"Byłam tam. Pamiętam wszystko". 80-latka wraca do zbrodni, która wciąż nie daje spać

3 tygodni temu 32

Data utworzenia: 24 grudnia 2025, 15:43.

Wigilijna noc. Dla większości Polaków to czas ciepła, rodzinnych rozmów i opłatka. Ale są miejsca, gdzie od lat Wigilia znaczy coś zupełnie innego. Tamto Boże Narodzenie w 1976 r. zakończyło się egzekucją. Ciałami przy drodze. Krzykiem, który na zawsze został w pamięci mieszkańców.

Rekonstrukcja miejsca zbrodni. Ciała ofiar leżały przy drodze z Połańca do Zrębina. Początkowo uznano to za wypadek. Foto: Michał Sielewicz / PAP

Dziś, 24 grudnia 2025 r., do redakcji trafił list od pani Krystyny z Włocławka. Ma 80 lat. Pisze krótko i mocno: "Byłam tam. Pamiętam wszystko". Sprawdziliśmy. Wiele z jej wspomnień pokrywa się z materiałami śledztwa i relacjami znanych już świadków.

Ofiara, 18-letnia Krysia, była w piątym miesiącu ciąży. Najpierw skatowano jej męża Stanisława. Potem brutalnie zabito jej 12-letniego brata Mieczysława. Na końcu — ją samą. Błagała, by zostawić ją przy życiu. Prosiła jak dziecko: "Wujku, nie zabijaj mnie. Zabiliście mi męża. Zostawcie chociaż mnie matce".

Zabito ich, bo poszła plotka, że siostra dziewczyny ukradła z wesela... kiełbasę. A w oczach Jana Sojdy, samozwańczego "króla Zrębina", była to zniewaga wymagająca krwawej odpowiedzi. Zorganizował pokazową egzekucję, która miała na zawsze uciszyć tych, którzy podważyliby jego autorytet. I uciszyła.

Nikt nie stanął w jej obronie

To nie był koszmar. To była rzeczywistość Zrębina, małej świętokrzyskiej wsi, 24 grudnia 1976 r. Zbrodnia połaniecka, jak nazwano później tę sprawę, na zawsze wpisała się w historię Polski Ludowej jako jedna z najbardziej brutalnych i niezrozumiałych zbrodni rodzinnych.

Dziś, prawie pół wieku później, temat powraca. Trwa produkcja serialu HBO "Wśród nocnej ciszy" w reżyserii Jana Holoubka, który ma pokazać dramat tamtej nocy. Ale nie tylko telewizja wraca do tej historii. Wracają do niej też ludzie.

"Byłam z rodziną na miejscu mordu"

Kilka dni temu do redakcji "Faktu" dotarł list. Pisany odręcznie, drżącą ręką, na kartce w kratkę. Jego autorką jest pani Krystyna z Włocławka, 80-letnia absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego. Jak twierdzi, była w Zrębinie tamtej nocy i znała rodzinę ofiar. Jej relacja, choć osobista i emocjonalna, pokrywa się z dokumentami i ustaleniami, o których pisaliśmy wcześniej.

"Byłam z rodziną swoją na miejscu mordu. Autobus, który przyjechał po zmarłych, dla upozorowania przejechał po ciałach. Byłam wtedy u rodziny w Połańcu. Co roku śledziliśmy wydarzenia. To nie był wypadek. To była pokazowa egzekucja" — wspomina seniorka.

Pani Krystyna pamięta także społeczny klimat tamtej nocy: zmowę milczenia, przekupstwa, zastraszanie świadków: "Widzowie składali fałszywe przysięgi, na medalik Matki Boskiej. Sołtys Zrębina przekupił wszystkich, od dołu do góry. Poszły w świat mieszkania, auta, pieniądze" — wspomina.

Opowiada, że śledztwo ruszyło dopiero po interwencji u Edwarda Gierka, ówczesnego I sekretarza KC PZPR, najważniejszego polityka w kraju. Że matka ofiar "zwróciła się o pomoc i była wspierana przez starych milicjantów". Że ludzie "cieszyli się, kiedy wreszcie doszło do wyroku".

Zbrodnia, która wciąż krzyczy

O tej historii pisało już wielu: Hanna Krall, Wiesław Łuka, Roman Bratny. A jednak wciąż wraca. Bo wraca też pytanie, którego nie da się zabić ani uciszyć: Jak to możliwe, że w Wigilię, wśród kolęd i światełek, dokonano jednej z najokrutniejszych zbrodni w historii PRL i nikt się nie odezwał?

Pani Krystyna stwierdza na koniec: "Żyję wśród ludzi, którzy wszystko wtedy widzieli. Którzy znali sprawców i ofiary. Którzy wiedzieli, co się dzieje. Nie zapomnieli. Tylko nadal się boją".

Echo tej Wigilii

Dla rodziny zamordowanych to święto nigdy nie wróciło. Matka dzieci zmarła w czasie pandemii. W samotności. Nie doczekała przeprosin. Ani słowa skruchy.

Dla pani Krystyny i dla wielu osób, które do dziś noszą w sobie tamten lęk ta historia nie jest tylko serialem. To rana, niewygojona i wciąż żywa. Bo niektóre Wigilie nie są radosne. I nigdy nie będą.

Przysięgali na Biblię, że to był wypadek. A to był mord!

/7

Michał Sielewicz / PAP

Rekonstrukcja miejsca zbrodni. Ciała ofiar leżały przy drodze z Połańca do Zrębina. Początkowo uznano to za wypadek.

/7

- / LASKAR-MEDIA

Zrębin dziś. Wieś wciąż nosi w sobie ślad tamtej zbrodni.

/7

- / LASKAR-MEDIA

Grób ofiar.

/7

Michał Sielewicz / PAP

Wizja lokalna z udziałem podejrzanych. Mieszkańcy bali się mówić. Wiedzieli, że "kto się ruszy, tego spotka to samo".

/7

- / LASKAR-MEDIA

Kilka lat temu rozmawialiśmy z mieszkanką wsi, która pamiętała tragedię.

/7

- / LASKAR-MEDIA

Kilka lat temu o tamtej nocy opowiedział "Faktowi" insp. Henryk Buczek, śledczy z Komendy Wojewódzkiej MO w Tarnobrzegu, który prowadził śledztwo. Wtedy był młodym, ambitnym oficerem.

/7

- / LASKAR-MEDIA

Zrębin.Mieszkańcy niechętnie o niej rozmawiają.

Przeczytaj źródło