Czytamy w weekend. 12 grudnia 2025

1 miesiąc temu 24

Jakie książki czytamy w ten weekend?

„Naznaczony”Robert Galbraith

Oto i jest! Ósmy tom serii o detektywie Cormoranie Strike’u i jego asystentce Robin Ellacott. Przyznam, że każdą część czyta się z taką przyjemnością, z jaką ogląda najlepszy kryminalny serial. To ten typ historii, w którym napięcie rośnie stopniowo, ale nieubłaganie. Zresztą serial na podstawie książek rzeczywiście istnieje (HBO zrobiło to dobrze), ale… wiadomo: książki wygrywają. Akcja „Naznaczonego” odpala już od pierwszych stron. W skarbcu ze srebrem zostają znalezione okaleczone zwłoki, a ich tożsamość od początku budzi wątpliwości. Policja wie swoje, ale do Strike’a zgłasza się zdesperowana kobieta, która wierzy, że ofiarą jest jej zaginiony partner. No i się zaczyna… Masońskie tropy, sekrety, fałszywe ścieżki, brudne interesy, a do tego ta chemia między Cormoranem i Robin.

W tym tomie zagęszcza się ten wątek emocjonalny. Śledztwo zmusza Cormorana do konfrontacji z tym, co tak długo spychał w cień, uczuciami wobec Robin. Ich relacja, pełna niewypowiedzianych zdań i drobnych gestów, pięknie splata się z główną intrygą. A przed czytelnikiem ponad 900 stron konkretnej, intensywnej lektury, idealnej na długie, zimowe wieczory. A nawet świąteczne, bo nie zakładam, że uda mi się dokończyć tę cegłę przed 24 grudnia. Jeśli lubicie długie kryminały, osobiste dramaty, skomplikowane relacje i misternie zaplecioną intrygę, to „Naznaczony” jest dokładnie tym. Przynajmniej do połowy, bo druga część dopiero przede mną, ale już czuję, że ten weekend zamiast świątecznych przygotowań, spędzę zatopiona w londyńskich klimatach. Polecam całą serię!

„Polska sarmacka. Historia zwykłych ludzi”Mateusz Wyżga

W najbliższy weekend sięgam po „Polskę sarmacką. Historię zwykłych ludzi” Mateusza Wyżgi, bo w mam ochotę zobaczyć dawną Rzeczpospolitą nie od strony bitew i wielkich nazwisk, tylko przez codzienność. Interesuje mnie ten świat „od podszewki”, w którym ważniejsze od politycznych sporów bywały praca, jedzenie, choroby, pogoda, sąsiedzkie konflikty i małe radości.

Chcę sprawdzić, jak wyglądała sarmacka rzeczywistość poza legendą o husarii i kontuszach. Jak żyli ci, którzy nie pisali pamiętników i nie trafiali do podręczników, a mimo to tworzyli tło i sens epoki.

Podoba mi się też sam pomysł opowieści złożonej z krótszych tematów i scen, które prowadzą przez obyczaje, dom, relacje, pracę i lęki tamtych czasów. Liczę na książkę, która nie robi suchej kroniki, tylko układa historię z drobnych szczegółów i pozwala poczuć, jak mogło wyglądać życie „zwykłych ludzi”. Weekend zapowiada się więc historycznie, ale przede wszystkim bardzo po ludzku.

„Sen o okapi”Mariana Leky

Lubię grudniowy chaos, migoczące światełka sprawdzające naszą odporność na przesadę, zapach iglaków, jarmarki, na których człowiek co trzy kroki zastanawia się, czy to jeszcze rękodzieło, czy już frontalny atak na estetykę, oraz poszukiwanie prezentów, po którym nawet najbardziej opanowany osobnik zaczyna wątpić we własną decyzyjność. Do tego dochodzą podsumowania roku, które przynajmniej iluzorycznie spinają ostatnie dwanaście miesięcy w jakąś doświadczeniową ramę. Bodźców jest sporo, więc szukam książki działającej jak mentalny reset.

Co będzie więc czytane? „Sen o okapi” Mariany Leky. Poprzednia książka autorki, „Smutki wszelkiej maści”, mimo tytułu okazała się zaskakująco podnosząca na duchu. Jeśli i ta powieść ma podobny efekt uboczny, to grudniowy weekend spędzę w jej towarzystwie. I czekoladowego Mikołaja, którego szybko poddam dekapitacji.

A wy, jakie książki macie na swojej weekendowej liście? Piszcie w komentarzach!

Przeczytaj źródło