Czasem trzeba coś stracić, by móc zyskać coś lepszego

1 miesiąc temu 33

„W oczekiwaniu na cud” to historia, w której przypadki, pomyłki, zbiegi okoliczności i nie zawsze bajkowe perypetie uczuciowe mieszają się ze sobą niczym składniki smacznej potrawy wigilijnej. Odwieczna zasada mówi o tym, by na świątecznym stole pojawiło się 12 potraw, natomiast Agnieszka Olejnik także nie poskąpiła z liczbą wątków i bohaterów. Wszystkie osoby okazują się bardzo istotne, dlatego nawet postaci drugoplanowe nie mogą zostać pominięte. Z reguły historie świąteczne powinny niemal ociekać słodyczą, jednakże Agnieszka Olejnik zachowała wzorcowy dystans między tym, co w życiu bohaterów wydaje się słodkie, gorzkie, słone, a do tego wszystkiego okraszone odrobiną humoru i nadziei.

Czy cuda lub tajemnicze zbiegi okoliczności to synonimy? Agnieszka Olejnik, pod płaszczykiem świątecznej scenerii, pragnie nas przekonać, byśmy nie byli wyłącznie realistami potrzebującymi rzetelnych dowodów na konkretne wydarzenie. Taki sztywny, wręcz matematyczny stan umysłu nie powinien dotyczyć zwłaszcza miłości. Choć ma ona i swoje przykre strony, w wielu przypadkach nie pyta o wiek i przychodzi nieproszona. Wystarczy pojawić się w odpowiednim miejscu i czasie, by między dwojgiem ludzi zaczęła dziać się magia, niekoniecznie świąteczna. Książkę tę poleciłabym także malkontentom, którzy wiecznie widzą wszystko w czarnych barwach. Głęboko wierzę w to, że niektóre rozdziały rozjaśnią ich dotychczasowy sposób myślenia.

Mira Hamerlik oraz jej rodzina to bardzo nietypowy przykład jak na świąteczne realia. Mąż Filip wydaje się typem władczym, przez co syn Tomasz w ogóle nie ma ochoty na ojcowskie porady. Jakby tego było mało, córki Beata i Kasia, choć są bliźniaczkami, lata temu zerwały tę magiczną siostrzaną więź i dosłownie nie mogą na siebie patrzeć. Wisienką na torcie jest także konflikt Filipa ze starszym i schorowanym bratem Gustawem. Gdzie by nie spojrzeć, awantura goni awanturę, a kłopoty sprzed lat nie zniknęły w magiczny sposób. Czy Mira- idealna gospodyni i kapłanka świątecznych tradycji- zapanuje nad wiecznym rodzinnym chaosem? Cóż, autorka tak zaplanowała fabułę, że nic nie okaże się tutaj proste. Wręcz przeciwnie- szokujące zwierzenia bohaterów każą nam samym zastanowić się nad relacjami rodzinnymi. Czy dalej je podtrzymujemy? Czy stoimy murem za najbliższymi członkami rodziny? Czy poza świętami odwiedzamy się wzajemnie, szczerze rozmawiamy? Czy w ogóle dobrze znamy osoby, z którymi mieszkamy, jemy posiłki, dzielimy łóżko? Są to kwestie do indywidualnego rozważania, do czego gorąco zachęcam.

Bardzo się cieszę, że poza pobocznymi, choć istotnymi wątkami, pisarka w sposób skrupulatny podkreśliła, na czym naprawdę polega magia świąt. Słusznie uznała ona, że Boże Narodzenie to nie tylko piękne dekoracje, smaczne potrawy czy prezenty pod choinką. Idealne składniki wieczerzy wigilijnej to rozmowy, wspomnienia, śmiech i łzy, wspólne słuchanie kolęd, czy łamanie się opłatkiem. W samotności nie było, nie ma i nie będzie żadnej magii. Wieczerza wigilijna może być uboga w składniki, lecz wymaga bogactwa w poczucie przynależności.

Celowo nie wspominam o wszystkich wykreowanych przez pisarkę osobach- powieść świetnie się czyta i szkoda byłoby ujawniać każdy szczegół, tym bardziej dotyczący końcowych rozdziałów.

Powieść ta okazała się momentami bardzo wzruszająca. Atmosfera świąteczna jest widoczna, owszem, ale autorka nie przesadziła z tak zwaną ilością lukru w lukrze. Wszystkie wątki do siebie pasują, a czytelnicy mogą zrozumieć, jak ważne są rodzinne więzi.

Natalia Wróż

Przeczytaj źródło