai zainspirował się rozwiązaniem z samochodów Grupy Renault i przeznaczył jeden przycisk na wyłączenie wszystkich nielubianych przez kierowcę systemów wsparcia.
Trudno je polubić, bo nawet na moment nie spuszczają z kierowcy oka i atakują go powiadomieniami dźwiękowymi i wizualnymi (zwłaszcza układ monitorowania uwagi kierowcy) — w teorii działają tak, jak nakazują europejskie przepisy, w praktyce można oszaleć, jeśli nie uciszy się ich przed jazdą. Aby zrobić to nieco szybciej, warto przypisać sobie menu z systemami do konfigurowalnego przycisku na kierownicy (to ten z gwiazdką). Nawet wtedy trzeba jednak "przeklikać" się przez każdy system osobno. To chyba największy minus tego auta — po kilku dniach miałem już wyrobioną pamięć mięśniową i tylko to ocaliło moją psychikę.
Panel z systemami bezpieczeństwa w menu Hyundaia Santa FeŻródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
A co Hyundai Santa Fe podpatrzył u Toyoty?
W porównaniu z poprzednikiem nie do poznania zmieniło się jeszcze jedno — paleta jednostek napędowych. W przeciwieństwie do koncernowej siostry, czyli Kii Sorento, Hyundai Santa Fe nie może już mieć pod maską "klekota". Diesel ustąpił miejsca dwóm odmianom hybrydowym — klasycznej (HEV) i wersji z wtyczką (PHEV), a to rodzaj napędu, który nierozerwalnie kojarzy się z Toyotą. Czy Japonia dała się wyprzedzić Korei w tej dyscyplinie? Na przykładzie testowanego egzemplarza z klasyczną pełną hybrydą i napędem 4x4 widać, że Hyundai podszedł do tematu nieco inaczej niż Toyota.
Pierwsza różnica? Silnik spalinowy — tutaj też jest 4-cylindrowy, ale o mniejszej pojemności i nie wolnossący, lecz turbodoładowany. Sama jednostka 1.6 T-GDI generuje 160 KM, a wspierający ją motor elektryczny produkuje jeszcze dodatkowe 65 KM. Łączna moc systemowa jest nieco niższa niż suma tych wartości — to 215 KM. W wielkim, ważącym 1965 kg SUV-ie taka informacja nie rzuca na kolana, ale - o ile nie spodziewacie się cudów - na co dzień tyle naprawdę wystarcza.
Silniki Hyundaia Santa Fe HybridŻródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Taki "Koreańczyk" radzi sobie całkiem nieźle nawet z włączaniem się do ruchu na autostradzie. Z dwoma osobami na pokładzie pierwszą setkę osiąga po 9,8 s, a wskazówka na cyfrowym prędkościomierzu wskaże maksymalnie 180 km na godz. Hybrydowym Hyundaiem Santa Fe jeździ się inaczej niż hybrydowymi SUV-ami Toyoty głównie przez zastosowaną przekładnię. Hyundai postawił na 6-biegową, hydrokinetyczną skrzynię automatyczną, co ma dwojakie skutki — pozytywne (cichsza praca, brak wycia przy przyspieszaniu i bardziej naturalne wrażenia z jazdy) oraz negatywne (gorsza wydajność układu i wyższe spalanie).
Jak to jeździ? Po amerykańsku. Nawet 20-calowe alufelgi z oponami o profilu 45 nie mącą komfortu zapewnianego przez miękkie zawieszenie (z przodu kolumny McPhersona, z tyłu układ wielowahaczowy). Z amerykańskimi samochodami kojarzy się też leniwy układ kierowniczy, który zyskuje na precyzji dopiero po przełączeniu w tryb sportowy. Amerykańska jest także średnica zawracania (aż 12 m!), co przeszkadza w manewrowaniu w mieście. Ogólnie Hyundai Santa Fe jeździ tak, jak na rodzinne auto przystało (stawia na wygodę), ale jednocześnie nie podpiera się na zakrętach lusterkami bocznymi. Jeśli wolisz nieco twardsze nastawy, a nie chcesz poświęcać przestronności, lepszym wyborem będzie wspomniana już Kia Sorento. Niezadowoleni mogą być też fani holowania przyczep — nawet z napędem 4x4 Santa Fe Hybrid ma uciąg maksymalnie 1100 kg (przyczepa z hamulcem).
20-calowe alufelgi nie psują komfortu zapewnianego przez miękkie zawieszenieŻródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Czy koreańska hybryda jest lepsza od konstrukcji Toyoty? Na pewno cichsza (także pod względem wyciszenia kabiny), ale wykręcane przez Santa Fe w zimie wyniki zużycia paliwa — 9-10 l/100 km w mieście i 11-12 l/100 km na autostradzie — pokazują, że Toyota zna się lepiej na tej robocie. Hyundai zdecydowanie rzadziej korzysta z trybu elektrycznego i pokonuje mniejszy dystans na prądzie. Czy to problem? Koreańczycy przezornie wyposażyli Santa Fe w 67-litrowy zbiornik paliwa, więc nie trzeba często stawać na tankowanie (to wada wersji PHEV z dużo mniejszym bakiem). A poza tym wielkiego Highlandera już nie ma w ofercie, więc Toyota nie ma czym walczyć z Santa Fe.
Hyundai Santa Fe 1.6 T-GDI Hybrid 4WD — dane techniczne
| Silniki | t.benz. 1598 cm3 R4 + el. |
| Moc systemowa | 215 KM |
| Maks. moment obrotowy | 367 Nm |
| Skrzynia biegów | Automatyczna, 6-biegowa |
| Napęd | 4x4 |
| Pojemność baku | 67 l |
| Pojemność akumulatora | 1,49 kWh |
| Prędkość maksymalna | 180 km/h |
| Przyspieszenie (0-100 km/h) | 9,8 s |
| Śr. zużycie benzyny (WLTP) | 6,9-7,3 l/100 km |
| Dł./szer./wys. (mm) | 4830/1900/1780 |
| Rozstaw osi (mm) | 2815 |
| Liczba drzwi/miejsc | 5/7 |
| Pojemność bagażnika (l) | 628/1949 |
| Masa własna pojazdu (kg) | 1965 |
| Ładowność (kg) | 710 |
| Cena | od 209,9 tys. zł (wersja 7-miejscowa: od 277,9 tys. zł) |
Czy warto kupić Hyundaia Santa Fe?
Mimo że vany wyszły z mody wiele lat temu, wciąż ciężko znaleźć na rynku SUV-a, który dorównałby im praktycznością. Passę niepowodzeń przełamuje Hyundai Santa Fe, który wreszcie udowadnia, że da się zaprojektować funkcjonalnego SUV-a. Rodziny będą zachwycone, bo auto punktuje nie tylko niesztampowym projektem nadwozia, ale też bogatym wyposażeniem, wysokim komfortem jazdy i rozsądnym — jak na swoje gabaryty — zużyciem paliwa. Dynamika jest przyzwoita, ale niektórzy mogą czuć niedosyt.
Nie dajcie się zwieść terenowemu wyglądowi — to nie jest rasowe auto dla poszukiwaczy przygód (prześwit to tylko 17,7 cm), lecz typowy transportowiec dla dużych rodzin. Nietani, bo ceny wersji 7-miejscowej zaczynają się od 277,9 tys. zł (trzeci rząd siedzeń wymaga wyboru wersji Platinum z napędem 4x4), a to już niemal rewiry lepiej prowadzącej się Mazdy CX-80 z oszczędnym i szybkim dieslem...
Galeria zdjęć
1/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
2/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
3/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
4/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
5/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
6/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
7/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
8/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
9/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
10/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
11/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
12/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
13/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
14/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
15/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
16/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
17/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
18/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
19/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
20/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
21/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
22/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
23/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
24/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
25/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
26/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
27/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
28/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
29/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
30/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
31/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
32/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
33/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
34/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
35/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
36/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
37/37
Żródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek








English (US) ·
Polish (PL) ·