„Zimne wybrzeża”, Szczepan Twardoch
Wydawictwo Marginesy
Spitsbergen, czasy zimnej wojny. Na wyspę przybywa sześciu pasażerów, wśród nich John Smith – młody mężczyzna z brytyjskim paszportem, który podaje się za naukowca i trafia do polskiej stacji polarnej. Wkrótce jeden z członków ekspedycji ginie zaatakowany przez niedźwiedzia polarnego. Czy to możliwe, że się nie bronił?
W zamkniętej społeczności, odciętej od świata przez nadchodzącą noc polarną, napięcie i nieufność rosną. Smith, zgłębiając sprawę śmierci polarnika, wikła się w sieć intryg i podejrzeń, staje się też elementem niebezpiecznej rozgrywki, która może zmienić losy świata. Ale czy on sam jest tym, za kogo się podaje? I jaką rolę odgrywają w tej odległej, podbiegunowej osadzie Ojcowie Grzesznicy, starsi wioski spod Biełomorska?
Czytaj tekst Bartosza Czartoryskiego
Twardoch – po mistrzowsku łącząc elementy thrillera szpiegowskiego, kryminału i dramatu psychologicznego – opowiada o samotności, zdradzie, pokłosiu wojny i cienkiej granicy między misją a obsesją oraz o tym, jak historia i polityka potrafią zdeterminować los zwykłych ludzi.
Niby rzeczona powieść doczekała się po swojej premierze w 2009 roku wydania nieco późniejszego, ale na rynku księgarskich to przecież lata świetlne. No i, niby szczegół, lecz wcześniej tak ładnej okładki nie było. Ogółem ciekawe, w którą stronę pójdą graficzne projekty kolejnych powieści Twardocha wydawanego od niedawna przez Marginesy, bo poprzednie zawsze przykuwały uwagę, ale to nic innego jak dygresja.
Choć „Zimne wybrzeża” na pierwszy rzut oka wydawać się mogą literacką ciekawostką albo sposobem na załatanie rynkowej luki w oczekiwaniu na kolejną premierową książkę śląskiego autora, to myślenie cokolwiek błędne. Bo, czytane dzisiaj, „Zimne wybrzeża” interesująco jest nanieść na całą oś kariery Twardocha, zanim ten trafił do szerszego odbiorcy i stał się pisarzem bestsellerowym, co uwzględnia również bardzo dobre, interesujące posłowie Łukasza Jana Berezowskiego. Ale nie jest to żadne lusterko, w którym widać odbicie późniejszych decyzji artystycznych pisarza, byłoby to dla książki krzywdzące. To, przede wszystkim, dorodny gatunkowy thriller, który, co dla czytelnika zaznajomionego z twórczością pisarza nie będzie niespodziewane, opowiada, między innymi, o granicach lojalności. I nie tylko.
Fabułę powieści osadził Twardoch w czasie Zimnej Wojny na odizolowanym od świata, dobrze sobie znanym Spitsbergenie, gdzie, do polskiej stacji polarnej, przybywa grupa mężczyzn różnych profesji i doświadczeń. To naukowcy, marynarze, a także ludzie o mniej jasnej przeszłości politycznej i wojskowej. Rutynę codzienności przerywa śmierć jednego z towarzyszy i pośród polarnej pustki zaczynają narastać lawinowo podejrzenia i tajemnice.
Centralną postacią tej opowieści jest John Smith, człowiek z brytyjskim paszportem i kieszeniami pełnymi pytań bez odpowiedzi. To on staje się kozłem ofiarnym, to na nim koncentrują się podejrzenia, to on staje się obiektem nieufności. Twardoch, korzystając z klaustrofobicznej, arktycznej scenerii, buduje intrygę na emocjach i wykładniczo narastających konfliktach. Surowość krajobrazu potęguje poczucie izolacji, a zabójcze zimno funkcjonuje jako metafora sztywnych, politycznych kajdan.
Sprawny mariaż szpiegowskiego thrillera, sensacyjnego kryminału i dramatu psychologicznego zdecydował, że „Zimne wybrzeża” już przed laty doczekały się pochwał ze strony krytyki, która zwracała uwagę na literacką dojrzałość, z jaką Twardoch buduje napięcie i, operując detalem historycznym i militarnym, konstruuje wiarygodny świat przedstawiony, nanosząc nań zniuansowane portrety psychologiczne. Jego bohaterowie plączą się bowiem coraz bardziej i potykają o sprzeczne lojalności. O czym pisano wtedy, jest aktualne i dziś. Język, gęsty, odarty z minoderii, wymagający, czyni lekturę daleką od łatwej, ale bliską satysfakcjonującej.

Oczywiście „Zimne wybrzeża” nie są tak językowo i stylistyczne zaawansowane jak późniejsze powieści autora, to powieść młodsza i pokoleniowo, i warsztatowo od jego kolejnych, bardziej rozbuchanych ambicjonalnie projektów. W tej swoistej surowości tkwi jednak jej siła. Bo mamy tutaj do czynienia ze zmaganiem z materią gatunku, z pisarzem eksperymentującym z giętkością i elastycznością literatury sensacyjnej, który drepcze po granicy prozy rozrywkowej i zaangażowanej. Są tu obecne niejako obowiązkowe dla Twardocha motywy, które będzie z czasem rozwijał i poddawał głębszej refleksji, jak kwestie tożsamościowe czy zderzenie wczoraj z jutrem.
Ale, powtórzę, na pierwszym planie znajduje się pytanie o granice lojalności, wobec państwa, grupy, jednostki, siebie, a także zaduma nad pamięcią indywidualną i zbiorową. Laboratoryjna biel arktycznego lodu tylko uwypukla to, co w innych okolicznościach być może pozostało by pogrzebane na długo. Stąd też Twardoch wyciąga na światło dzienne losy polskich formacji politycznych czasu wojny i kreśli historię prób militaryzacji archipelagu, przez co jego książka rezonuje z kwestiami wybiórczości pamięci historycznej i odpowiedzialności za decyzje państwa.
Twardoch mówił w rozmowach dotyczących książki, że „Zimne wybrzeża” to z jego strony próba połączenia potrzeby opowiadania oraz zainteresowania mechanizmami politycznymi. To według niego opowieść o sprawdzianie charakterów oraz wyraz jego osobistej fascynacji miejscem wystawiającym człowieka na niełatwą próbę. Czyni to powieść nie tylko zagadką sensacyjną, ale i swoistym poligonem doświadczalnym, na którym autor bada reakcje na ekstremalne warunki, nie tylko klimatyczne, ale i polityczne.
Wznowienie omawianej powieści przez Marginesy umożliwia czytelniczą konfrontację z nie dość chyba jeszcze poznanym okresem twórczości Twardocha, kiedy to jego wyjątkowy i charakterystyczny język dopiero dojrzewał, ale już roiło się od pytań, które z czasem wybrzmieją znacznie głośniej. Niewątpliwy jest w „Zimnych wybrzeżach” jego literacki talent łączący artystyczne ambicje z przystępnością lektury. Oto książka, której należy się ponowna ewaluacja i docenienie.
„Zimne wybrzeża” Szczepana Twardocha już w sprzedaży. Kliknij TUTAJ.
Bartosz Czartoryski
Szczepan Twardoch
Polski pisarz, z wykształcenia socjolog. Publikował w "Życiu", "Opcjach", "Frondzie", "Arcanach" i "Strzale" jako niezależny publicysta. Był redaktorem działu literackiego dwumiesięcznika "Christianitas". Stały felietonista i współpracownik "Broni i Amunicji", stały współpracownik kwartalnika "44 / Czterdzieści i Cztery". Jego opowiadanie "Obłęd rotmistrza von Egern" nominowane było do nagrody Nautilus za rok 2003 i zajęło w głosowaniu 4. miejsce. Opowiadanie pod tytułem "Rondo" zdobyło Nautilusa za najlepsze opowiadanie roku 2006. Za "Epifanię wikarego Trzaski" otrzymał zaś Srebrne Wyróżnienie Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego w 2008.
Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Marginesy.

1 miesiąc temu
21





English (US) ·
Polish (PL) ·