Hołd dla Dickensa czy polemika z Dickensem?

1 miesiąc temu 16

Akcja rozgrywa się w Uranii, domu założonym przez Charlesa Dickensa i Angelę Burdet-Coutts w celu pomocy kobietom „upadłym”. Wśród lokatorek znajduje się Marta, która rozpaczliwie pragnie odnaleźć swoją siostrę Emily i jest gotowa nawet złamać w tym celu zasady „Domku”. Tymczasem sama Angela dowiaduje się, że mężczyzna, który od lat ją nęka i próbuje zmusić do małżeństwa lub oddania mu majątku, opuścił więzienie.

Fabularnie ta książka różni się od tego, co Stacey Halls tworzyła wcześniej. W żadnej z jej poprzednich powieści autentyczne postacie nie odgrywały tak dużej roli, w każdej też skupialiśmy się na jednej czy dwóch głównych, tu swoje pięć minut dostaje większość mieszkanek Uranii. I chociaż uwielbiam wielowątkowe historie, to Halls lepiej sprawdzała się w tych kameralnych. Nie udało jej się sprawić, by wszyscy bohaterowie byli rozbudowani, a ich losy interesujące. Z czasem jednak kilka postaci wybija się na pierwszy plan. Zdecydowanie najciekawsza była dumna i inteligentna, ale też zastraszona i zagubiona Angela. Jej postać pokazuje, że kobieta może być odważna i radzić sobie w życiu, ale też czasem się załamywać i pragnąć opieki. Z kolejnymi stronami coraz bardziej lubiłam też doświadczoną przez los Martę, która nie miała złudzeń do świata, ale mimo wszystko starała się zdobyć dla siebie to, co mogła. Bardzo ciekawie wypada też wątek romantyczny dwóch kobiet, które bez wątpienia łączy głęboka miłość, ale jest to uczucie, którego obie nie do końca rozumieją. Może jest to mniej epickie niż zakazane romanse, gdzie bohaterowie nie dbają o konwenanse, ale chyba bardziej realistyczne.

Mimo że sam Charles Dickens jest postacią drugoplanową, to jest często wspominany i jego „duch” unosi się nad bohaterkami. Znajduje się tu też sporo nawiązań do jego twórczości, na czele z postaciami Marty i Emily, które wydają się oczywistą odpowiedzią na swoje imienniczki z „Dawida Copperfielda” – i chociaż nie przepadam za ciągłym wytykaniem klasykom, że kobiety są za delikatne i łagodne, w tym wypadku rzeczywiście bardziej kupują mnie te bohaterki w wersji Halls, świadomie podejmujące pewne decyzje, nieczekające na litość, rozumiejące, że ich możliwości działania są ograniczone, ale w tym wszystkim silne i dumne. Relacja Angeli i Księcia, dawnego znajomego jej rodziców, który potem staje się obiektem jej uczuć, nietypowa, specyficzna, ale na swój sposób piękna, też nosi znamiona popularnych w książkach Dickensa wątków romantycznych między młodą dziewczyną a starszym mężczyzną. „Domostwo” to w dużej mierze polemika pisarzem. Wiadomo, że był on osobą kontrowersyjną, ale tutaj autorka nie skupia się na jego głośnym rozstaniu z żoną i ponownym związku (też ze znacznie młodszą kobietą), ale na działalności społecznej. Mimo że nie pomija dobrych stron Domu Urania i pokazuje, że niektóre dziewczęta rzeczywiście znalazły tam nowy dom, to jednocześnie pokazuje, że fundatorzy często traktowali je przedmiotowo, nie rozumieli ich prawdziwych potrzeb i przede wszystkim odmawiali prawa do decydowania o sobie, uważając, że oni wiedzą lepiej. Ostatecznie „Domostwo” zostawia nas z gorzką refleksją, że nie każdemu da się pomóc, ale też nie zawsze ratunkiem jest to, co my uważamy za dobre.

Nie jest to najlepsza powieść Stacey Halls, ale jak we wszystkich innych książkach tej pisarki widać w niej dużą wrażliwość, empatię dla bohaterów i przygotowanie do tematu.

Katarzyna Lisowska

Przeczytaj źródło