Czy Donald Trump mądrzeje?

20 godziny temu 11

Po akcji USA w Wenezueli Xi Jinping oraz Władimir Putin mają się czym martwić. Kombinacja brutalnych działań ekonomicznych, rozbijanie wewnętrznej spoistości reżimu oraz wsparcie polityczne dla opozycji może zachwiać wieloma tronami. Europa powinna natomiast zrozumieć, że mimo wszystko to nie Donald Trump jest jej głównym problemem.

Donald Trump spotyka się z falą krytyki za samo porwanie i wywiezienie Nicolasa Madury. To lekka hipokryzja – gorsze rzeczy robił seryjnie Związek Radziecki, bez grzechu nie są też Francuzi mający spore doświadczenie w siłowym pozbywaniu się niewygodnych dla Paryża przywódców w Afryce. Swoją drogą, porwanie i postawienie delikwenta przed sądem, na oczach wolnych mediów, i tak wydaje się bardziej cywilizowanym rozwiązaniem niż potajemne pozbawienie życia, nierzadko rękami wynajętych zbirów. Krytyka spada jednak na Amerykanów jeszcze z innego powodu – za to, że zamiast zainstalować u władzy wenezuelską opozycję i jej emigracyjnych liderów, Waszyngton próbuje dogadywać się z ludźmi ancien régime’u. To ciekawy paradoks, bo Trump robi przecież (z grubsza) właśnie to, czego nie zrobił na przykład George W. Bush w Iraku od razu po obaleniu Saddama Husajna i za co też był mocno krytykowany. Amerykanie musieli bowiem odkręcać błędy i nadrabiać te zaległości dużo później, zapłaciwszy po drodze bolesną cenę. A to dlatego, że ich pierwotni wybrańcy okazali się mocni tylko w gębie, faktycznie niezdolni do zarządzania krajem, a z kolei urzędnicy i oficerowie ze środowisk dawnej partii BAAS, wyrzuceni poza nawias, chcąc nie chcąc, włączali się w działania islamistycznych milicji, nawet tych proirańskich, służąc im swoją wiedzą i doświadczeniem.

Tym razem Amerykanie grają inaczej. Przede wszystkim, zamiast najeżdżać kolejne państwo przy pomocy wojska, zdobywać terytorium, a potem brać bezpośrednią odpowiedzialność za zarządzanie nieuniknionym głębokim kryzysem, usunęli tylko lidera, wysyłając przy tym mocny sygnał jego wewnętrznym i zewnętrznym sojusznikom. Zdestabilizowali więc i osłabili reżim, ale go nie zlikwidowali. Chociaż, przynajmniej teoretycznie, mogli. Dysponują przecież wystarczającą przewagą wojskową, wywiadowczą i ekonomiczną.

Przeczytaj źródło