Aneksja Grenlandii dzieli! Amerykanie się kłócą, Europa protestuje, a wielki biznes… inwestuje

14 godziny temu 4

Kongres: jedno państwo, dwa obozy

W styczniu do amerykańskiego Kongresu trafił projekt ustawy o aneksji Grenlandii. Jego autorem jest republikanin Randy Fine, który przekonuje, że kontrola nad wyspą to kwestia bezpieczeństwa narodowego i przewagi w Arktyce. Projekt przewiduje także rozpoczęcie prac nad przyjęciem Grenlandii jako nowego stanu USA.

Kapitol Stanów Zjednoczonych, Kongres USA / Shutterstock

Reakcje wśród kongresmenów są mieszane. Część republikanów przyklaskuje pomysłowi, inni również z tej samej partii podkreślają, że naciski na demokratycznego sojusznika, jakim jest Dania, są sprzeczne z podstawowymi zasadami polityki zagranicznej USA. Demokraci mówią wprost o awanturnictwie i chęci odwrócenia uwagi od trudnej sytuacji wewnętrznej. Grenlandia stała się więc przedmiotem ostrej debaty na Kapitolu, dzieląc nie tylko partie, ale i samych republikanów.

Europa: zdecydowany sprzeciw

Na reakcję europejskich liderów nie trzeba było długo czekać. Premierzy i prezydenci Danii, Niemiec czy Francji zgodnie podkreślili, że o przyszłości Grenlandii mogą decydować wyłącznie jej mieszkańcy. Podkreślili też, że nie zaakceptują prób aneksji terytorium należącego do Królestwa Danii.

Parlament Europejski alarmuje. / Shutterstock

W mediach pojawiły się informacje, że część europejskich państw rozważa wzmocnienie wojskowej obecności w regionie. Nie chodzi o prowokację, ale o wyraźny sygnał dla USA, że Europa traktuje sprawę poważnie. W grę wchodzi też chęć zablokowania potencjalnych ruchów Rosji czy Chin w tym samym kierunku. Grenlandia z dnia na dzień stała się symbolem szerszego sporu o wpływy w Arktyce.

Miliarderzy nie czekają na zgodę

Politycy się spierają, a tymczasem amerykański biznes działa już od kilku lat. Inwestorzy tacy jak Bill Gates, Jeff Bezos, Sam Altman czy Ronald Lauder przeznaczyli setki milionów dolarów na projekty wydobywcze i infrastrukturalne na Grenlandii. Cel? Surowce krytyczne: nikiel, kobalt, miedź, pierwiastki ziem rzadkich.

Donald Trump twierdzi, że USA "potrzebują Grelnandii" / Shutterstock

Najgłośniejszym przedsięwzięciem jest KoBold Metals. To firma, która szuka złóż z pomocą sztucznej inteligencji. Projekt Disko-Nuussuaq na zachodnim wybrzeżu Grenlandii to jedno z najambitniejszych przedsięwzięć górniczych na świecie. Firma wspierana przez Gatesa i Bezosa planuje wydobywać metale niezbędne do produkcji elektroniki, baterii i sprzętu wojskowego. W tle pojawiają się też inne inwestycje m.in. wodociągi, elektrownie i eksperymentalne „miasto wolności” finansowane przez Petera Thiela. Część z tych projektów realizowana jest we współpracy z lokalnymi politykami, co budzi kontrowersje.

A co na to sami mieszkańcy wyspy?

Władze Grenlandii mówią jasno: nie jesteśmy na sprzedaż. Premier Jens Frederik Nielsen zapewnia, że żadna decyzja nie zapadnie bez udziału Grenlandczyków. Choć wielu z nich marzy o większej niezależności od Danii, perspektywa stania się częścią USA budzi niepokój. I to zarówno polityczny, jak i ekologiczny. Lokalne społeczności obawiają się degradacji środowiska i utraty kontroli nad zasobami naturalnymi. Rząd wydał dotąd zaledwie kilka licencji na wydobycie, zachowując ostrożność. Tymczasem na wyspie trwa presja, z zewnątrz i od środka, by otworzyć się na większe inwestycje. Grenlandczycy nie chcą być pionkiem w grze wielkich mocarstw, ale ich głos coraz trudniej usłyszeć w hałasie globalnych interesów.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję

Przeczytaj źródło