Pod koniec grudnia do państwowej bazy pytań egzaminacyjnych na prawo jazdy trafiła zupełna nowość – test percepcji ryzyka. Bez zapowiedzi, bez instrukcji i bez przygotowania szkół nauki jazdy. W efekcie kursanci mogą dziś trafić na pytania, których nikt im wcześniej nie tłumaczył.
Ministerstwo Infrastruktury wprowadziło go bez wcześniejszej informacji dla ośrodków szkolenia kierowców ani instruktorów.
Czym jest test percepcji ryzyka i skąd się wziął?
Test percepcji ryzyka od lat funkcjonuje między innymi w Wielkiej Brytanii. Jego celem jest nauczenie przyszłych kierowców szybkiego rozpoznawania zagrożeń na drodze. Kandydat na kierowcę ogląda nagranie z perspektywy prowadzącego pojazd i w odpowiednim momencie musi zareagować, gdy pojawia się potencjalnie niebezpieczna sytuacja. Reakcja nie może być ani zbyt wczesna, ani spóźniona.
W Polsce o wprowadzenie takiego rozwiązania apelowano od dawna. Jak przypomina portal brd24.pl, już siedem lat temu redaktor naczelny serwisu postulował o jego wdrożenie w liście otwartym do ówczesnego ministra infrastruktury. Realne prace ruszyły jednak dopiero wtedy, gdy Unia Europejska zobowiązała państwa członkowskie do wprowadzenia tego elementu egzaminu – najpóźniej od 2026 roku.
Problem polega na tym, że w Polsce egzaminowanie w tym zakresie zaczęło się wcześniej – bez przygotowania systemu szkolenia.
Nowe pytania bez zapowiedzi. Instruktorzy są zaskoczeni
Jak ujawnili dziennikarze Kanału Zero oraz portalu brd24.pl, nowe pytania oparte na testach percepcji ryzyka zostały dodane do bazy egzaminacyjnej około 24 grudnia. Informacja ta do dziś nie trafiła ani do ośrodków szkolenia kierowców, ani do instruktorów, ani do samych kursantów.
– Pierwsze słyszę – mówi portalowi jeden z instruktorów nauki jazdy z Warszawy. – Nic nie wiem o nowych pytaniach egzaminacyjnych. Mam nadzieję, że moi kursanci sobie poradzą, ale chyba nie tak powinno to wyglądać – stwierdza.
Oznacza to, że na egzaminie teoretycznym mogą pojawić się pytania, do których wielu zdających nie miało szansy się przygotować. Resort infrastruktury nie przeprowadził żadnej kampanii informacyjnej ani nie przedstawił wytycznych dotyczących nauczania nowych zagadnień.
Gorsza wersja testu niż na Zachodzie?
Za przygotowanie i zarządzanie bazą pytań egzaminacyjnych w Ministerstwie Infrastruktury odpowiada specjalna komisja. W jej skład wchodzą również urzędnicy resortu, którzy otrzymują za to dodatkowe wynagrodzenie. Obecnie komisji przewodniczy Marek Dworak – ekspert do spraw bezpieczeństwa ruchu drogowego i były dyrektor Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego.
Portal brd24.pl zwrócił się do ministerstwa z pytaniami o to, kto podjął decyzję o wprowadzeniu nowych zagadnień oraz dlaczego nie poinformowano o tym ośrodków szkolenia kierowców i kursantów.
Wcześniej serwis ujawnił również inny problem: brak zmian w przepisach sprawił, że polska wersja testu percepcji ryzyka jest znacznie uproszczona. Minister infrastruktury Dariusz Klimczak nie zmienił rozporządzenia regulującego zasady egzaminowania. W efekcie na pytania – także te oparte na materiałach wideo – nadal można odpowiadać jedynie „tak” lub „nie”.
Zamiast interaktywnego testu, w którym zdający samodzielnie identyfikuje zagrożenia podczas jazdy, do systemu trafiło więc kilkanaście krótkich filmów zakończonych pytaniem, czy dana sytuacja stanowi zagrożenie. Zdaniem ekspertów to rozwiązanie jest nie tylko mniej skuteczne w kontekście nauki do egzaminu, ale też wprowadza niemałe zamieszanie wśród zdających.
Czytaj też:
Tysiące dokumentów traci ważność w 2026 r. Sprawdź swoje prawo jazdyCzytaj też:
Leki a prowadzenie samochodu. Polscy naukowcy: Te środki zwiększają ryzyko wypadku








English (US) ·
Polish (PL) ·