Co czeka Polskę w 2026 r.? Analityk ostrzega przed "ścieżką grecką"

3 tygodni temu 34

Data utworzenia: 23 grudnia 2025, 13:44.

Koniec 2025 r. to czas podsumowań i bilansów — zarówno w polityce, jak i gospodarce. To moment, w którym rządy, ekonomiści i analitycy sprawdzają, co udało się zrealizować, a jakie problemy zostały tylko odsunięte w czasie. Grudzień tradycyjnie przynosi też gorące dyskusje o budżecie, deficycie i stanie finansów publicznych. Ale czy polska gospodarka wychodzi z 2025 r. silniejsza? "Fakt" rozmawiał na ten temat z Piotrem Kuczyńskim, analitykiem DI Xelion. Choć ekspert twierdzi, że był to pomyślny rok dla polskiej gospodarki, zwraca uwagę na kilka istotnych ryzyk. — Jesteśmy ewidentnie na ścieżce greckiej — ostrzega.

Analityk DI Xelion Piotr Kuczyński, choć pozytywnie ocenia kondycję polskiej gospodarki w 2025 r., zwraca uwagę na pewne ryzyka. Foto: Jakub Kamiński /PAP / 123RF

W ubiegłym tygodniu Senat zatwierdził umowę budżetową na 2026 r. Zgodnie z nią państwo ma wydać 918,9 mld zł, a deficyt nie powinien przekroczyć 271,7 mld zł. Dochody zaplanowano na poziomie 647,2 mld zł. Teraz poprawkami izby niższej zajmie się Sejm, a uchwalona ustawa trafi następnie na biurko prezydenta. Rząd określa projekt jako budżet "ambitnej i bezpiecznej Polski", natomiast opozycja alarmuje, wskazując na rekordowy deficyt, zbyt niskie — jej zdaniem — nakłady na ochronę zdrowia w przyszłorocznych wydatkach państwa oraz rosnące zadłużenie kraju. A jak stan finansów publicznych i gospodarki ocenia ekspert?

Analityk ocenia stan polskiej gospodarki. "Był to rok pomyślny"

— To był oczywiście rok pomyślny dla polskiej gospodarki — ocenia Piotr Kuczyński w rozmowie z "Faktem". Jak wskazuje, z danych cząstkowych wynika, że wzrost PKB wyniesie około 3,4–3,5 proc., w zależności od metodologii. — To wynik plasujący nas w ścisłej czołówce Unii Europejskiej, być może nawet na pierwszym miejscu, więc trudno mówić, że było źle — dodaje.

Zdaniem analityka również sytuacja płacowa wyglądała korzystnie. — Ostatnie dane pokazują wzrost wynagrodzeń rzędu 7 proc. rok do roku, co po uwzględnieniu inflacji daje około 4,4 proc. realnie — wylicza Kuczyński. Zwraca przy tym uwagę, że stopa bezrobocia na poziomie 5,5–5,6 proc. jest w części efektem zmian w zasadach rejestracji. — Dziś można rejestrować się także w miejscu pracy, a nie wyłącznie zamieszkania, co sztucznie podbiło ten wskaźnik — zaznacza. — Inflacja na poziomie 2,5 proc. to z kolei bardzo dobry wynik — dodaje.

Zobacz też: Oto efekt uboczny decyzji banku centralnego. Chodzi o raty pożyczek świątecznych

Co z deficytem i długiem publicznym? "To budzi uzasadniony niepokój"

Jednocześnie Piotr Kuczyński nie bagatelizuje słabszych stron obrazu gospodarki. — Problemem pozostają deficyt i dług publiczny — są one znaczące i to budzi uzasadniony niepokój, zwłaszcza w dłuższym horyzoncie — podkreśla. Jak jednak zaznacza, w perspektywie najbliższego roku czy dwóch nie widzi bezpośredniego zagrożenia. — Eurostat prognozuje zadłużenie na poziomie 66–70 proc. PKB, podczas gdy według krajowej metodologii będzie to 52–53 proc., czyli poniżej konstytucyjnego limitu 60 proc. — wyjaśnia. — Dla porównania średnie zadłużenie w UE wynosi około 80 proc. PKB, więc o dramacie nie ma mowy — dodaje.

Ekspert zwraca też uwagę na sytuację na rynku długu. — Popyt na polskie obligacje jest dziś bardzo silny — mówi Kuczyński. Jak zauważa, rentowność dziesięcioletnich papierów na poziomie około 5,16 proc., w połączeniu z umacniającym się złotym, czyni je wyjątkowo atrakcyjnymi dla inwestorów. — Nie jestem z natury przesadnym optymistą, ale dziś wszystko wygląda naprawdę dobrze — przyznaje.

Czytaj również: Tak Polska może przegonić Niemcy. Ekonomista pokazał, jak to się stanie

Scenariusz grecki? "Nie twierdzę, że go powtórzymy. W dalszej perspektywie nie dam gwarancji"

Jednocześnie ostrzega, że problemy fiskalne będą narastać w dłuższym okresie. — Zagrożenie związane z deficytem i zadłużeniem będzie rosło z każdym kolejnym rokiem — uważa Kuczyński. — Nie oznacza to jednak, że kryzys nastąpi za rok czy dwa — zaznacza, wskazując raczej na perspektywę dalszą niż 2025–2026. W jego ocenie Polska zmierza natomiast ścieżką podobną do greckiej. — Grecja zaczynała w 1975 r. z długiem na poziomie 25 proc. PKB, a po 25 latach miała już około 100 proc. PKB. Kryzys uderzył dopiero po niemal 30 latach — przypomina.

— Nie twierdzę, że Polska powtórzy ten scenariusz w najbliższych latach — w 2026 r. na pewno nie — zastrzega Kuczyński. — Ale w dalszej perspektywie nie mogę dać takiej gwarancji — dodaje. Jego zdaniem największym ryzykiem byłby powrót globalnych obaw o zadłużenie państw. — Widzieliśmy to już we wrześniu, gdy rentowności amerykańskich obligacji 30-letnich przekroczyły 5 proc. — przypomina. — Później sytuacja się uspokoiła, ale moim zdaniem ten temat wróci — ocenia.

Kuczyński zwraca uwagę, że rynki w takich momentach szukają słabszych ogniw. — Podczas kryzysu zadłużeniowego w strefie euro Hiszpania miała umiarkowany dług, ale bardzo wysokie deficyty — i to wystarczyło, by inwestorzy się wystraszyli — przypomina.

Czytaj także: 500 plus się nie udało? Bartosz Marczuk: nie wszystko się sprawdziło

Rating Polski — ekspert uspokaja

Czym jest rating? To nic innego, jak ocena wiarygodności kredytowej państwa, czyli informacja dla inwestorów, jak duże jest ryzyko, że dany kraj nie będzie w stanie spłacać swoich zobowiązań finansowych.

Jeśli chodzi o rating Polski, ekspert pozostaje spokojny. — Nie spodziewam się jego obniżenia — mówi. Jak podkreśla, agencje ratingowe — S&P, Fitch i Moody’s — znały projekt budżetu i obecne dane. — Dopóki nie dojdzie do dramatycznych zmian, rating nie powinien ucierpieć — uważa. Nawet niepodpisanie jednej z ustaw, która miała przynieść około 0,15 proc. PKB dochodów, czyli ok. 6 mld zł, nie zmienia istotnie obrazu deficytu i długu.

— Jeśli uda się utrzymać przyszłoroczny budżet w ryzach, rating pozostanie bez zmian — podsumowuje Piotr Kuczyński.

Czytaj więcej: Prezydent zawetował ustawę o fundacjach rodzinnych. Korzystają z nich posłowie Konfederacji

/3

- / 123RF

Według Piotra Kuczyńskiego rok 2025 był dla polskiej gospodarki udany pod względem wzrostu PKB, niskiej inflacji i sytuacji na rynku pracy.

/3

Jakub Kamiński / PAP

Ekspert ostrzega jednak, że wysoki deficyt i rosnący dług publiczny mogą stać się problemem w dłuższej perspektywie.

/3

- / 123RF

Choć na razie nie grozi kryzys, Polska – jego zdaniem – zaczyna podążać ścieżką podobną do tej, którą kiedyś przeszła Grecja.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Newsletter

Najlepsze teksty z Faktu! Bądź na bieżąco z informacjami ze świata i Polski

Zapisz się

Masz ciekawy temat? Napisz do nas list!

Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas!

Napisz list do redakcji

Przeczytaj źródło